Małgorzata zmywała naczynia w kuchni, kiedy wszedł Andrzej. Zanim wszedł, zgasił światło.
Jeszcze jasno jest. Po co marnować prąd mruknął ponuro.
Chciałam wstawić pranie odezwała się Małgorzata.
Zrobisz w nocy rzucił sucho Andrzej. Wtedy prąd tańszy. I nie puszczaj tak silnie wody. Za dużo zużywasz, Małgorzato. Serio. Tak nie można. Przecież rozumiesz, że tak po prostu wyrzucasz nasze pieniądze w błoto.
Andrzej przekręcił kurek, zmniejszając strumień. Małgorzata spojrzała na męża z rezygnacją, po czym zakręciła wodę, wytarła ręce i usiadła za stołem.
Andrzej, patrzyłeś kiedyś na siebie z boku? zapytała.
Codziennie się analizuję odburknął złością Andrzej.
I co możesz wtedy o sobie powiedzieć? dopytała Małgorzata.
Jako człowieku? upewnił się Andrzej.
Jako mężu i ojcu.
Mąż jak mąż odpowiedział. Ojciec jak ojciec. Przeciętny. Normalny. Jak większość. Czemu się czepiasz?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty? spytała Małgorzata.
O co ci chodzi? Kłótni szukasz? rzucił Andrzej.
Małgorzata czuła, że odwrotu nie ma, że ten temat musi być dokończony. Że tylko wtedy Andrzej zrozumie, jaką męczarnią jest z nim życie.
Wiesz, Andrzej, dlaczego jeszcze się nie rozstaliśmy? spytała cicho.
A czemu niby miałbym od ciebie odejść? odpowiedział pytaniem na pytanie i krzywo się uśmiechnął.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odparła Małgorzata. Dzieci zresztą też nie.
Andrzej już miał coś odpowiedzieć, ale Małgorzata mówiła dalej:
Nie mów, że jest inaczej. Ty nikogo nie kochasz. I nie będziemy o tym dyskutować, szkoda czasu. Chcę ci powiedzieć coś innego dlaczego jeszcze nas nie zostawiłeś.
No to dlaczego? spytał Andrzej.
Z własnego skąpstwa stwierdziła Małgorzata. Ze zwyczajnej chciwości. Dla ciebie rozstanie to po prostu ogromna strata finansowa. Ile razem jesteśmy? Piętnaście lat? I co przez ten czas osiągnęliśmy? No, poza tym, że jesteśmy mężem i żoną i mamy dzieci. Jakie nasze sukcesy przez te piętnaście lat?
Jeszcze całe życie przed nami powiedział Andrzej.
Nie całe, Andrzej. Nie całe odparła Małgorzata. Zostało tylko to, co przed nami. Przez tyle lat ani razu nie byliśmy nad morzem. Ani razu. Nie mówię o zagranicznych wycieczkach, ale nawet w Polsce nigdzie nie pojechaliśmy. Wakacje zawsze spędzamy w domu, nawet na grzyby za miasto nie jeździmy. Bo drogo!
Bo oszczędzamy na przyszłość powiedział Andrzej.
My? Może ty zdumiała się Małgorzata.
Przecież to dla was! odburknął Andrzej.
Dla kogo, dla nas? spytała poważnie Małgorzata. Myślisz, że naprawdę zbierasz dla mnie i dzieci? Przez piętnaście lat regularnie odkładasz pieniądze dla nas?
A dla kogo? Dzięki mnie już sporo mamy na koncie powiedział Andrzej.
My? Może ty na swoim koncie coś masz, ja nic nie widziałam. Ale… Może ja czegoś nie rozumiem. To sprawdźmy. Daj mi pieniądze powiedziała Małgorzata. Kupię sobie i dzieciom nowe ubrania. Od piętnastu lat chodzę w ciuchach, w których wyszłam za mąż albo dostaję po żonie twojego brata. A dzieci po starszych kuzynach. I jeszcze! Przestanę mieszkać z twoją mamą, bo mam już dość. Wynajmę mieszkanie.
Mama dała nam dwa pokoje. Nie masz na co narzekać. A po co kupować dzieciom nowe rzeczy, skoro dzieci brata już wyrosły i ich ubrania są dobre odpowiedział Andrzej.
A ja? Czyje stare rzeczy są dobre dla mnie? Żony brata? spytała Małgorzata.
A dla kogo masz się stroić? Przecież to śmieszne. Masz trzydzieści pięć lat! Nie czas na strojenie się burknął Andrzej.
A co powinnam, twoim zdaniem, robić? zapytała Małgorzata.
Myśleć o sensie życia. Są ważniejsze sprawy, niż ubrania i kobiece drobiazgi. Sprawy wyższe, duchowe odpowiedział Andrzej.
Przez to trzymasz nasze pieniądze tylko na swoim koncie i nic nam nie dajesz? Dla naszego szczęścia duchowego? Tak mam rozumieć? zapytała Małgorzata.
Bo wam nie można ufać! krzyknął Andrzej. Zaraz wszystko wydacie! A z czego będziemy żyć, gdyby coś się stało? Myślałaś o tym?
Z czego będziemy żyć, jak coś się stanie? Dobre masz pytanie, Andrzej. A kiedy w końcu zaczniemy… żyć? Bo według mnie już teraz żyjemy, jakby twoje gdyby coś się stało właśnie się zdarzyło!
Andrzej milczał, patrzył złowrogo na żonę.
Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym i chusteczkach ciągnęła Małgorzata. Z pracy przynosisz mydło i krem do rąk, które tam wam dają.
Grosz do grosza, a będzie kokosza rzucił Andrzej sucho. Od drobiazgów się zaczyna. Na drogie mydło, kremy czy chusteczki nie warto wydawać.
To może stańmy sprawę jasno powiedziała Małgorzata. Ile jeszcze lat mamy tak żyć? Dziesięć? Piętnaście? Dwadzieścia? Ile zamierzasz oszczędzać, żebyśmy mogli pozwolić sobie na coś zwyczajnie ludzkiego, jak porządny papier toaletowy? Mam trzydzieści pięć lat. Jeszcze nie pora?
Andrzej milczał.
Zgadnę ciągnęła Małgorzata. Czterdziestka? Wtedy? Jak będę miała czterdzieści lat, zaczniemy naprawdę żyć?
Andrzej milczał.
Za wcześnie, wiem powiedziała Małgorzata ze zrozumieniem. Czterdziestka to dzieciństwo. O, może pięćdziesiątka? Wtedy?
Andrzej milczał.
Też nie odpowiedziała sobie. Pewnie boisz się, że coś się stanie i będziemy żebrać, bo za dużo wydaliśmy na dobry papier! Masz rację. W pięćdziesiątce za wcześnie. Może sześćdziesiątka? Wtedy już coś się uzbiera! Można, wtedy kupię sobie i dzieciom ubrania?
Andrzej milczał.
Wiesz, Andrzej… głos Małgorzaty zadrżał. A jeśli nie dożyjemy do sześćdziesięciu? Możemy nie doczekać. Jemy przecież kiepsko, bo skąpisz nawet na jedzenie, jemy tanie śmieciowe jedzenie dlatego jemy za dużo. I przez to źle się czujemy. Masz to gdzieś? Z takim samopoczuciem długo nie pociągniemy.
Jak się wyprowadzimy od mamy i zaczniemy lepiej jeść, nie będziemy mogli odkładać rzucił Andrzej.
Nie będziemy zgodziła się Małgorzata. I właśnie dlatego odchodzę od ciebie. Mam dosyć oszczędzania. Nie chcę już tego robić.
Jak sobie poradzisz? wystraszył się Andrzej.
Poradzę sobie. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci. Mam pensję, co najmniej jak ty. Starczy. Na ubrania też, nawet na lepsze jedzenie. I najważniejsze: nie będę już słuchała twoich kazań o oszczędzaniu prądu, gazu i wody. Będę używać pralki za dnia. Jak zapomnę zgasić światło trudno. Papier toaletowy będę kupować najlepszy. I chusteczki będę miała na stole zawsze. W sklepie kupię, co zechcę, nie czekając na wyprzedaż.
Nic nie zaoszczędzisz! przeraził się Andrzej.
Czemu nie? Właśnie że zaoszczędzę. Twoje alimenty na dwójkę dzieci odłożę. Chociaż… masz rację. W sumie, nie będę oszczędzać. Nie dlatego, że nie mogę. Po prostu nie chcę. Wydam wszystko, co mam. Nawet alimenty. Co do grosza. Będę żyła od pierwszego do pierwszego. A na weekendy będę dzieci przywozić do was z twoją mamą. Wyobrażasz sobie, jaka to dla mnie oszczędność? Wtedy będę chodziła do teatru, restauracji, na wystawy. Latem pojadę nad morze. Jeszcze nie wiem gdzie, ale pojadę. Zdecyduję, gdy już będę wolna od ciebie.
Andrzej zbladł. Przestraszył się nie o żonę, nie o dzieci, ale o siebie. Szybko w myślach przeliczył, ile mu zostanie po alimentach i kosztach dzieci na weekendy. Ale najbardziej bolało go, że Małgorzata wyda swoje pieniądze na morze. Dla Andrzeja to nie były tylko jej pieniądze. To były jego pieniądze.
Nie powiedziałam najważniejszego mówiła dalej Małgorzata. Podzielimy pieniądze, które ty trzymałeś na tym swoim koncie.
Jak to podzielimy? zdziwił się Andrzej.
Po równo odparła. I te pieniądze wydam. Ile tam się uzbierało przez piętnaście lat? Całkiem sporo pewnie. I te wszystkie pieniądze też wydam. Nie będę zbierać na życie, Andrzej. Będę żyła już teraz.
Andrzej poruszał wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Przerażenie odebrało mu mowę.
Wiesz, Andrzej, jakie mam marzenie? powiedziała na koniec Małgorzata. Chcę tylko, by gdy przyjdzie moja pora odejść na zawsze, moje konto było puste co do grosza. Wtedy będę wiedziała, że wszystko, co miałam, wydałam na własne życie.
Dwa miesiące później Andrzej i Małgorzata się rozwiedli.
Oszczędny do przesady – historia Valerii i Iwana. Piętnaście lat w cieniu skarbonki, czyli dlaczego …



