Mam na imię Adam. Mam sześćdziesiąt pięć lat. Jestem żonaty, ale teraz, na stare lata, moje serce wybrało inną kobietę. Moja żona, Grażyna, ma sześćdziesiąt dwa lata. Nasz syn Paweł założył już własną rodzinę, ma żonę i dzieci widujemy się tylko od święta.
Kiedy Paweł dorósł, zorientowałem się, że z Grażyną po prostu się od siebie oddaliliśmy. Po przejściu na emeryturę zaproponowałem, żebyśmy zamieszkali na wsi. Grażyna nie chciała opuszczać naszego mieszkania w Poznaniu, ale przekonałem ją w końcu. Znaleźliśmy niewielki domek niedaleko Gniezna. Przeprowadziliśmy się tam, gdy tylko zrobiło się ciepło.
Ja pokochałem życie na wsi od pierwszego dnia, ale moja żona była wiecznie niezadowolona, tylko narzekała. Zamiast pomagać mi w ogrodzie, wolała siedzieć na kanapie, czytać powieści Chmielewskiej albo oglądać telewizję. Twierdziła, że nie ma na nic siły, więc wszystkie prace w gospodarstwie musiałem robić sam.
Z nadejściem jesieni przenieśliśmy się z powrotem do Poznania. Grażyna była tym zachwycona. Ja przeciwnie nie minął nawet tydzień, a już spakowałem walizkę i wróciłem do naszego domu na wsi. Tam naprawdę czułem się na swoim miejscu. Grażyna została w mieście, więc praktycznie się mijamy.
Właśnie wtedy poznałem Halinę. Ma sześćdziesiąt lat, mieszka w sąsiedniej wsi. Najpierw nie zwracała na mnie większej uwagi, ale z czasem coś między nami zaczęło się dziać. Teraz jesteśmy sobie naprawdę bliscy. Kocham Halinę i coraz częściej myślę o rozwodzie, ale nie potrafię powiedzieć o tym Grażynie. Boję się, jak zareaguje Paweł, jak to przyjmą wnuki. Na razie tłumaczę żonie, że na wsi mam zawsze coś do zrobienia.
A prawda jest taka, że większość czasu spędzam z Haliną. Grażyna jeszcze o nas nie wie. Wciąż nie umiem się przemóc, żeby powiedzieć jej, że to między nami koniec. Sam już nie wiem, co robić.



