Dziennik, 14 października
Z okazji naszego ślubu rodzice Anety sprezentowali nam coś, co właściwie trudno opisać dostaliśmy mieszkanie! Wręczyli nam oficjalnie klucze i ogłosili, że jesteśmy właścicielami. Chociaż, jak się okazało, było to lokum w świeżo oddanym bloku, kupione od dewelopera, więc wszystko trzeba było jeszcze wykończyć. Moja teściowa od razu powiedziała, że skoro oni zapewnili nam mieszkanie, to teraz moi rodzice powinni dorzucić się do wykończenia. Moi rodzice już wcześniej przekazali nam sporą kwotę na nowe życie, ale mimo to zgodzili się jeszcze pomóc przy remoncie.
Po ślubie wzięliśmy się z miejsca za robotę. Mój tata z zawodu budowlaniec ogarniał wszystkie materiały i zakupy, a ja byłem jego pomocnikiem. Od czasu do czasu wpadała też Aneta z jakąś paczką lub żeby trzymać ściany przy gruntowaniu.
Czasem nawet teść zakasał rękawy i coś porobił. Stwierdziliśmy z Anetą, że nie ma sensu wynajmować tymczasowo czegoś na mieście żeby oszczędzić, przeprowadziliśmy się na trochę do jej rodziców, aż skończymy remont.
Pewnego wieczoru szukałem umowy z deweloperem wśród papierów u teściów i natknąłem się na akta dotyczące mieszkania. Przypadkiem przeczytałem, kto jest właścicielem. Zatkało mnie mieszkanie zapisane było na moją teściową!
Tego samego dnia mieliśmy z ojcem jechać do Castoramy po płytki do łazienki, ale odwołałem to pod byle pretekstem. Powiedziałem mu, co odkryłem, bo sam nie wiedziałem, jak to ugryźć ani co zrobić dalej.
Jak wszyscy wrócili do domu, nie wytrzymałem:
Czemu mieszkanie jest przepisane na panią Irenę? Czemu nie na Anetę? zapytałem bez owijania w bawełnę.
Oj, Grześku, jak dziecko pytasz odpowiedziała teściowa. To oczywiste! Żeby nasza Anetka miała zabezpieczenie, rozumiesz?
Tylko jak to zabezpieczenie? dopytuję.
A jakbyś się kiedyś rozwiódł z Anetką, to nie zabierzesz połowy mieszkania! wypaliła bez mrugnięcia okiem.
To brzmi tak, jakbyście nie wierzyli, że będziemy razem. A przecież remont robię tu razem z tatą, wkładamy własne pieniądze rzuciłem.
Mamo, prosiłam cię sto razy, żebyś przepisała mieszkanie na mnie! wtrąciła Aneta.
Czyli wiedziałaś? patrzę na nią.
No, wiedziałam, ale mówiłam mamie, żeby zmieniła dokumenty! szepnęła cicho.
Poczułem się potraktowany jak ktoś obcy w tej rodzinie. Świeżo po ślubie, a od razu z takim przekrętem i podejrzliwością
Wróciłem na kilka dni do rodziców. Aneta próbuje do mnie dzwonić i pisać, ale na razie muszę mieć czas, żeby sobie to wszystko poukładać.
Zastanawiam się, czy to prawda, że wszyscy rodzice aż tak bardzo dbają o swoje, nawet kosztem nowego zięcia? Może takie przezornie to polska tradycja, ale czy nie można mieć do siebie więcej zaufania? Ta sytuacja nauczyła mnie, że nawet w rodzinie warto uzgadniać wszystko na papierze i nie wierzyć na słowo, choćby chodziło o najbliższych.


