Pewnego dnia zobaczyłem moją elegancką siostrę w galerii handlowej, trzymającą za rękę poważanego mę…

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze mieszkałem w Krakowie, moją siostrę spotkałem niespodziewanie w sklepie spożywczym na Starym Mieście. Uśmiechnięta, szła pod rękę z eleganckim panem, a na ich dłoniach błyszczały złote obrączki.

Wanda miała siostrę bliźniaczkę, której dali imię Eleonora imię tradycyjne i jedynie w naszej rodzinie spotykane. Odkąd pamiętam, były nierozłączne razem bawiły się w berka pod Wawelem, razem wchodziły w kałuże po wiosennym deszczu między Plantami. Dzieliły się sekretami i nawet kary za drobne przewinienia ponosiły zawsze wspólnie. Gdy zachodziła potrzeba, jedna za drugą w ogień by skoczyła. Ich ubrania, szyte przez mamę lub przynoszone z krakowskiego targu, zawsze były jednakowe. Z upływem lat, choć mogły już same wybierać stroje, z dumą zachowywały tę zbieżność przecież bycie bliźniaczkami to był ich znak rozpoznawczy.

Rodzina nasza żyła skromnie ojciec pracował w fabryce na Zabłociu, mama dorabiała szyciem. Na wiele nie mogliśmy sobie pozwolić. Gdy więc Wanda dostała się na uniwersytet jagielloński, dumy i radości nie było końca. Eleonora marzyła o tym samym, lecz los nie był dla niej łaskawy przez chorobę nie mogła podjąć nauki. Czuła się wtedy upokorzona, żal ją ściskał w gardle. Rodzice robili wszystko, by żadnej nie wyróżniać każdą złotówkę dzielili sprawiedliwie między córki. Ale Evka była wtedy przecież już dorosła i bolało ją, że nie może ruszyć tą samą ścieżką co siostra.

Pewnego wieczoru, gdy zebraliśmy się przy stole na barszcz z uszkami i babcia Helena nalała sobie zbyt wiele wiśniówki, rzecz niesłychana wyszła na jaw. Mówiła za dużo, roztrzęsiona dłonią gładziła sukienkę i w końcu wypaplała, że kiedy Wanda i Eleonora pojawiły się na świecie, rodzice rozważali przekazanie młodszej z bliźniaczek do adopcji. Przerazili się odpowiedzialności za dwoje dzieci i bali się, czy podołają. A tą młodszą była właśnie Eleonora.

Pamiętam, jak Eleonora zbladła, a jej spojrzenie przygasło. Czuła się odrzucona, zamknęła się w sobie. Nie pomagały prośby ani tłumaczenia przekonanie, że kochana była mniej, zadomowiło się w jej sercu na dobre. Z dnia na dzień podjęła decyzję rzuciła papiery z uniwersytetu, oddaliła się od rodziny, chcąc rodzicom odpłacić.

Co gorsza, drażniła ją też obecność siostry w jej wyobraźni tylko przez Wandę sama była niechciana. Upewniła się, że w innym razie mogłaby być jedynaczką, oczkiem w głowie. Od tamtych chwil nasze bliskie więzi rozpadły się. Bliźniaczki przestały być nierozłączne, zamieszkały osobno każda zajęła się swoim życiem.

Wanda wyszła za mąż za Michała prostego lecz uczciwego człowieka z Nowej Huty urodziła chłopca, którym cała rodzina się cieszyła. Od tego czasu Eleonora zniknęła z jej życia na dobre. Tylko raz, przy świątecznym stole, los zetknął je na nowo. Ale nie było uścisków. Evka zaczęła dogadywać, krytykować wygląd siostry mnie aż serce bolało.

Kolejne spotkanie było zupełnie przypadkowe w centrum handlowym Bonarka, pamiętam jak dziś. Eleonora wyglądała niczym dama z salonów w eleganckiej sukni, u boku z poważnym panem, który, jak się wydawało, był jej mężem. Wanda, trochę onieśmielona, podeszła ją przywitać. Evka wyprostowała się chłodno, spojrzała z wyższością i zrobiła krok w tył. Nie poznała a może nie chciała poznać własnej siostry. Zaraz potem odjechała luksusowym samochodem, zostawiając Wandę zamyśloną na środku sklepowego pasażu.

Minęło trochę czasu i znów musiały się spotkać, tym razem przy rodzicach na Ruczaju. Eleonora, pełna złości, zaczęła krytykować Wandę za brak elegancji, zarzuciła jej bylejakość. To prawda Wanda nie przywiązywała wielkiej wagi do fryzury, nie malowała się, nosiła proste ubrania z second-handu. Eleonora, wręcz przeciwnie zawsze starannie uczesana, dopracowany makijaż, soczewki zamiast okularów, kosmetyczka pełna najnowszych kremów.

Wanda ze złości niemal się popłakała. Czuła się upokorzona przez siostrę, którą kiedyś kochała ponad wszystko. Czy to możliwe, by tyle nienawiści pojawiło się między bliskimi?

Mama próbowała łagodzić te spory prosiła Wandę, by nie żywiła urazy, pozwoliła siostrze wieść życie po swojemu i nie próbowała na siłę tego zmieniać. Z czasem ustaliła, że do rodziców można było przychodzić tylko po wcześniejszym telefonie. Chodziło o to, żeby siostry się nie spotykały i nie raniły nawzajem bardziej niż już to się stało.

Tak to właśnie jedno nietaktownie rzucone słowo potrafiło roztrzaskać rodzinę na kawałki i zmienić losy wszystkich na wiele, wiele lat.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 1 =

Pewnego dnia zobaczyłem moją elegancką siostrę w galerii handlowej, trzymającą za rękę poważanego mę…