Pierwsze 5 lat naszego małżeństwa było wspaniałe, ale pewnego dnia kobieta zmieniła się o 180 stopni. Postanowiłem dowiedzieć się, dlaczego tak się zmieniła

Z żoną pobraliśmy się piętnaście lat temu. Kochaliśmy się, mieliśmy wspólne plany na życie. Pierwsze pięć lat naszego małżeństwa było wspaniałe. Oboje z żoną pracowaliśmy i dobrze zarabialiśmy. Często wyjeżdżaliśmy na wakacje, podróżowaliśmy i po prostu cieszyliśmy się życiem. Potem urodził się nam syn. Wydaje mi się, że to właśnie wtedy nasze drogi z żoną nam się rozeszły. To ja poszedłem na urlop tacierzyński, a żona pracowała, ponieważ nie chciała przerywać kariery, jak sama mówiła. W wyniku tego była jedyną żywicielką rodziny. Jeśli chodzi o finanse, to niczego nam nie brakowało – żona dostała potem awans i naprawdę dobrze sobie radziliśmy. Niestety, relacje między nami były coraz gorsze, a to mi się wcale nie podobało. W związku z tym, że lubiłem porządek, to starałem się utrzymać mieszkanie w czystości, mimo tego, że cały dzień zajmowałem się synkiem.

Żona zamiast mi w czymś pomóc i wziąć na siebie jakąś część prac domowych lub przynajmniej chwilę pobawić się synem miała tylko roszczenia i często późnym wieczorem mówiła mi, że powinienem jej przygotować koszulę na kolejny dzień pracy. Nie było nawet nadziei, że zrozumie moje zmęczenie i zrobi to sama. Musiałem więc wstawać i robić to, czego chciała, a w zamian nie spotykała mnie za to żadna wdzięczność. Co gorsza, jej roszczenia rosły z dnia na dzień. Kiedyś poprosiłem żonę o wspólne wyjście do kina, abym mógł się trochę rozerwać, ale ona tylko odpowiedziała, że umówiła się już z przyjaciółką i wychodzi z nią na drinka. Nic prócz niej samej jej nie obchodziło. Nawet nie zauważyła zmian w moim wyglądzie, a ja zmieniłem fryzurę, zapuściłem brodę i zacząłem ćwiczyć. Żona jednak tego nie widziała. 

Z powodu stresu i nerwów zrzuciłem całe dziesięć kilogramów, jednak tego też nie zauważyła. Była zajęta tylko sobą, swoimi sprawami i planami, a ja byłem dla niej tylko służącym. Wszystko, co robiłem brała za pewnik. Próbowałem z nią porozmawiać, wyjaśnić jakoś tę sytuację, jednak ona każdą rozmowę zamieniała w awanturę. Nie chcę wierzyć, że nasze małżeństwo jest skazane na koniec. Może robię coś źle? Może to moja wina, że moja żona traktuje mnie jak służącego? A może to ona robi coś złego, ale robi wszystko, by się do tego nie przyznać? W mojej głowie wciąż było wiele pytań, ale jedno wiem na pewno: nie chcę się rozstawać. Mam czterdzieści lat i nie chcę zaczynać od nowa. Teraz zmieniłem swoje podejście i traktuję ją tak, jak ona mnie, czyli obojętnie. Pracuję i zajmuję się swoimi sprawami. Może zrozumie, że jestem mężczyzną, a nie służącym.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Pierwsze 5 lat naszego małżeństwa było wspaniałe, ale pewnego dnia kobieta zmieniła się o 180 stopni. Postanowiłem dowiedzieć się, dlaczego tak się zmieniła