12kwietnia
Dzisiaj, po powrocie z pracy, odebrałam od męża spakowaną walizkę. Nie mogłam powstrzymać się od westchnień Nie mów głupot, Witoszu! pomyślałam, choć nic nie powiedziałam. Wtedy po raz pierwszy rozważałam zakup kamery wideo. Nie tylko rozważałam zamontowałam ją w każdym kącie mieszkania, planując niespodziankę dla niego. W końcu niespodzianka się zjawiła.
Rozmyślałam, jak dobrze, że wybrałam Witosza, a nie niezdarnego Sławka Kolicza. Znamy go od szkolnych ław, kiedy obaj byliśmy zakochani w małej Grażynie. Sławek zawsze przegrywał przy Viktorze wesołym, dowcipnym kolegą ale i tak trzymał przy nas przyjaźń. Kiedy po studniówce Grażyna wybrała Witosza, Sławek po cichu odszedł, bo trzeci musi wyjść.
Trzy miesiące po rozpoczęciu studiów Witosz porzucił mnie zakochał się w koleżance z roku. Zdesperowana zadzwoniłam do Sławka, po raz pierwszy zwracając się do niego jako Sasza. Pojawił się jak zawsze, otulił mnie troską i pomógł wyjść z przygnębienia. Nie było między nami nic więcej niż przyjaźń, ale wystarczyło mi, że był blisko.
Wiosną Grażyna zakochała się w Victorze studentcie naszego wydziału, starszym o kilka lat. Spotkaliśmy się w bibliotece, gdzie jeszcze książki mają fizyczne kartki. Sławek odsunął się na dalszy plan, a jej myśli krążyły tylko wokół Victora. Sławek, z niezdarnym wykształceniem w architekturze, ciągle mruczał o tym, że po roku nauki będzie miał zawód, a potem pójdzie na politechnikę. Grażynie to nie wystarczało; pragnęła miłości i czułości, nie Sławka.
Victor i ja spędziliśmy rok razem, ukończyliśmy studia i rozważaliśmy małżeństwo. Gdy miałem przyjść telefon od Sławka z zaproszeniem na spotkanie absolwentów, od razu zgodziłam się pójść. Po co nie? pomyślałam. Wszedłem w to z nadzieją, że Witosz może zobaczyć, kogo stracił. Sławek już pracował w renomowanej firmie budowlanej i zarabiał przyzwoicie, a z Witoszem wciąż utrzymywaliśmy kontakt.
Podczas balu absolwentów dowiedziałam się, że Witosz jest wolny i też zamierza przyjść. Spotkanie odbyło się w pierwszą sobotę lutego. Ubrałam się w ładną sukienkę i futrzany płaszcz, a Sławek przywiózł mnie własnym samochodem. Kiedy zobaczyłam Witosza, poczułam, że wciąż kipi we mnie niewypowiedziane uczucie. Było jakby coś tliło się pod powierzchnią, czekając na swój moment. Ten moment nadszedł.
Witosz też ucieszył się, widząc mnie: Zawsze wyglądałaś piękniej powiedział, chociaż nie wspomniał, że to ja mu napisałam. Sławik nie zauważył tego dla niego grażynka zawsze była najpiękniejsza. Spojrzałaśmy na siebie, podeszliśmy do domu Witosza i od razu rozpoczęliśmy to, co nie zdążyliśmy zrobić przez ostatnie półtora roku. Sławek został na uboczu, znowu trzeci.
Ślub z Victorem odwołany, bo w sierpniu, już w ciąży, poślubiłam Witosza. Victor oświadczył się, a ja przyjęłam. Po kilku tygodniach wyszło nam na świat dziecko dziewczynka, którą nazwaliśmy Zuzanna.
Witosz po ślubie przeszedł na zmianę popołudniową i podjął pracę kuriera zawód, który w Polsce jest dobrze płatny i stabilny. Ja kontynuowałam studia, zaliczałam egzaminy w trybie rozszerzonym, a rodzice pomagali mi finansowo. Życie zwykłej, szczęśliwej rodziny płynęło spokojnie, aż przyszedł czas na narodziny kolejnego dziecka.
Zuzanna rosła, a my zdecydowaliśmy nie wstawić jej do żłobka nie wiadomo, co tam się dzieje. Zatrudniliśmy nianię, bo babcie wciąż pracowały. Pośród kandydatów wybraliśmy dwudziestoletnią Agnieszkę, studentkę studiów na odległość, która pracowała już jako opiekunka. Mimo że nie była zbyt atrakcyjna, wydawała się idealna nie chciała za drogo i zgadzała się na nasze warunki.
Agnieszka szybko nawiązała kontakt z Zuzanną, spędzały razem czas, a ja zauważyłam, że dziecko ma niewielką podrażnioną skórę. Nie mówiłam Agnieszce o tym, bo nie chciałam wywołać paniki. Później okazało się, że Zuzanna ma alergiczny zapalenie skóry na niektóre produkty, o których Agnieszka była uprzedzona. Mąż podkreślił: Zróbmy badania, nie zamartwiaj się.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o kamerze wideo, zamontowałam ją wszędzie i postanowiłam zrobić niespodziankę Witoszowi. Niespodzianka się spełniła Zuzanna prawie sama się opiekowała, bo po wyjściu mamy na uczelnię w domu panowało zamieszanie. Victor i Agnieszka w sypialni mieli swój rynek, a mała Zuzanna wędrowała po domu, jedząc to, co znajdowała głównie chipsy, które tak bardzo kochał Victor i Agnieszka.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że Victor był kiedyś kochankiem Agnieszki, gdy byli na pierwszym roku studiów. Rozstali się, a ona po drodze wzięła dokumenty i zaczęła pracować jako niania. Ta zawiła sieć okoliczności zdaje się być przypadkowa, ale może nieco celowa bowiem w domu, który należy do moich rodziców, nie mieliśmy prawa przyznawać go nam samym.
Mąż dostał miłe słowa z przekleństwami i pominął walizkę pełną rzeczy. Nie zamierzał wybaczyć. Oboje po prostu odeszli, a ja poczułam, że wszystko znów wali się w głowę. Pamiętam jednak nieudolnego i wiernego Sławka: Szybko przyjadę, bo mam noworodka nie mam czasu na gadanie!. Po tych słowach rozłączył się.
Zdziwiona pomyślałam: Syn? Jaka żona? On przecież kocha Grażynę!. Ale fakt był fakt Sławek miał już dzieci. Nie miał już czasu na mnie. Byłam zła na wszystkich na męża, przyjaciela, na siebie.
Zrozumiałam, że nikt nie przyjdzie mi na ratunek, ale może to właśnie był moment, kiedy muszę wstać i ruszyć dalej. Czasem życie przypomina wędrówkę po nieznanym terenie, a my musimy samodzielnie znaleźć własną drogę.
Dziś, patrząc na naszą małą Zuzannę, czuję spokój. Witosz, Agnieszka, Victor i Sławek każdy ma swoją rolę w tej historii. Ja mam swoją rodzinę i swoje marzenia. Mam nadzieję, że jutro przyniesie kolejne małe cuda.
Zadbana, choć zmęczona, zapisuję te myśli, by nie zapomnieć, skąd pochodzę i dokąd zmierzam.
Jadwiga.



