Pewnego dnia przeglądałem domowe papiery i przypadkiem natrafiłem na akta dotyczące naszego mieszkania. To, co w nich odkryłem, totalnie mnie zaskoczyło i wyprowadziło z równowagi, ponieważ

Rodzice Zosi dali nam z okazji ślubu prezent, który można by nazwać prawdziwą bombą luksusu mieszkanie! Uroczyście wręczyli nam klucze, podkreślając, że jesteśmy właścicielami pełną gębą, ale była pewna niewielka rzecz lokal kupili w stanie deweloperskim w świeżo powstałym bloku na Bemowie. Moja teściowa z typową warszawską logiką obwieściła wtedy, że skoro oni sypnęli takim apartamentem, to moi rodzice powinni, przynajmniej z przyzwoitości, dorzucić się do remontu. Moi rodzice, nie chcąc wypaść na dusigroszy, już wcześniej wsparli nas hojną pulą złotówek, ale powiedzieli, że mogą też pomóc przy remoncie.
Po weselu stwierdziliśmy, że z kopyta ruszamy z remontem w końcu człowiek młody, niecierpliwy. Mój tata, zawodowy budowlaniec z krwi i kości, przejął dowodzenie kupował wszystko, co trzeba, ja robiłem za pomocnika, a czasem nawet Zosia wpadała, dzierżąc pędzel czy wiertarkę.
Od czasu do czasu pracował z nami też teść sukcesywnie zamienialiśmy mieszkanie w plac budowy. (Premia za oszczędność: nie wynajmowaliśmy mieszkania na czas remontu, tylko gnieździliśmy się u rodziców Zosi, chlubiąc się naszą gospodarnością.)
Pewnego dnia przekopywałem papiery w poszukiwaniu jakiegoś kwitka, gdy nagle w oko wpadły mi dokumenty naszego gniazdka. To, co tam zobaczyłem, zbiło mnie z tropu oficjalnym właścicielem była teściowa!
Zacisnąłem zęby, odwołałem wspólną wyprawę z tatą po płytki do łazienki i wieczorem, kiedy wszyscy byli w komplecie, wypaliłem:
To czemu, do jasnej ciasnej, mieszkanie jest na mamę? Dlaczego nie na Zosię?
Teściowa spojrzała na mnie z miną, jakbym był wyjątkowo naiwny.
Oj, nie bądź taki dziecinny! parsknęła. Wiadomo, żeby Zosi nie sprawiać przykrości.
Ale jak to? pytam zdezorientowany.
Rozwiedziesz się z nią i zaraz będziesz chciał połowę mieszkania dla siebie!
Waszego? A czy to normalne, że z moim tatą zapierniczamy przy remoncie, którego koszty to jak połowa mieszkania? I skąd założenie, że zaraz się rozwiedziemy przecież dopiero wzięliśmy ślub!
Mamo, mówiłam ci, żebyś przepisała to mieszkanie na mnie bąknęła Zosia, ledwo słyszalnie.
Czyli wiedziałaś o tej szopce? zwróciłem się do niej.
To nie jest tak Wiedziałam, ale prosiłam mamę, żeby dała mi akt własności!
No proszę, Zosiu pięknie zaczynamy nasze małżeństwo. Wielkie wejście: z kłamstwem w roli głównej!
Minęło kilka dni, odkąd tymczasowo wróciłem do rodziców i, jak na porządnego Polaka przystało, nie wiem co dalej. Zosia próbuje zainicjować rozmowę, ale muszę to wszystko przemielić w głowie. Nie sądziłem, że teściowie mogą tak zagrać, chociaż kto wie może każda polska rodzina ma w zanadrzu takie tradycje…
I co tu, kurczę, zrobić?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − cztery =

Pewnego dnia przeglądałem domowe papiery i przypadkiem natrafiłem na akta dotyczące naszego mieszkania. To, co w nich odkryłem, totalnie mnie zaskoczyło i wyprowadziło z równowagi, ponieważ