Jestem nauczycielką polskiego od prawie 25 lat. Przez cały ten czas wyobrażałam sobie, że jestem całkiem dobra w swojej dziedzinie, a może nawet, że jestem profesjonalistką, która potrafi pracować z dziećmi. Udało mi się też w życiu osobistym – wyszłam za mąż i wychowałam dwójkę dzieci. Wszystko było dobrze i myślałam nawet o odejściu z pracy, ponieważ mój mąż byłby w stanie utrzymać całą naszą rodzinę, ale wkrótce stało się nieoczekiwanego, co zweryfikowało moje plany. Mój mąż praktycznie z dnia na dzień zostawił mnie oraz dzieci dla dużo młodszej kobiety.
Początkowo pomagał nam finansowo, ale wkrótce jego nowa żona nastawiła go przeciwko całej rodzinie i przestał płacić alimenty jak i pomagać finansowo, gdy coś się złego u nas wydarzyło. U mnie oczywiście się nie przelewało i krótko po tym zaczęły się moje problemy finansowe. Zaczęłam szukać dodatkowej pracy, żeby jakoś związać koniec z końcem i zapewnić dzieciom to, czego potrzebują. Na szczęście szybko znalazłam taką dorywczą pracę – zatrudniono mnie jako sprzątaczkę w salonie kosmetycznym, w którym robiłam porządki każdego wieczoru. Cóż, może i byłam wykształcona i ktoś powiedziałby, że to nie praca dla mnie, ale mi korona z głowy nie spadnie. Poza tym robiąc to myślałam tylko o dzieciach.
Niedawno, bo na jednej z przerw, wezwał mnie do siebie dyrektor szkoły i oznajmił, że swoją dodatkową pracą sprzątaczki przynoszę wstyd naszej szkole oraz zawodowi nauczyciela, więc muszę wybrać – albo szkoła, albo sprzątanie. Myślę, że z mojej historii jasno wynika, że nie mogłam pozwolić sobie na utratę żadnej z tych prac, ponieważ byłam teraz osobą, która musiała utrzymać całą rodzinę. Teraz zastanawiam się, co powinnam zrobić, ale też nie mogę przestać o tym myśleć – niby w jaki sposób praca sprzątaczki może przynosić wstyd całej szkole? W końcu każdy zawód jest ważny na swój sposób. W jaki sposób ludzie, którzy sprzątają i utrzymują różne miejsca w czystości, mogą przynosić wstyd swoją pracę?



