Postanowiłam w niedzielę obudzić się trochę wcześniej, aby przygotować ulubione danie Pawła, czyli naleśniki z twarogiem. Szczerze go kocham i zawsze staram się sprawić mu przyjemność. Nie jest dla mnie problemem wcześniej się obudzić i przygotować pyszne śniadanie.
Paweł obudził się dość późno, ale na stole czekały na niego ulubione naleśniki. Patrzyłam jak je je i pomyślałam, że teraz jest dobry moment na poważną rozmowę. Chodzi o to, że nie jesteśmy małżeństwem, a ja od dawna o tym marzyłam. Usiadłam obok niego i zaczęłam mówić o tym, że chcę się czuć jak jego żona. Gdy tylko Paweł to usłyszał, o czym jest rozmowa, ze złością odsunął od siebie talerz z naleśnikami i powiedział: „Wiesz co, ja nie potrafię nawet przyzwoicie usiąść, a już zaczynasz dziwne rozmowy”.
Następnie wstał od stołu, poszedł gdzieś i wrócił wieczorem. I tak za każdym razem, sytuacja się powtarza kiedy podejmuję ten temat.
Mieszkamy razem od pięciu lat. Zaczęłam już uważać go za swojego męża, ale ciągle czekam, aż się oświadczy. Odnoszę jednak wrażenie, że Paweł będzie się długo zastanawiał, czy wziąć ze mną ślub. Codziennie dla niego gotuję, sprzątam, piorę i myję naczynia, a on nie jest w stanie wykonać ani jednego kroku.
W ogóle nie docenia mojej pracy, czasem nawet nie bierze mnie w niczym pod uwagę. Mimo, że mam go już czasami dość, to nadal nie przestaje marzyć o dniu, w którym staniemy przed ołtarzem. Wydaje mi się, że on mnie potrzebuje, bo gdyby było inaczej, to po co by dalej ze mną mieszkał przez tak długi czas? Jednak moja mama, ma zupełnie inne wyobrażenia na ten temat.
Uważa, że zupełnie źle zrozumiałam pojęcia „potrzebuję, bo kocham” i „potrzebuję, bo tak mi wygodnie”. Mama próbuje mnie przekonać, że jedynym powodem, dla którego Paweł zostaje ze mną tak długo, jest to, że on chce, żebym była z nim, bo wszystko mu gotuję, piorę i sprzątam. Jest też przekonana, że chłopak nie żywi do mnie szczerych uczuć. Mama mówi mi, że jak tylko wymagałabym od niego więcej obowiązków to zaraz by mnie zostawił. Jesteśmy ze sobą już długo, nie chcę zostać sama, a nie czekam na ofertę od innych chłopaków.
Mama codziennie przypomina mi, że nie cenię siebie i swoich wartości. Po pierwsze dlatego, że od dawna mieszkam z nim bez ślubu, a po drugie, on patrzy na mnie jak na rzecz poboczną, a mimo to spokojnie i pewnie toleruję wszystkie jego wybory. Paweł ustatkował się całkiem nieźle, bo zdał sobie sprawę, że ma kobietę, która chętnie go we wszystkim wyręczy. Boję się, że w pewnym momencie będe miała naprawdę dość, jeśli Paweł nie podejmię żadnych kroków i będe musiała zdecydować co dalej.
Co byście poradzili młodej kobiecie w takiej sytuacji?



