Opiekowanie się chorym rodzicem jest bardzo trudne, niezależnie od tego, jak stary jest, jak poważna jest choroba, czy jakie są szanse i nadzieje na powrót do zdrowia.
Choć logika medyczna i życiowa mówi co innego, serce rzadko się na to zgadza. Czasami się męczysz i poddajesz, innym razem szukasz niemożliwych rozwiązań, aby znaleźć jakąś nadzieję. Najczęściej godzisz się z rzeczywistością mimo, że jest ciężka, i kochasz aż do końca. Zastanawiałam się nad tym wszystkim, gdy tydzień temu moja przyjaciółka Paulina zadzwoniła do mnie.
Była zatroskana, zapłakana i zła na los, opowiadała mi, jak jej matka całkowicie straciła zdrowie, jak według lekarzy cierpiała na demencję, a perspektywy nie były wcale optymistyczne. Poczułam, jak odmawia przyjęcia prawdy i potrzebuje usłyszeć od kogoś innego słowa, które dadzą jej nadzieję.
Zdecydowała się na dodatkowe konsultacje i badania, ale niestety, potwierdziły tę samą diagnozę. Paulina nie mogła sobie znaleźć miejsca i powtarzała tylko jedno: „I co teraz? Mam bezczynnie patrzeć, jak ukochana osoba zamienia się w istotę wegetatywną? Tak po prostu, bez możliwości zrobienia czegokolwiek? Nie chcę sie z tym pogodzić…”
Moja przyjaciółka nie miała pojęcia, jak dobrze ją rozumiem, bo kilka lat temu przechodziłam przez te same fazy strachu, rozpaczy, bezsilności. W żadnym momencie ból nie ustępował.
Nie zniknęło też poczucie winy, że siedzę z założonymi rękami i nic nie mogę z tym zrobić. Paulina przypomniała mi kilka zdan, które usłyszałam od bliskich w tamtym czasie. Jedno brzmiało tak: „Nie próbuj zmieniać faktów. Zaakceptuj, że nie ma sposobu wyleczenia tego, ale możesz się troszczyć i dawać ulgę ukochanej osobie. Zrób tak, aby dni i godziny, które pozostały, były pełne miłości, czułości i odwagi”.
Brzmiało to dobrze i wydawało się łatwe do wykonania, ale w praktyce takie nie było. Jak dać odwagę komuś, kto odchodzi szczególnie w momencie, kiedy samemu wariuje się ze strachu i smutku?
Przeciwstawiłam się rodzicom rok temu i dzięki temu dzisiaj jestem szczęśliwa!
Wtedy przyszła kolejna rada: „Każdy człowiek ma prawo odejść z godnością. Nie możesz niczego i nikogo zatrzymać siłą. Gdy ktoś odchodzi, najlepiej pomóc mu odejść tak, jak chciał. I przede wszystkim – niech nie czuje się samotny i upokorzony”.
Czyli nie przedłużaj agonii. Ale jak? Inni mogą uznać to za zaniedbanie opieki, zdradę, a ostatecznie za okropne i skrajne niezainteresowanie.
Bliska mi lekarka doradziła, żebym spełniała każde życzenie, nawet jeśli wydawało mi się to absurdalne, głupie, niemożliwe do zrealizowania. Im więcej spokoju dajemy osobie, która odchodzi, tym bardziej będziemy zadowoleni, gdy jej już nie będzie. Moja najlepsza przyjaciółka poszła dalej i wyszła z pomysłem na przygotowanie książki z zabawnymi historiami i wspomnieniami o głupich sytuacjach, które nie mogą nie wywoływać śmiechu.
Długo nie rozumiałam i nie akceptowałam innej porady: „Gdy nie masz już nic innego, otwórz szeroko okno, niech świeży powietrze wchodzi do pokoju. Potem dusza sama odejdzie…” Brzmiało dla mnie brutalnie, jak bluźnierstwo. Stopniowo jednak zdałam sobie sprawę, że te słowa zawierają wielką, bolesną i nieakceptowaną prawdę: dziel ostatnie chwile z bliską osobą, zostań przy niej do ostatniego oddechu.
Oprócz godności, każdy zasługuje na to, by być godnie pożegnanym…
Wspomnienie tych „rad” mnie wzruszyło i smuciło, ale każdą z nich podzieliłam się z Pauliną. Prędzej czy później przejdzie przez to, co przeszłam ja, i będzie ich potrzebować.
Bo czy nie po to są przyjaciele – żeby być blisko i w dobrych, i w złych chwilach.



