Para małżeńska wracała radośnie z niezapomnianej kolacji urodzinowej.
Zofia wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jej urodziny. Wieczór był udany gościło wiele osób: rodzina, współpracownicy. Choć dla Zofii większość z nich była nieznajoma, Tomasz uznał ich zaproszenie za konieczne.
Nie była typem, który kwestionuje decyzje męża; unikała sporów. Łatwiej jej było przystać na jego zdanie niż upierać się przy swoim.
Zosiu, klucze nie zaszyły się za głęboko w torebce? Wyjmij je.
Zofia sięgnęła do torby, szukając kluczy po omacku. Nagle przeszyła ją ostry ból upuściła torebkę na ziemię.
Czemu krzyczysz?
Coś mnie ukłuło.
Przy tym bałaganie w twojej torbie, nic dziwnego!
Nie odparowała, podniosła torebkę i ostrożnie wyjęła klucze. Weszli do mieszkania, a ona szybko zapomniała o zajściu. Zmęczona, z bolącymi nogami, marzyła tylko o prysznicu przed snem. Rano obudził ją przeszywający ból w dłoni palec był czerwony i spuchnięty. Przypomniała sobie wczorajszą kolację, sięgnęła po torebkę, by zbadać przyczynę. W głębi znalazła dużą, zardzewiałą igłę.
Skąd to się tu wzięło?
Nie rozumiała, jak ten przedmiót trafił do jej rzeczy. Wyrzuciła igłę do kosza, potem sięgnęła po apteczkę, by przemyć ranę. Zabandażowała palec i poszła do pracy. Lecz w porze obiadowej poczuła gorączkę.
Zadzwoniła do męża:
Tomku, nie wiem, co się dzieje. Wczoraj musiałam złapać infekcję. Mam gorączkę, ból głowy, wszystko mnie łamie. Wyobraź sobie znalazłam w torebce zardzewiałą igłę i to ona mnie ukłuła!
Powinnaś iść do lekarza, to może być poważne.
Nie martw się, zdezynfekowałam ranę. Wytrzymam.
Godzina za godziną czuła się jednak coraz gorzej. Ledwo dotrwała do końca pracy i wróciła taksówką, nie mogąc znieść tłoku w autobusie. W domu osunęła się na kanapę i zasnęła.
Śniła o babci Marii, która odeszła, gdy Zofia była mała. Choć nie pamiętała jej twarzy, wiedziała, że to ona krucha, pochylona, o wyglądzie, który mógłby przestraszyć, lecz w głębi serca Zofia czuła, że babcia chce jej pomóc.
Poprowadziła ją przez pole, pokazując, które zioła zebrać, by przygotować oczyszczający napar. Powiedziała, że ktoś życzy Zofii źle, lecz musi walczyć o życie. Czas uciekał.
Obudziła się zlana potem. Choć wydawało jej się, że spała długo, minęło zaledwie kilka chwil. Usłyszała trzask drzwi Tomasz wrócił. Zeszła z kanapy, by wyjść mu na spotkanie. Gdy ją ujrzał, zaniemówił:
Co się z tobą dzieje? Spójrz w lustro!
Zofia podeszła. Wczoraj widziała w nim uśmiechniętą kobietę. Teraz nie poznała siebie: matowe włosy, podkrążone oczy, ziemista cera, puste spojrzenie.
Co się ze mną dzieje?
Przypomniała sobie sen i rzekła do męża:
Śniła mi się babcia. Powiedziała mi, co mam robić
Zosiu, ubierz się, jedziemy do szpitala.
Nie, lekarze mi nie pomogą. Babcia to wiedziała.
Wybuchła kłótnia jak nigdy przedtem. Tomasz nazwał żonę szaloną, że wierzy we śne babci. Chciał siłą zawlec ją do lekarza.
Jeśli nie pójdziesz sama, zaciągnę cię za kołnierz!
Zofia szarpnęła się, straciła równowagę i uderzyła się o kant stołu. Wściekły Tomasz wyrwał jej torebkę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Zofia ledwo miała siłę wysłać wiadomość do pracy, że jest chora i zostanie w domu.
Tomasz wrócił późno w nocy, przepraszając. Jedyną jej prośbą było:
Zabierz mnie jutro do wsi, gdzie żyła babcia.
Nazajutrz Zofia przypominała bardziej widmo niż zdrową kobietę. Tomasz błagał:
Zosiu, opamiętaj się, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.
Lecz pojechali. Zofia pamiętała tylko nazwę wsi. Nie była tam od śmierci babci, gdy rodzice sprzedali dom. Całą drogę spała. Nie wiedziała nawet, gdzie jest to pole, lecz gdy dotarli, obudziła się i wskazała:
Tam.
Wyszła z samochodu i osunęła się na trawę, wyczerpana. Lecz wiedziała, że babcia ją tu przyprowadziła. Znalazła zioła ze snu i wrócili. Tomasz przygotował napar według jej wskazówek. Zofia piła go małymi łykami, z każdym czując ulgę.
Z trudem dotarła do toalety. Gdy wstała, zobaczyła, że jej mocz jest czarny. Nie przeraziło jej to potwierdziło tylko słowa babci:
Zło ucieka
Tej nocy znów śniła o babci. Uśmiechała się i rzekła:
Rzucono na ciebie urok przez tę igłę. Mój napar ci pomoże, ale nie na zawsze. Musisz znaleźć winowajcę i odesłać mu zło. Nie widzę, kto to, lecz ma związek z twoim mężem. Gdybyś nie wyrzuciła igły, wiedziałabym więcej. Lecz
Zrób tak: Kup pudełko igieł, na największej wypowiedz zaklęcie: „Duchy nocy, wy, co żyliście, usłyszcie mnie, widma mroku, ujawnijcie prawdę. Otoczcie mnie! WskNastępnego ranka w biurze Tomasza rozeszła się wieść, że Iryna nagle zasłabła i trafiła do szpitala, a lekarze tylko rozkładali ręce, nie znajdując przyczyny jej dziwnej choroby lecz Zofia wiedziała, że to babcia dopilnowała, by sprawiedliwości stało się zadość.



