Płatki śniegu w drodze do się spotkania

Płatki śniegu lecą na spotkanie

Po dwudziestu latach małżeństwa wielu przeżywa trudne chwile. Kasię i Adama również to nie ominęło.

Dwadzieścia lat z Adasiem, tyle przeszliśmy, syna Jacka wychowaliśmy, teraz studiuje. Powinnam zadzwonić, jak mu tam samodzielnie żyje się w akademiku. Nigdy nie narzeka myślała Kasia, wtulona w fotel, owinięta kocem.

Ich syn od dziecka był tak samo uparty jak ona. Dlatego łatwo jej się z nim dogadać to jej odbicie. Choć marzyła o dwójce dzieci, ostatecznie uznała, że dobrze zrobili, decydując się tylko na jednego. Życie bywa zbyt skomplikowane.

Poznali się na studiach, pobrali na trzecim roku, a na czwartym urodził się Jaś. Na szczęście pomogła mama, nie musiała brać urlopu dziekańskiego. Razem z mężem skończyli uczelnię.

Nie od razu było łatwo. Ciągły brak pieniędzy, ale z czasem, jak to mówią: przeszło jak po maśle.

Adam załapał się do dużej firmy na prestiżowe stanowisko, piął się po szczeblach kariery. Teraz jest wicedyrektorem. Kasi w pracy nie poszło tak dobrze, ale nigdy nie pragnęła więcej. Pracowała jako zwykła menedżerka w innym biurze.

Adam od razu postawił sprawę jasno:

Mógłbym cię załatwić do naszej firmy, ale nie chcę, żebyśmy pracowali razem. Marek wziął swoją żonę, teraz tylko kłótnie w domu. O zazdrości jej nawet sprzątaczki.

Rozumiem, Adasiu. Praca to praca, a rodzina to rodzina. Zresztą sama tak uważam odparła, a on docenił jej rozsądek.

Adam to stateczny mężczyzna. Nie goni za kobietami. Owszem, jak każdy, lubi ładne twarze, czasem ma nawet śmiałe myśli. Ale żonie nie zdradzał, co najwyżej trochę flirtował. Drobiazg.

Kasia bywała zazdrosna. Czasem wybuchała awanturami. Siedzi teraz w fotelu, za oknem cicho prószy śnieg. Wpatruje się w ekran telefonu, gdzie uśmiecha się do niej znajoma, trochę nieogolona twarz męża.

W mieszkaniu cisza, a jego uśmiech wciąż ją parzy. Myśli:

Śmieje się, a mnie boli. Choćby zadzwonił. Czuję się samotna, nie na miejscu. Wszystko przez tę dumę zgodziłam się na tymczasową separację. Mogłam to naprawić, ale nie potrafiłam

Pół roku temu Adam oznajmił:

W pracy będzie impreza z okazji jubileuszu. Szef kazał przyjść z partnerami. Więc, żono, szykuj się.

Ojej, Adaś, muszę kupić nową sukienkę! Muszę wyglądać pięknie

No dobrze, kupimy. Kiedy?

W weekend pojedziemy do galerii.

Sukienkę wybrała elegancką, aż Adam oniemiał, gdy ją włożyła z nowymi butami.

Łaaał, Kasia, ale z ciebie piękność! zachwycił się.

A myślałeś! zaśmiała się, dumnie podnosząc głowę.

Teraz Kasia wspomina tamten wieczór. Przed oczami stoi jeden obraz: Adam, z tym swoim uśmiechem, tańczy z koleżankami z pracy. Najczęściej z Ewą z księgowości, w obcisłej czerwonej sukience, która szeptała mu coś do ucha, a potem oboje wybuchali śmiechem.

Ją zostawił z kolegą Markiem samotnikiem po rozwodzie, który nie przestawał jej zabawiać. Owszem, Adam zapraszał ją do tańca, pytał, czy się dobrze bawi, a ona kiwała głową. Ale serce ściskało się, gdy widziała go z innymi.

Gdy Marek opowiadał nudne historie z wakacji w Tajlandii, udawała zainteresowanie. Po powrocie Adam widział, że coś ją gryzie. Nie pytał i tak by powiedziała, a on i tak wiedział, o co chodzi.

W końcu, już w piżamie, wyrzuciła z siebie:

Nie podobało mi się twoje zachowanie. Czemu zostawiałeś mnie z Markiem? Myślisz, że słuchanie jego wywodów to przyjemność?

A uważasz, że cały wieczór powinienem stać przy tobie i uciekać przed każdą kobietą, która chce ze mną zatańczyć? To one częściej mnie zapraszały!

Właśnie! odparła, czując, że przesadza, ale już nie potrafiła się zatrzymać. Lepiej tak niż ignorować żonę, gadać ze szefem i kręcić się koło tej Ewy!

Kasia westchnął, siadając przy stole mam dość twojej zazdrości. To nie pierwszy raz. Twoje awantury, podejrzenia Zachowujesz się jak paranoiczka.

Lepiej być paranoiczką niż kobieciarzem! rzuciła ostro.

W takim razie chyba potrzebujemy przerwy.

Kasia ledwo powstrzymała łzy. Duma nie pozwoliła jej wycofać się, powiedzieć, że go kocha i boi się go stracić.

Ja też tak uważam.

Za oknem zerwała się burza. Grzmoty, błyskawice, deszcz.

Nazajutrz Adam spakował rzeczy i wyszedł. Kasia mogła wyć z bólu.

Wieczorami rozmyślała:

Może powinnam częściej mówić, że go kocham. Mniej zazdrościć, więcej ufać. Nigdy tak naprawdę nie wierzyłam, że mógłby mnie zdradzić. I nie powinnam była zgadzać się na rozstanie. To nie przedłużająca się przerwa, a początek końca.

Dopiero teraz widzi, co zrobiła źle. Zrozumienie przychodzi, gdy patrzy się wstecz.

Kasia nie myślała o innych mężczyznach. Dla niej wciąż istniał tylko Adam.

Białe, miękkie płatki otulają wszystko

Zadzwoniła mama.

Kasiu, dobra nasza! Jak tam u was?

Wszystko w porządku skłamała.

My z tatą czekamy was w święta. Jacka też postaraj się ściągnąć. To tradycja, żadnych wymówek! mówiła wesoło, a Kasia nie miała serca jej zmartwić. Obiecała.

Uwielbiała święta u rodziców w małej wsi pod górami. Z Adasiem jeździli na nartach, pili herbatę przy kominku, siedząc na niedźwiedziej skórze. Tata gdzieś ją zdobył. Oglądali stare filmy i objadali się maminymi pierogami.

Po rozmowie zrobiło się jej ciężko. Rodzice nie wiedzieli, że żyją osobno. Adam wynajął mieszkanie. Nie chciała psuć im świąt.

Może zadzwonię do Adasia? pomyślała niepokornie.

W końcu zebrała się na odwagę.

Cześć, Adaś szepnęła.

Cześć odpowiedział dziwnie znajomym głosem.

Mama dzwoniła. Czekają nas na śŚnieg przestał padać, a oni stali tak w milczeniu, zrozumiawszy, że czasem wystarczy wyciągnąć rękę, by złapać lecącą ku sobie drugą połowę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − pięć =

Płatki śniegu w drodze do się spotkania