Po stracie córki nic nas nie cieszyło. Pewnego dnia ktoś jednak zapukał do drzwi…

Z żoną mamy udane małżeństwo. Pobraliśmy się, gdy miałem jeszcze dwadzieścia lat, a ona osiemnaście. Wiele osób nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, ale w naszym przypadku można o takiej mówić. Przez całe życie byliśmy w sobie zakochani. Mieliśmy także córkę. Z powodu problemów ze zdrowiem Malina mogła urodzić tylko jedno dziecko, jednak nasza Basia była tak idealna, że nawet nie chcieliśmy mieć drugiego. Spełniała także wszystkie nasze nadzieje, jakie z nią wiązaliśmy. Wyrosła na bardzo odpowiedzialną, dobrze wyedukowaną i piękną kobietę. Jedyny minus był taki, iż była juz po trzydziestce, a wciąż była sama. Bardzo chcieliśmy wnuków, więc trochę nas to niepokoiło.

Jakiś czas później Basia wyjechała ze swoją koleżanką na wakacje. Już stamtąd powiedziała nam, że poznała cudnownego chłopaka.

 – Tato, mamo, Leon to po prostu wspaniały facet! Jest zwykłym facetem ze wsi, może nie jest wykształcony, ale za to jest przystojny, dobry, miły i oszczędny!  

Nie chciałem, żeby moja córka wiązała się z byle kim, tym bardziej słysząc takie słowa od córki. Nie chciałem jednak spieszyć się z osądem i chciałem poczekać, aż córka wróci i opowie mi więcej. Córka miesiąc po powrocie zabrała nas na tę wieś, na której mieszkał jej wybranek, abyśmy go poznali. Niestety, w drodze powrotnej doszło do tragedii – mieliśmy wypadek. My przeżyliśmy, ale kierowca zmarł. A wtedy kierowcą samochodu była nasza córka. 

Utrata córki była dla nas tragedią. Życie podzieliło się na „przed” i „po”. Pojawił się u nas brak motywacji do życia. Byliśmy już na emeryturze, ale nie mieliśmy ochoty dalej żyć i cieszyć się życiem teraz, kiedy moglibyśmy to robić. Pewnego razu na progu drzwi stanął narzeczony naszej córki, którego widzieliśmy tylko raz na oczy. Prawie zemdlałem, moja żona także.

 – Dzień dobry, przepraszam za najście, ale chciałem państwa bliżej poznać i okazać wpsarcie. Sam ledwo daję sobie radę bez ukochanej, więc nie chcę nawet myśleć, co państwo teraz czują. Chciałem też powiedzieć, że mogą państwo zawsze na mnie liczyć, chcę być dla państwa oparciem.

Od tego czasu Adam regularnie nam pomagał, a my traktowaliśmy go jak syna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − dwanaście =

Po stracie córki nic nas nie cieszyło. Pewnego dnia ktoś jednak zapukał do drzwi…