Barbara leniwie kroczyła do supermarketu, obserwując zamieszanie wokół, zwłaszcza wśród mężczyzn w końcu jutro był Dzień Kobiet. Zawsze lubiła to święto, kiedy mąż przynosił jej bukiet kwiatów, i starali się jakoś je uczcić. Ale od kilku lat, odkąd mąż odszedł, Barbara żyła sama.
W wieku pięćdziesięciu ośmiu lat, znając smutne doświadczenia swoich znajomych, nawet nie próbowała zaczynać życia z kimś nowym.
Wszyscy porządni mężczyźni dawno mają żony, są mocno zajęci. A z byle kim się wiązać to nie dla mnie. Nie chce mi się bawić w głupie gry. No tak, czasem bywa nudno, samotnie, ale dzieci i wnuki mnie odwiedzają mówiła przyjaciółce, siedząc czasem w kawiarni. Wiesz, Ewuniu, już przywykłam do życia bez męża, więc nie chcę nic zmieniać.
Przyjaciółka była zamężna, jej mąż był dla niej jak solidny mur. Dlatego szkoda jej było Barbary dobra kobieta, a tak wcześnie została wdową.
No cóż, może jeszcze spotkasz swojego człowieka próbowała dodać jej otuchy Ewa.
Oj, daj spokój, Ewka, skąd tu wziąć porządnego mężczyznę? Nawet nie chcę o tym rozmawiać. Lepiej zmieńmy temat i tak gadały godzinami o dzieciach, wnukach i swoich babskich sprawach.
Barbara naprawdę przywykła do samotności i nie chciała zmian. Zmęczył ją hałas i zamieszanie, ale do sklepu iść musiała. Wieczór się zbliżał, wczesna wiosna, mokry śnieg lepił się płatkami. W ciągu dnia wpadł syn, by złożyć życzenia z okazji nadchodzącego święta.
Mamo, masz bukiet, jutro nie dam rady, jedziemy z ekipą na działkę A jeśli chcesz, dołącz do nas, będziemy się cieszyć.
Dziękuję, synku, ale wolę zostać w domu, głowa mnie trochę boli, wiosna nadchodzi grzecznie odmówiła.
Zanurzona w myślach weszła do supermarketu, kupiła parę rzeczy i stanęła w długiej kolejce do kasy, obojętnie obserwując przedświąteczny harmider. Bawiło ją, jak mężczyźni się krzątali:
Zaaferowani nagle wszyscy przypomnieli sobie, że mają ukochane i drogie kobiety, spieszyli się po bukiet tulipanów albo róż. Dobrze im, mają tylko jeden taki dzień w roku. A kobiety? Ciągle w biegu co kupić, co ugotować, w co się ubrać
Uwagę Barbary przykuł przyjemny zapach wody kolońskiej, który unosił się od mężczyzny stojącego przed nią z wózkiem pełnym zakupów. Wysoki, przyprószony siwizną, próbowała go sobie wyobrazić:
Skoro tak pachnie, to pewnie i wygląda nieźle myślała, stojąc za nim i powoli posuwając się w kolejce.
Rozejrzała się wszystkie kasy działały, wszędzie kolejki. Ale myśli wciąż wracały do tego mężczyzny przed nią, ten zapach nie dawał jej spokoju.
Ubrany porządnie przyglądała mu się z boku. Pewnie czyjś mąż, tyle zakupów napełnił, wózek po brzegi.
Barbara widziała, jak mężczyzna jedną ręką trzymał wózek, a w drugiej telefon, na który odpowiadał krótko:
Tak, kupiłem. Tak, to też. Tak, już wracam.
Z żoną pewnie gada, a z kim by innym myślała.
Nieznajomy, kończąc rozmowę, chciał schować telefon do kieszeni, ale ten wyślizgnął mu się z ręki. Barbara zareagowała błyskawicznie, łapiąc go w ostatniej chwili, zanim uderzył w kafelkową podłogę. Mężczyzna gwałtownie się odwrócił i spojrzał na nią takim wzrokiem, że aż ją przeniknęła iskra.
No proszę, czego jeszcze brakowało pod sześćdziesiątkę przemknęło jej przez głowę, gdy stała oszołomiona.
Dziękuję pani powiedział mężczyzna, zabierając telefon z jej dłoni i uśmiechając się. Teraz jestem pani dłużnikiem.
Proszę bardzo odparła Barbara.
Właśnie przyszła jego kolej, więc zapłacił i wyszedł z wózkiem na parking, pewnie do samochodu.
No i po sprawie, niepotrzebnie się denerwowałam pomyślała Barbara, płacąc za swoje zakupy.
Spakowała produkty do torby i wyszła ze sklepu, by n


