Moja młodsza córka jest 6 lat po ślubie, ma córeczkę. Mam troje dzieci, ale na razie jednego wnuka. Mój najstarszy syn ma już 30 lat i niedawno rozstał się z żoną. Byli razem przez pięć lat, ale w tym czasie nawet nie pomyśleli o tym, żeby zdecydować się na dziecko. Mój średni syn z kolei niedawno skończył 28 lat, ale mówi, że on nigdy nie chce się żenić. Dla niego najważniejsza jest kariera i wolność, której przez małżeństwo na pewno nie będzie miał. Ostatnio chwilę nawet spotykał się z jakąś dziewczyną, ale potem zerwali. Miałam nadzieję, że mu się uda i że jakaś kobieta go usidli, ale niestety. Mój zięć mówi, że głupio zrobił i potem na pewno będzie żałował takiego życia. Ja też się z nim zgadzam, bo nie ma jednak niczego tak pięknego, jak posiadanie rodziny.
Córka z mężem mówią, że nie chcą już więcej dzieci, a to wszystko przez problemy zdrowotne ich córeczki. Dziewczynka praktycznie przez rok ciągle była chora i to tak bardzo, że trafiała do szpitala, a córka musiała nad nią czuwać na miejscu. Potem jednak stan jej zdrowia zaczął się poprawiać i w zasadzie obecnie choroba jest już niemiłym wspomnieniem. Mój zięć marzył o dużej rodzinie i mówił, że bardzo chciałby mieć dużo dzieci, ale póki co nie myślą nawet o drugim dziecku. Ich zmiana zdania spowodowana jest tym, że wszystko może powtórzyć się przy drugim dziecku albo, że nawet może być bardziej chore. Jednak denerwuje mnie i tak coś innego, mianowicie to, że córka z zięciem w bardzo dziwny sposób wychowują wnuczkę. Otóż wcale jej nie karcą za złe zachowanie, nie zwracają jej uwagi i twierdzą, że dziecko też człowiek i powinno mieć własne zdanie.
Nie dali dziecka do przedszkola, bo mówią, że tam tylko można się zarazić różnymi choróbskami i że dzieci wynoszą stamtąd złe nawyki, bo źle się je wychowuje. Według nich dziecku nie powinno się odmawiać, bo to powoduje, że potem nie ma w sobie w ogóle pewności siebie. Moja wnuczka przez to jest teraz rozpuszczona jak dziadowski bicz! Przerywa wszystkim, krzyczy, jest bezczelna. Zięć uważa, że to normalne i tak powinno być, a ja nie zgadzam się z nim. W końcu dziecko powinno być wychowywane, powinno szanować dorosłych, nie przerywać. Moje dzieci nie były takie rozpuszczone, znały swoje miejsce i rozumiały, co im wolno, a czego nie. Jak można nie krzyczeć na dziecko? Tym bardziej, kiedy ono się rzuca, bije i przerywa innym. Próbowałem im wyjaśnić, że takie zachowanie nie doprowadzi do niczego dobrego, ale otrzymałam odpowiedź, że nie potrzebują moich rad.

