Po nabożeństwie wielkanocnym wszyscy krewni usiedli przy jednym stole. Katarzyna wstała i powiedziała, że wkrótce wyjdzie za mąż.

W zeszłym roku w moim życiu doszło do ogromnej tragedii – zmarła moja żona. Przez te wszystkie lata była dla mnie niesamowitym wsparciem i po prostu miłością mojego życia. Urodziło się nam troje dzieci. Wiedziałem, że nie mam prawa się załamywać, bo muszę być wsparciem dla swoich dzieci, dlatego od razu wziąłem się za szukanie dodatkowej pracy. 

Pewnego dnia moja mama zabrała dzieci na weekend. Poszedłem na spacer, miasteczko jest małe, można je całkowicie obejść w ciągu kilku godzin. Szedłem zanurzony w swoich myślach, a Katarzyna, dobra przyjaciółka mojej żony szła w moją stronę. Podeszła do mnie i zapytała: „Dlaczego chodzisz sam wieczorem? Pozwól, że Ci potowarzyszę”. To dobra kobieta, która często nas odwiedzała, gdy Basia jeszcze żyła. Nie widziałem jej od dłuższego czasu. Zapytałem, co teraz robi, gdzie pracuje. Szliśmy powoli w stronę mojego domu i przyłapałem się na myśleniu, że jest bardzo atrakcyjną i miłą kobietą. Postanowiłem więc zaproponować je wypicie wspólnie herbaty. Siedzieliśmy razem do 12 w nocy.

Kasia wyszła z mieszkania, a kilka minut później nadeszła od niej wiadomość: „Trudno mi ot tak odejść, kocham Cię”. To, co przeczytałem, zaskoczyło mnie, postanowiłem nic nie odpowiadać. Kilka minut później otrzymałem kolejną wiadomość: „zawsze czułam do Ciebie coś więcej, ale Kasia była moją przyjaciółką, więc nie miałam prawa niszczyć rodziny”.

Przeczytałem to, ale nie otrzymała ode mnie odpowiedzi. Rano poszedłem do pracy. Szedłem główną ulicą, a potem nagle Kasia podbiegła do mnie. Nie wyjaśniła mi nic więcej, po prostu przytuliła mnie mocno i nie chciała już odpuścić.

W związku jesteśmy od trzech miesięcy. Bardzo dobrze troszczy się o mnie i o moje dzieci, które także ją bardzo kochają. Oświadczyłem się nawet Kasi, ale jeszcze nie potrafię tego powiedzieć moim bliskim, bo nie wiem, jak mogli zareagować. W tym roku na Wielkanoc postanowiliśmy powiedzieć o wszystkim rodzinie. W tym miejscu chcę podziękować mojej córce, która mnie do tego zmotywowała. Po kościele usiedliśmy przy jednym stole (Kasia, jako przyjaciółka mojej nieżyjącej żony także była zaproszona na święta). Kasia wstała, aby ogłosić wszystkim, że wkrótce będzie miał ślub. Rodzice natychmiast zaczęli jej gratulować, ale nie rozumieli, kto ma zostać ich zięciem.

Wtedy moja córka wstała i powiedziała: „Nasz tata bardzo kocha Kasię, jest z nią bardzo szczęśliwy, zresztą my też!”. W mieszkaniu zapadła cisza. Tydzień później odwiedziła mnie moja teściowa, od razu zaczęła na mnie wyzywać i mówić, że nie mam prawa budować nowego związku, skoro od śmierci jej córki minął ledwo rok. 

Tylko moja mama dała mi dobrą i mądrą radę: „Kochasz ją? Czy wychowuje i opiekuje się dziećmi? Jest gotowa do wzięcia odpowiedzialności? To nikogo nie słuchaj. Masz jedno życie”. A starszy brat mojej żony także aprobował nasz związek i powiedział tylko: „Bądź szczęśliwy”. Wszystko jest w porządku, ale moja teściowa nie może się uspokoić, cały czas do mnie dzwoni i powtarza, że jestem zdrajcą i nigdy mi tego nie wybaczy.

A co Ty powiesz na tę sytuację?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 5 =

Po nabożeństwie wielkanocnym wszyscy krewni usiedli przy jednym stole. Katarzyna wstała i powiedziała, że wkrótce wyjdzie za mąż.