Pierwsze Zderzenie

No pewnie, życie potrafi zaskakiwać myśli sobie Kinga, siedząc samotnie w swoim mieszkaniu. Ludzie żyją ze sobą lata, a potem nagle rozstają się jak obcy. Znam takich parę, sama też przez to przeszłam. Może nie tak długo, jak niektórzy, ale i tak mam za sobą ten ciężki okres.

Kinga niedawno przeszła na emeryturę i teraz większość czasu spędza sama. Córka, Emilia, wyszła za mąż i mieszka w Warszawie. Wyjechała z rodzinnej wsi zaraz po liceum, poszła na studium, a tam i miłość znalazła. Teraz tylko czasem wpada w odwiedziny oboje z mężem dużo pracują, wnuczka chodzi do podstawówki.

Kiedy jeszcze pracowała, koleżanki z pracy namawiały ją:

„Kinga, no jak tak można? Tyle wolnych facetów chodzi po świecie! Są wdowcy, są po rozwodach może któremu nie wyszło. Ogłoszeń pełno, w gazetach, w internecie…”

Ale Kinga kręciła nosem: „Jak to ja mam do niego dzwonić pierwsza? Wstyd! A poza tym, jak facet rozwiedziony, to znaczy, że coś z nim nie tak. Od dobrych mężów żony nie uciekają, a porządni i tak dawno zajęci.”

Najbardziej namawiała ją Danuta, która sama znalazła męża przez ogłoszenie i teraz wszystkim radziła: „Przecież nikt cię nie zmusza od razu do ślubu! Pogadacie, jak nie wyjdzie, to się rozłączysz. Co w tym złego?”

W końcu Kinga dała się przekonać. Pierwszy raz było dziwnie dzwonić do obcego faceta? Ale potem pomyślała: „No co, przecież to tylko rozmowa. Jak nie wypali, to się rozładujemy.”

Dzwoniła kilka razy, trafiali się różni już po pierwszej rozmowie wiedziała, z kim nie ma sensu gadać. Powoli zmieniała zdanie:

„Może w rodzinie nie zawsze mężczyzna winny? Kobieta też potrafi być trudna. A zresztą, cudze wesele to ciemna sprawa.”

Tak mijały miesiące Kinga poznawała nowych panów, ale żaden jej nie porwał. Unikała rozwodników, ale w końcu i na jednego trafiła Jan. Rozmawiali długo, od razu ją ujął swoim sposobem bycia. Miał dom w sąsiedniej wsi, gospodarstwo, więc zaprosił ją do siebie.

„Przyjedź, Kinga. Gadamy już tyle czasu, że chyba byś odpuściła, gdybym ci się nie podobał. Spotkamy się, co?”

Zgodziła się. Jan nie narzekał na byłą żonę, mówił tylko, że rozstali się po latach, gdy dzieci już były duże. Kinga nie dopytywała sama nie lubiła wracać do przeszłości.

Ale zaniepokoiło ją, gdy spytała o dzieci:

„Jan, a z dziećmi się widujesz? Odwiedzają cię?”

„Nie, nie utrzymujemy kontaktu. Stoją po stronie matki.”

To ją zastanowiło. „Nieważne, co między rodzicami dzieci powinny mieć kontakt z ojcem. Jeśli go nie ma, to coś tu śmierdzi…” pomyślała, ale głośno nic nie powiedziała.

W końcu pojechała. Jan dokładnie wytłumaczył drogę: „Wysiądziesz na skrzyżowaniu koło stacji transformatorowej, tam cię odbiorę.”

Denerwowała się w autobusie, ale gdy zobaczyła przystanek, uspokoiła się. A na miejscu czekał już wysoki, postawny mężczyzna.

„Kinga?”

„Tak, to ja” uśmiechnęła się, a on od razu złapał kontakt.

„No to ja Jan. Chodź, moja bryka tam stoi” wskazał na lśniącego, czarnego SUV-a. „Pojedziemy, pokażę ci, jak żyję.”

Spodobało jej się, że przyniósł kwiaty i że nie kazał czekać. Do domu dojechali szybko. Dom duży, zadbany widać, że gospodarz dba o porządek. W środku też czysto, choć Kinga od razu zauważyła ślady kobiecej ręki.

„Skoro żona odeszła, to dlaczego zostawiła taki dom? Coś tu nie gra…” rozmyślała, chodząc po pokojach.

Jan zaprosił ją do stołu. „Siadaj, herbatę zrobimy.”

„Pomóc ci?” spytała z grzeczności.

„Nie, nie, ja sam” odpowiedział z dumą.

Wyjął porcelanowe filiżanki, nalał herbatę, pokroił ciasto. Podawał elegancko, jak na przyjęciu.

„Może wina?” zaproponował.

„Nie, dziękuję, nie pijam.”

„Ja też rzadko, tylko od święta.”

Rozmawiali o wszystkim, Kinga chwaliła dom.

„Śliczny masz dom, Janie. Widać, że dbasz.”

„Dom wymaga ręki, inaczej się rozleci” odpowiedział, rozglądając się po kuchni.

Ale po herbacie Jan nagle oznajmił:

„No to teraz, Kinga, czas na egzamin…”

„Jaki egzamin?”

„Sprzątnij ze stołu, umyj naczynia, potem podłogę. A później pójdziemy do obory zobaczymy, czy krowę potrafisz wydoić.”

Kinga oniemiała. Nawet gdyby nie powiedział tego tak bezceremonialnie, i tak by posprzątała. Ale żeby od razu testować gościa? Wyszorowała filiżanki, wytarła stół. Jan stał i patrzył.

„Podłogi ci nie umyję” powiedziała w końcu twardo. „Stoisz i gapisz się, jakbym była na próbie? Mogłeś po prostu powiedzieć: «Zrób coś w domu, a ja zajmę się zwierzętami». Wiem, jak sprzątać, ale twoje podejście mi się nie podoba.”

Jan próbował żartować, ale w końcu powiedział wprost:

„Skoro jesteśmy szczerzy, to powiem ci, czego oczekuję. Kobieta, która tu zamieszka, musi mieć swoje musi być sprawiedliwie. Przywieziesz swoją krowę, kury, owce. Nie sprzedawaj krewnym, ja przyjadę i wszystko zabiorę.”

Kinga parsknęła śmiechem:

„Oj, Janie, aleś ty cwany! Jeszcze nic nie obiecałam, a ty już planujesz, jak moje rzeczy tu ściągniesz. Myślisz, że jak podziwiam twój dom, to od razu marzę, żeby się tu wprowadzić? Mylisz się. Nie pasujesz mi ani ty, ani twoje warunki. Szukasz kogoś, kto będzie na ciebie pracował? Ze mną to nie przejdzie.”

Wzięła torbę i dodała: „Nie odprowadzaj, znajdę drogę sama. Do widzenia.”

Gdy szła na przystanek, myślała o całej tej sytuacji. Dogoniła ją miejscowa kobieta i powiedziała:

„O, do tego Janka już niejedna przyjeżdżała. Każdą katował sprzątaniem, gotowaniem. Żonę też zmęczył gdy odeszła, nie dał jej nawet doniczki zabrać. Tylko walizkę i tyle. Sądowała się z nim o dom, ale nie wiem, jak skończyli… Uciekaj od niego, póki czas.”

Wtedy Kinga zKinga wsiadła do autobusu, uśmiechając się do siebie z ulgą, że w porę zobaczyła prawdziwe oblicze Jana.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + dziewięć =

Pierwsze Zderzenie