Magdo, dokąd idziesz? pyta zdumiony mąż, widząc, że żona zamierza iść spać.
Do łóżka, co? zmęczona odpowiada Marek.
A naczynia myć? wściekle dodaje Janek.
Goście już się rozeszli. Impreza była głośna i wesoła. W domu zostaje tylko jego mama, ale i ona już położyła się do snu. Magda pakuję resztki jedzenia do pojemników, wkłada brudne naczynia do zlewu i uznaje, że to wystarczy. Janek nie zgadza się z nią.
Jutro umyję! Albo umyj sam, jak chcesz!
Magdo, wiesz, że u nas gości moja mama. Nie chcę sobie wyobrażać, co zobaczy rano, kiedy zobaczy ten bałagan!
Oj, Janek, nie rób z igły widły! Naczynia to nie najważniejsze. Ważne, że święta były udane, że dobrze się bawiliśmy i nawet zatańczyliśmy! Chce mi się już spać. Proszę, nie wkurzaj mnie. Jutro się tym zajmę, dziś już nie mam sił.
Złe się czujesz, biedna?
Wyobraź sobie! Gdy ty się chillowałeś, ja posprzątałam cały dom, przygotowałam jedzenie na całą brygadę, jeszcze choinkę udekorowałam. Dzięki, że dziewczynka trochę pomogła. Obiecałeś przyjść wcześniej i coś zrobić.
Nie zdążyłem. Samochód się zepsuł. Wytłumaczyłem ci to!
A ja właśnie tłumaczę, że chcę spać! Nie podoba ci się brudny zlew? Wiesz, gdzie jest gąbka i detergent. Rób, co chcesz. Ja idę spać!
Magda nie kontynuuje sporu. Zmruża oczy i kieruje się w stronę poduszki, wyczerpana do granic możliwości.
Janek siedzi jeszcze chwilę przy komputerze, nie ruszając się do zmywania. Chociaż jest zmęczony, zasypia z niezadowoleniem. Myśli, że jutro jego mama będzie narzekać, że żona jest nieodpowiedzialna, ale nie chce sam wchodzić do kuchni.
Wstają późno 1 stycznia, bo po imprezie położyli się spać dopiero około czwartej. Halina Kowalska tak się wytańczyła wczoraj, że po nocy zasnęła najdłużej ze wszystkich.
Pierwsza z dorosłych budzi się Magda, ale zamiast chwytać szmatkę, parzy sobie kawę i zamierza poczytać krótki opowiadanie w sieci. Tak zawsze zaczyna poranek i nie zamierza rezygnować z tej przyjemności, zwłaszcza w pierwszy dzień roku. Marek budzi się przy zapachu kawy rozchodzącego się po kuchni.
Dzień dobry! mówi, patrząc na brudny zlew. Nie umyłaś jeszcze?
Jak ty! Dzień dobry, słoneczku! Niech będzie pięknie dalej. Jeśli chcesz kawę, nalewaj sobie, zrobiłam dwie porcje w czajniku.
Marek nalewa kawę do kubka i siada przy stole. Przypominając sobie, że wczoraj nie spróbował sernika, odcina sobie kawałek.
Weź, podzielę się? proponuje żonie.
Nie, na śniadanie szybkie węglowodany to zło. Wczoraj zjadłam już sporo, teraz będę się trzymała chrupawych grzanek. Smacznego, mój smukły jodłowy drzewie! dodaje z przymrużeniem oka, nawiązując do małego brzuszka, który wystaje spod koszulki męża.
Haha, potem wszystko odłożę na siłownię!
No tak, no tak! Jedz, jeśli masz ochotę. To twoja sprawa!
Marek wypija kawę, przegryzając sernik, i od razu czuje się lepiej.
Czy Bogna już wstała? pyta o córkę.
Wstała, zjadła płatki z mlekiem i pewnie znów położyła się spać. Nie widziałem jej, ale słyszałem.
Do kuchni wchodzi niemal bezszelestnie teściowa. Marek napina się, spodziewając się kłótni, ale matka go zaskakuje.
O Boże, o jak długo marzyłam, by zobaczyć taki widok! mówi z uśmiechem Halina Kowalska.
Co masz na myśli? nie rozumie syn.
Gdybyś wiedział, jak straszne jest mycie naczyń po północy po Nowym Roku. To czysta męka! Cieszę się, że nie jesteś jak twój ojciec!
Co? Myślałem, że cię to wkurzy!
Bzdury! Twój ojciec zawsze nalegał, żeby naczynia myło się wieczorem. A właściwie, żebym to ja je myła. Kiedyś kilkakrotnie się z tym kłóciliśmy. Musiałam ustąpić, więc myłam je w noc, wciąż go nienawidząc! Często ulegałam mu w domowych sprawach
Ojciec Marka zmarł pięć lat temu na zawał. Matka już dawno przeszła przez ten żal, ale teraz wypowiadała się dziwnie. Syn myślał, że zawsze to ona dbała o czystość, ale jej słowa sugerowały coś innego.
Mamo, serio?
Oczywiście! Twój ojciec miał obsesję na punkcie czystości. To mnie denerwowało, ale miał też wiele zalet, więc musiałam się z tym pogodzić. Czasem tak go irytowało, że dom był w stanie chirurgicznej sterylności. Czasami myślę, że to go tak szybko zabrało. Przykładam zbyt dużą wagę do pustych rzeczy, jak nieumyte naczynia po świętach.
Trochę przesadzasz, mamo!
Magda nie wtrąca się w ich dialog, tak pochłonięta lekturą, że ledwo słyszy, co się dzieje.
Nie, synku, tak właśnie uważam. Mój mąż Gienek zawsze przejmował się drobiazgami. Szkoda. Próbowałam mu to tłumaczyć, ale tak go wychowano. Pamiętasz swoją babcię? Była maniakiem czystości i traktowała dzieci, jakby musiały być idealne. Może dlatego twój tata był taki. Tak mi się wydaje! zwraca się do synowej. A ty, Magdo, świetnie radzisz sobie! Nie dajesz się prowokacjom!
Co? wyrywa się z telefonu, słysząc swoje imię.
Dobra robota, zostawiłaś naczynia na rano! Zawsze marzyłam o takim zachowaniu. A ty, Marek, świetny, że nie drwisz żonie o drobiazgach!
No właśnie, nie drwiszę! uśmiecha się Magda, wspominając wczorajszą rozmowę, ale nie chce go zadręczać przy teściowej.
Ja tak właśnie myślę! mówi z uśmiechem Halina, parząc sobie herbatę. Żona się stara, wszystko przygotowuje na uroczystość, a mąż ledwo pomaga przy sprzątaniu. Nie zawsze, więc dla równowagi zostawiam mu najgorsze!
Co zostawić? dopytuje Marek, domyślając się, o co chodzi.
Najgorsze! szydzi matka, wskazując na zlew. No dobra, Magdo, chodźmy obejrzeć wczorajsze zdjęcia. Zrobiliśmy ich mnóstwo. A Marek już wypił swoją kawę, niech sam myje naczynia!
O, popieram! Marek, masz taką wspaniałą i sprawiedliwą mamę! Jestem zachwycona! mówi Magda z rozbrajającym uśmiechem i wstaje, zabierając ze sobą ostudzoną kawę.
Wychodzą razem z kuchni, zostawiając Marka samego. Patrzy na pełny zlew, marszczy brwi.
Po co w ogóle zaczynałem tę dyskusję! złości się, włączając kran.
Gdyby był we dwoje z żoną, wymyśliłby kolejne wymówki, ale przeciw matce nie ma szans. Tak powstaje w ich młodej rodzinie tradycja, którą żona uwielbia, a mąż nie znosi.
Co zrobić? Życie nie zawsze jest sprawiedliwe!



