Jadwiga, dokąd zmierzasz? zapytał zaskoczony Krzysztof, widząc, że żona zmierza już w stronę łóżka.
Do łóżeczka, a co? odpowiedziała zmęczona.
A naczynia umyjesz? wściekł się Krzysztof.
Goście już opuścili mieszkanie. Sylwester był huczny i wesoły. W domu pozostała tylko teściowa, a i ona po chwili położyła się spać. Jadwiga zebrała resztki jedzenia do pojemników, wgrała brudne naczynia do zlewu i uznała, że to już koniec jej obowiązków. Krzysztof nie zgodził się z tym.
Jutro je umyję! Albo umyj sam, jeśli chcesz!
Jadwiga, wiesz, że wczoraj przyjechała moja mama. Boję się wyobrazić jej twarz, gdy rano zobaczy ten bałagan!
No nie, Krzysiek, to nie najważniejsze. Ważne, że impreza się udała, że razem siedzieliśmy i nawet zatańczyliśmy! Teraz mam ochotę zasnąć. Nie wyciągaj mi krwi, proszę jutro się zajmę zmywaniem, dzisiaj nie mam sił.
Czy ty się po prostu rozpieprzyłaś?
Wyobraź sobie! Kiedy ty się gdzieś rozluźniałeś, ja uprzątnęłam cały dom, przygotowałam jedzenie na całą kompanię, udekorowałam choinkę. Dzięki, że córka trochę pomogła. A ty obiecałeś przyjść wcześniej i coś zrobić.
Nie zdążyłem. Samochód się popsuł. Już ci tłumaczyłem!
No i ja ci teraz tłumaczę, że chcę spać! Nie podoba ci się brud w zlewie? Gąbka i płyn są pod ręką. Działaj! Ja idę spać!
Jadwiga nie kontynuowała kłótni. Po prostu położyła się na poduszce, wykończona do granic wytrzymałości. Chciała jak najszybciej zamknąć oczy.
Krzysztof trochę poczytał w sieci, ale nie ruszył się do zmywania. Zmęczony, położył się spać, choć z widoczną frustracją. Obawiał się jutra, kiedy matka zacznie go krytykować, że żona jest nieporządna, lecz nie chciał wchodzić do kuchni.
Wszyscy obudzili się pierwszego stycznia późno, bo zasypiali dopiero około czwartej w nocy. Helena Kowalska, teściowa, tak podgrzała się wczoraj na tańcach, że przespała najdłużej.
Pierwsza spośród dorosłych wstała Jadwiga. Zamiast sięgać po ściereczkę, zaparzyła kawę i sięgnęła po opowieść w internecie. Zawsze zaczynała tak swój poranek i nie zamierzała sobie tego zabrać, zwłaszcza w pierwszy dzień nowego roku.
Krzysztof obudził się od aromatu kawy rozchodzącego się po kuchni.
Dzień dobry! powiedział, patrząc na stertę naczyń w zlewie. Nie umyłaś jeszcze?
Jak ty! Dzień dobry, słońce! Niech tak będzie dalej. Jeśli chcesz kawę, nalań sobie, zrobiłam dwie porcje w tygielku na kuchence.
Nalał sobie kawę do kubka i usiadł przy stole. Przypominając sobie, że wczoraj nie spróbował ciasta, wyciągnął kawałek.
Dasz kawałek? zaproponował żonie.
Nie, na śniadanie szybkie węglowodany to zło. Wczoraj zjadłam już za dużo, teraz dwa dni będę suszyć grzanki. A tobie smacznego, mój smukły cyprysie! dodała złośliwie, nawiązując do nieco zaokrąglonego brzuszka pod koszulką Krzysia.
Ha, ha, potem wszystko zostawię w siłowni!
No tak, no tak! Jedz, jak chcesz. To twój wybór!
Krzysztof wypił kawę, podjadając ciasto, a nastrój od razu się poprawił.
Czy Zosia już wstała? spytał o córkę.
Wstała, zjadła płatki z mlekiem i chyba znów się położyła. Nie widziałem jej, ale słyszałem.
Do kuchni wślizgnęła się niemal bezszelestnie teściowa. Krzysztof napiął się, licząc na kłótnię, ale dostał inny scenariusz.
O Boże, jak długo marzyłam, by zobaczyć taką scenę! uśmiechnęła się Helena.
Co masz na myśli? nie zrozumiał syn.
Gdybyś tylko wiedział, jak to straszne mycie naczyń po sylwestrze! To czysta męka! Cieszę się, że nie jesteś taki jak twój ojciec!
Co to znaczy? Myślałem, że to cię wkurzy!
Bzdury! To właśnie twój ojciec mnie irytował. Zawsze nalegał, żeby naczynia myło się już wieczorem, a właściwie, żebym ja je myła. Kłóciliśmy się wielokrotnie o to. Musiałam ustąpić, więc myłam je nocą, milcząc w nienawiści! Często ustępowałam mu w sprawach domowych
Ojciec Krzysztofa zmarł pięć lat temu na zawał. Matka już dawno przeszła przez te wydarzenia, ale teraz mówiła rzeczy, które brzmiały dziwnie. Syn sądził, że zawsze była inicjatorką czystości w domu, lecz jej słowa sugerowały coś innego.
Mamo, serio?
Oczywiście! Twój ojciec miał obsesję na punkcie czystości. To mnie denerwowało, ale miał też wiele zalet, więc musiałem się z tym pogodzić. Czasem tak bardzo chciałem mieć dom w stanie chirurgicznej czystości, że myślę, że to przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci. Zbytnio przywiązywałem wagę do błahego, jak nieumyte naczynia po imprezie.
No właśnie, trochę przesadzasz, mamo!
Jadwiga nie wtrącała się w ich rozmowę, pochłonięta telefonem, ledwie słysząc ich.
Nie, synku, tak uważam. Mój Gienek zawsze się martwił o te błahe sprawy. Szkoda. Próbowałam mu to wyjaśniać, ale tak go wychowano. Pamiętasz babcię? Była maniakiem czystości i przymuszała dzieci, by były idealne. Może dlatego on jest taki. powiedziała, po czym zwróciła się do synowej. Jadwigo, świetnie radzisz sobie! Nie dajesz się prowokacjom!
Co? wystrząsnęła oczy od telefonu, słysząc własne imię.
Super, że zostawiłaś naczynia na rano! Zawsze marzyłam o takim rozwiązaniu. A ty, Krzysiu, super, że nie drażnisz żony drobiazgami!
Tak, nie drażni! uśmiechnęła się Jadwiga, wspominając wczorajszą sprzeczkę, ale nie chciała podważać teściowej przy niej.
Ja tak naprawdę myślę! dodała Helena, zalewając się herbatą. Żona się stara, wszystko przygotowuje na święto, a mąż pomaga tylko przy sprzątaniu, i to nie zawsze. Dlatego, by było sprawiedliwie, trzeba zostawić mu najgorsze!
Co najgorszego? zapytał Krzysztof, domyślając się, o co chodzi.
Same naczynia! zaszczekała matka, wskazując na zlew. No, Jadź, chodźmy obejrzeć wczorajsze zdjęcia. Zrobiliśmy ich mnóstwo. A Krzysiek niech dopije swoją kawę, a potem sam umyje naczynia!
O, popieram! Krzysztof, jaka masz wrażliwa i sprawiedliwa matka! Jestem zachwycona! powiedziała Jadwiga z rozbrajającym uśmiechem, wstając od krzesła i zabierając ze sobą już wystudzoną kawę.
Wyszli razem z kuchni, zostawiając Krzysztofa samego. Spojrzał smutno na pełny zlew i pociągnął się, jakby to było już za mało.
Po co w ogóle zaczynałem tę rozmowę! zawołał do siebie, odkręcając kran.
Gdyby był sam z żoną, wymyśliłby kolejne wymówki, ale przeciwko matce nie da się odparć. Tak w ich jeszcze młodej rodzinie zrodziła się tradycja, którą żona uwielbiała, a mąż nie potrafił znieść.
Co zrobić? Życie nie zawsze jest sprawiedliwe!



