Miałem 20 lat, kiedy – jak to mówią – albo z głupoty, albo z młodości wziąłem ślub z pewną kobietą. Rodzice ostrzegali mnie przed tym, że z takimi poważnymi decyzjami lepiej poczekać, tym bardziej, że dziewczyna była starsza ode mnie o 4 lata. Mnie jednak wtedy wydawało się, że to miłość mojego życia i nikogo lepszego od niej już nie znajdę, więc nie było na co czekać. Faktycznie, przez pierwszy rok układało nam się naprawdę świetnie – oboje dobrze zarabialiśmy często wyjeżdżaliśmy na wakacje, niczego sobie nie odmawialiśmy i w naszym związku było dużo miłości. Mówiłem wtedy wszystkim: „widzicie, myliliście się, a moja żona jest najcudowniejsza!”. Wszystko zmieniło się po narodzinach naszego dziecka. Synek był bardzo słaby, chorowity, w dodatku często płakał. Mimo wszystko myślałem, że żona jest szczęśliwa z powodu dziecka, tyle mówiła wcześniej o tym, że marzy o macierzyństwie.
Niestety, ale przez wieczne kaprysy dziecka żona się nie wysypiała i stała się bardzo niegrzeczna. Starałem się więc odciążyć ją, dać jej pomoc, aby nie czuła się przeciążona, ale to nic nie dawało. Potem coraz częściej zostawiała mi dziecko pod opieką i znikała na całe noc. Okazało się w końcu, że ma ona kochanka. W końcu rozstaliśmy się. Po rozwodzie długo wahałem się, czy warto jeszcze układać sobie życie i poznać jakąś kobietę tym bardziej, że straciłem całkowicie zaufanie do kobiet. Moja mama jednak uważała, że powinienem myśleć o sobie i postanowiła zorganizować mi randkę z córką swojej koleżanki z pracy. Mówiła, że to dobra kobieta, w dodatku dobrze wychowana, więc na pewno mi się spodoba. Zgodziłem się więc, nie miałem i tak nic do stracenia. Włożyłem garnitur, uczesałem się, wyperfumowałem, bo chciałem jej zaimponować. Kiedy przyszedłem do parku zobaczyłem kobietę w jakiejś pomiętej sukience, brudnych butach i była jakaś taka rozczochrana.
– Przepraszam, że jestem taka pognieciona… Po prostu mówiłam wczoraj mamie, żeby mi wyprasowała tę sukienkę, a ona chyba zapomniała. Ja nie miałam czasu prasować.
To pierwsze wrażenie było naprawdę złe. Potem już tylko spacerowaliśmy po parku, ewidentnie się nudząc.
– Słuchaj, wiem, że masz córkę, więc chciałam zapytać, czy dobrze zarabiasz? – nagle zapytała.
– Po co Ci taka wiedza?
– Wiesz, nie chciałabym, żebyś zaniedbywał mnie na rzecz dziecka. Mam nadzieję, że była żona pracuje i nie jesteś jedynym żywicielem swojej córki. Ja też na nią nie zamierzam wydawać na nią pieniędzy.
– Wiesz co, chyba coś Ci się pomyliło. Żegnam!
Odwróciłem się i poszedłem do domu. Kiedy powiedziałem o tym mamie, była w szoku i mówi, że zupełnie się czegoś takiego nie spodziewała, bo od swojej koleżanki słyszała wszystko co najlepsze o swojej córce.



