Mam jedną bliską przyjaciółkę, Henrykę, z którą przyjaźnimy się jeszcze od czasu studiów. Ma ona jedną córkę – Klaudię. Wykształciła się i tuż po studiach znalazła pracę. Na początku było jej trudno, ale potem stała się odnoszącą sukcesy kobietą, o której niejeden mógł tylko pomarzyć. Tylko, jak wiadomo, wszystko, co dobre kiedyś się kończy: Klaudia w końcu poznała Wiktora, weszła z nim w związek, a potem się pobrali. Henryka uważa, że Wiktor to niewrażliwy i nietaktowny mężczyzna, który nie pasuje do jej córki. Po ślubie Wiktor powoli wykluczył wszystkich przyjaciół z życia Klaudii.
– Wykorzystują Cię – mówił – byle tylko mieli gdzie się napić, najeść.
Nie poddawał się. Po przyjaciołach przyszła kolej na rodzinę. Klaudia od dziecka uwielbiała rodzinne spotkania.
Mieliśmy dużą rodzinę, która w święta albo też bez szczególnej okazji zbierała się bez okazji czy to zimą, czy latem. Po ślubie wszystko się zmieniło. Kiedy jeden z krewnych zaprosił ich do siebie w gości, Wiktor mówił, że ma jakieś ważne rzeczy do zrobienia, więc nie przyjdą, a innym razem sama Klaudia mówiła, że ma migrenę. Takich wymówek było mnóstwo. Stopniowo krewni przestali zapraszać Klaudię. Przychodziła do nich już tylko matka kobiety, ponieważ walczyła o córkę, a potem o wnuczkę. Wiktorowi się to wcale nie podobało. Za każdym razem urządzała awantury: a to z powodu prezentów teściowej dla wnuczki, ale też z innych powodów. Jakby tylko czekał na okazję do wszczęcia awantury. Wiktor był dobrym manipulatorem więc bez problemu wymyślał nowe powody.
– My Lilkę tylko w markowych butikach ubieramy – mówił – A Twoje prezenty można dać komuś innemu, komuś biedniejszemu. Nie przynoś ich więcej, i tak je wyrzucam.
A co robiła Klaudia? Stała i patrzyła w podłogę. Nic nie mogła powiedzieć. Stała obok i słuchała, jak mąż krzyczy na matkę.
Oczywiście Henrykę to okropnie bolało. Nigdy nie wstawiła się za matką mimo, że zięć opowiadał takie obrzydlistwa…
Wraz z przyjaciółką siedziałyśmy i zastanawiałyśmy, jak taki łajdak zdołał zmanipulować taką cudowną kobietę jak Klaudia. Kiedy siedziałyśmy tak i narzekałyśmy na zięcia Henryki, a potem naszej kolejnej wspólnej przyjaciółce opowiadałyśmy o całej sprawie, nagle do kobiety zadzwoniła Klaudia:
– Mamo, słuchaj, rozmawiałam z Wiktorkiem… Nie możesz już do nas przychodzić, bo denerwujesz Wiktora. Po Twoich wizytach jest rozdrażniona prawie cały tydzień. Będę sama przyjeżdżać z Marysią w weekendy.
– To szuja! – powiedziałam, gdy Henryka płakała – Czym ją tak omamił? Zepsuje wszystko, co stanie mu na drodze…
– To Twoja córka jest łajdaczką i szują, a nie Wiktor – powiedziała przyjaciółka – Człowiek jest zły, ponieważ jest zły z natury, a nie dlatego, że jest oszukiwany.
Po tych słowach zdumiałam się, bo to była jednak prawda! Sami wybieramy naszą ścieżkę i sami decydujemy, jak odnosić się do danej osoby lub sytuacji.

