Między Sebastianem a Julią wybuchło wielkie i namiętne uczucie, przez które się pobrali. Ledwo minął rok od ślubu, a Julia odeszła od Sebastiana i to do Pawła. Natychmiast przenieśli się do miasta, jednak rok później Paweł wrócił na wieś, ale nie sam, a z małym synkiem. Dawni przyjaciele nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu. Sebastian pracował, a Paweł wychowywał synka Adama, który był bardzo żywy i zawsze zaglądał tam, gdzie nie trzeba.
W tym roku zima była bardzo mroźna. Adam miał 6 lat. Poprosił o to, by móc pobawić się na zewnątrz. Pozwolił mu, ale robił coś ważnego w domu, więc miał na niego widok przez okno. Nawet nie zorientował się, gdy dziecko zniknęło mu z oczu.
Paweł wybiegł na zewnątrz, a Adama nigdzie nie było. Wypytywał sąsiadów, dzieci z okolicy, a potem zauważył, jak Sebastian biegnie w jego stroną. Bez ubranej kurtki, bo zdjął ją, by owinąć Adama. Potem Sebastian wyjaśnił mu, że kiedy wracał z pracy zobaczył, jak dziecko topi się w pobliskim stawie – najwyraźniej wszedł na taflę lodu, która po prostu pękła. Na szczęście Sebastian wyciągnął chłopca na czas. Adama zabrali do szpitala na badania i okazało się, że na szczęście jest wszystko w porządku. Kiedy Paweł był już pewien, że sytuacja się uspokoiła, zebrał się na odwagę i poszedł do Sebastiana, aby podziękować mu za to, co zrobił dla jego syna. Sebastian otworzył drzwi i wcale nie był zaskoczony gościem. Nie mówiąc ani słowa, wpuścił Pawła do domu.
– Cześć Sebastian – zaczął Adam.
– Cześć
– Sebastian, dziękuję Ci za to, co zrobiłeś, że uratowałeś Adama. I w ogóle wybacz za to, co było. Sam nie wiem, co mnie wtedy opętało, że się tak źle zachowałem.
– Masz na myśli Julię? – zapytał Sebastian – Już dawno Ci to wybaczyłem. Chciałem Ci też podziękować, że dzięki Tobie uwolniłem się od tej krwiopijczyni…
Paweł z uśmiechem szedł wiejską drogą
– Powinienem był z nim wcześniej porozmawiać, ale lepiej późno niż wcale – powiedział głośno sam do siebie i kontynuował podróż do domu.

