Moi rodzice zawsze krytykowali moje zachowanie, nawet gdy byłem bardzo mały. Jeśli przypadkiem stłukłem filiżankę lub poplamiłem ciuchy, zawsze dostawałem klapsa w pupę, a czasem nawet w tył głowy. Ponieważ jako dziecko byłem bardzo aktywny, takie reakcje były częste w naszej rodzinie.
Pewnego razu mama zabrała mnie do swojej przyjaciółki. Chciała złożyć jej życzenia z okazji imienin. Ta pani była już na emeryturze. Ponieważ byłem małym chłopcem i mama nie miała mnie z kim zostawić, musiała mnie zabrać ze sobą. Nie pamiętam imienia tej pani, ale wiem, że miała wtedy około 70 lat.
Powiedziała nam, że serwis, który miała w kredensie, był bardzo stary i odziedziczyła go po matce. Nie mogłem się powstrzymać i musiałem coś z niego wziąć. Oczywiście, filiżanka pochodziła z tego serwisu. Kiedy pani wyjęła filiżanki, chciałem jej pomóc, ale skończyło się na tym, że ona pomogła mi. Mama natychmiast zaczęła krzyczeć i znów mnie uderzyła. Bardzo się wtedy przestraszyłem, bo nigdy wcześniej nie widziałem mamy tak wściekłej.
Jej przyjaciółka wzięła mnie za rękę, zabrała na bok, przytuliła i uspokoiła. Powiedziała mojej mamie, że w żadnym wypadku nie powinna krzyczeć na dziecko z powodu stłuczonej filiżanki. Dodała też, że kawałek szkła nie jest wart łez dziecka. Dała mi nawet drugą filiżankę, która teraz była bez pary, jako pamiątkę po niej. Po tym incydencie moja mama stała się inną osobą. Nie krzyczała już tak jak kiedyś. A teraz, gdy ja chcę krzyczeć i karać moje dzieci, patrzę na tę filiżankę, która stoi w moim kredensie i przypominam sobie słowa mojej wybawicielki, której imienia nie pamiętam.


