Mój syn przyprowadził do naszego domu swoją narzeczoną Agnieszkę. Od razu mi się nie spodobała – była jakaś taka arogancka, nie chciała w niczym pomagać. Jeśli powiedziało się jej wprost: “Agnieszka, zrób herbaty” to zadzierała nosa i mówiła, że jest tutaj tylko gościem, więc nie zamierza nic robić. Często po pracy byłam wykończona i czasami potrzebowałam jakiejś drobnej pomocy, np. w załadowaniu prania czy umyciu naczyń. W pewnym momencie miałem więc już tego wszystkiego dosyć.
Mam wrażenie, że synowa po prostu mnie wykorzystuje. Powiedziałam synowi, że skoro postanowił znaleźć sobie żonę, to niech żyją osobno jak dorośli ludzie, a nie mieszkają ze mną. Syn wszystko zrozumiał i młoda para przeprowadziła się do wynajętego mieszkania, ale po kilku miesiącach na wynajmie i tak do mnie wrócili. Okazało się, że Agnieszka jest w ciąży i trudno jej zrobić cokolwiek w domu. Poza tym teraz potrzebne są pieniądze na dziecko, a nie na wynajem, Rozumiałam syna i uznałam, że przecież mogą chwilę jeszcze u mnie pomieszkać. Niestety, po raz kolejny synowa zaczęła mnie wykorzystywać i traktowała mnie wręcz jak służącą.
Myślałam może, że po porodzie, kiedy Agnieszka zostanie matką coś w niej się zmieni i jej zachowanie będzie zupełnie inne, może bardziej odpowiedzialne. Niestety, myliłam się. Agnieszka w ogóle nie wiedziała, jak opiekować się córką, a potem w ogóle już nie chciała tego robić, bo jej się to chyba kompletnie znudziło. Jedyne co robiła przy synku, to karmiła go i to było naprawdę wszystko. Zdarzało się, że po nakarmieniu syna wkładała go do wózka i kompletnie o nim zapominała, więc to ja się nim zajmowałam. Potem Agnieszka oświadczyła, że nudzi ją już to siedzenie w domu i chce znaleźć nową pracę mimo tego, że dziecko miało tylko 4 miesiące. Zostawiała mnie z wnukiem, a sama chodziła nie wiadomo gdzie. Potem wyjechała do miasta i przestała odbierać telefony. Na odchodne powiedziała, że zostawia męża, a synku nawet nie wspomniała. Dziecko jej chyba zupełnie nie obchodziło, więc postanowiła go nam zostawić.



