Moi sąsiedzi – Olgierd i Joanna – bardzo długo nie mieli dzieci. Kobieta nie mogła zajść w ciąże mimo, że naprawdę bardzo się starała – jeździła po lekarzach, znachorach, piła lecznicze ziółka. Niestety, wszystko to nie pomagało. Kiedy byli oboje już bardzo zdesperowani, pewnej nocy Joanna usłyszała jakieś dźwięki z zewnątrz. Kiedy otworzyła drzwi, zobaczyła nosidełko, w którym było dziecko.
– Olgierd, to cud! Bóg nam ją zesłał za wszystkie nasze wysiłki i starania – powiedziała kobieta. Chłopiec został przez nich adoptowany, nazwali go Marcel. Pewnego dnia Marcel wrócił z tatą z przedszkola i zapytał:
– Gdzie jest moja prawdziwa mama i tata?
Olgierd i Joanna spojrzeli na siebie zastanawiając się, kto mógł powiedzieć o tym dziecku. Następnego dnia zapytali opiekunki w przedszkolu, czy to nie one się wygadały przed chłopcem, ale przysięgały, że nikt tego nie powiedział Marcelowi. Na szczęście po jakimś czasie nikt już o tym nie pamiętał.
Jednak im Marcel był starszy, tym częściej wyczuwał, jaka będzie pogoda danego dnia, albo czy zjawią się u nich niespodziewani goście. Dla rodziców było to trochę przerażające, ale słuchali syna. Kiedy chłopiec skończył 15 lat, wieczorem do domu Olgierda i Joanny przyszła pewna kobieta, którą cechą charakterystyczną były jej kruczoczarne, długie włosy. Powiedziała Olgierdowi i Joannie, że to ona zostawiła tutaj Marcela te 15 lat temu. Okazuje się, że zakochała się w cyganie, a jej rodzice byli przeciwni ich małżeństwu, podobnie jak rodzina ze strony chłopaka, ale było już za późno na jakiekolwiek zastrzeżenia, bo ona była wówczas już w ciąży.
Musieli jakoś radzić sobie sami, wędrując i szukając dla siebie jakiegoś miejsca. Po narodzinach dziecka zdali sobie sprawę, że po prostu nie są w stanie go utrzymać, więc podrzucili je dobrym ludziom. Podczas gdy prawdziwa matka rozmawiała z Marcelem, nogi Joanny były jak z waty. Zresztą, obojgu było ciężko i całe życie w minutę przetoczyło im się przed oczami: widzieli, jak biorą ślub, jak starają się o dziecko i nie mogą go mieć, a potem jak nagle na ich progu pojawił się Marcel.
Teraz, po latach, kobieta tutaj przyszła, bo ojciec Marcela uciekł do innej kobiety – ot, cygański temperament! Powiedziała, że nie chce zabierać dziecka bo widzi, że jest mu tutaj dobrze, ale po prostu chciała zobaczyć syna. Marcel po spotkaniu ze swoją prawdziwą matką podbiegła do Olgierda oraz Joasi i mocno ich przytuliła. – Tylko Wy jesteście moimi rodzicami, nie płaczcie, bo zawsze przy Was będę!



