Po powrocie do domu znalazłem w kieszeni kawałek papieru: „zadzwoń do mnie. Obiecuję, że nie będziesz tego żałował”

Być może ta historia powinna zacząć się od tego, że zawsze miałem nadprogramowe kilogramy. W przedszkolu w przedstawieniach zawsze grałem albo słońce, (bo byłem już taki okrągły), ale dostawałem rolę jakiegoś staruszka, który najwidoczniej na starość kompletnie już o siebie nie dbał i dorobił się takiego brzucha. I faktycznie, z tymi dodatkowymi kilogramami wyglądałem na nieco starszego, niż byli moi rówieśnicy.

Teraz pracuję na drugim końcu miasta. Wracam do domu w godzinach szczytu, kiedy wraca też sporo innych ludzi. Po raz kolejny z trudem wcisnąłem się do wagonu metra, które o tej porze są jak zawsze przepełnione. Zwykle wszyscy chcą jak najszybciej trafić do domu, dlatego nie zwracają uwagi na to, że wagon jest przepełniony, ani też nie przejmują się tymi, którzy zajmują w takim miejscu najwięcej przestrzeni, a można by rzecz, że w tym wypadku to ja byłem jednym z winowajców takiego stanu rzeczy.

Wśród takich ludzi generalnie promieniuję światłem, dobrocią i pozytywną energią. Kiedy jadę do domu, w trakcie tej drogi lubię analizować i przyglądać się ludziom, którzy tulili się do mnie w trakcie podróży albo do innej takiej osoby jak ja w trakcie podróże. Upewniam się wtedy w swojej teorii, którą jest to, że uwagę innych przyciągają Ci, którzy wyróżniają się spośród tłumu, a szczególnie, jeśli wyróżnia ich uśmiech i pozytywne nastawienie.

To był krótki wstęp do mojej historii. Tego dnia znowu wszedłem do wagonu metra. Wszystko było tam znajome, podobne do tego, jak było zwykle, ale tym razem poszczęściło mi się z towarzystwem, bo obok stanęły piękne dziewczyny, a jedna z nich wyraźnie ze mną flirtowała. Tego dnia po raz pierwszy wracałem do domu zmęczony i nie miałem siły jakoś zareagować na jej znaki. Dzięki Bogu!

Już w domu przebrałem się w dresy i miałem już wrzucić dżinsy do pralki, kiedy jakiś kawałek papieru wypadł z kieszeni. „Zadzwoń do mnie. Obiecuję, że nie pożałujesz” – mówił napis na kartce papieru, a niżej był numer telefonu. Cóż, nie jestem głupi i od razu zorientowałem się, kto wrzucił mi tę karteczkę. W mojej głowie pojawiły się już scenariusze dalszego rozwoju wydarzeń. Przyznaję, że mimo wszystko byłem trochę zestresowany i nie wiedziałem, czy zadzwonić pod ten numer, czy nie. Zdecydowałem jednak, że to zrobię i szybko wklepałem jej numer w telefon. Kiedy przyłożyłem telefon do ucha, próbowałem sobie przypomnieć sobie tę dziewczynę z metra, sle zanim zdążyłem to zrobić, to odpowiedział mi kobiecy głos:

– Dzień dobry, tutaj centrum walki z otyłością. W czym mogę pomóc?

Nigdy w życiu ne czułem się tak upokorzony. Szybko wyłączyłem telefon. Czasami ludzie nawet nie wyobrażają sobie, co może czuć ofiara takich głupich „żartów”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + 13 =

Po powrocie do domu znalazłem w kieszeni kawałek papieru: „zadzwoń do mnie. Obiecuję, że nie będziesz tego żałował”