Opiekunka żony – czyli jak Lida w wieku 32 lat postanowiła odmienić swoje życie, uciec z rodzinnej w…

Opiekunka dla żony

Jak to? Jadwidze aż zabrakło słów. Gdzie niby mam się wynieść? I dlaczego? Po co?

Daj spokój, tylko nie zaczynaj scen! skrzywił się on. Co tu niezrozumiałego? Nie masz już kogo pielęgnować. A co zrobisz ze swoim życiem, to już nie mój interes.

Edek, co ty opowiadasz? Przecież mieliśmy się pobrać

Tobie się tak wydawało. Ja nic takiego nie obiecywałem.

W wieku trzydziestu dwóch lat Jadwiga postanowiła odciąć się od przeszłości i wyjechać z rodzinnych Żyrardów.

Co tu było dla niej? Słuchać uszczypliwości matki?

Matka nigdy nie przestawała wypominać jej rozwodu; jak mogła dopuścić do tego, by mąż ją opuścił?

A ten jej Stasiu był niewiele wart pijak i kobieciarz! Jak w ogóle mogła z nim osiem lat temu stanąć na ślubnym kobiercu?

Zamiast rozpaczać po rozwodzie, Jadwiga poczuła ulgę tak, jakby ktoś zsunął jej ciężar z pleców.

Jednak z matką ciągle się kłóciły. Najgorsze spory były o pieniądze, których ciągle brakowało.

Więc zdecydowała czas przenieść się do większego miasta; tam sobie na pewno ułoży życie!

Jej koleżanka z liceum, Weronika, od pięciu lat mieszkała w Warszawie, szczęśliwa żona wdowca.

No i co z tego, że starszy o szesnaście lat i nie grzeszy urodą za to ma mieszkanie i nie bieduje.

A przecież Jadwiga wcale nie była gorsza od Weroniki!

No, w końcu! Wzięłaś się do działania! Weronika przyklasnęła jej decyzji. Pakuj się szybko, na początek zamieszkasz u nas, roboty ci znajdziemy.

A twój Włodek nie będzie miał nic przeciwko? dopytywała niepewnie Jadwiga.

Już ty się nie bój! Mój posłucha mnie w każdej sprawie! Damy sobie radę!

I rzeczywiście, długo u przyjaciółki nie zabawiła.

Po kilku tygodniach łapania dorywczych prac wreszcie coś zarobiła i wynajęła pokój.

A wtedy los w końcu się do niej uśmiechnął.

Co taka kobieta jak ty robi na bazarze? zapytał z troską stały klient, pan Edward Borowiecki.

Jadwiga już dobrze kojarzyła wszystkich stałych bywalców po imieniu.

Ciepło nie jest, do domu daleko, a przecież na chleb trzeba jakoś zarobić machnęła ręką i dodała z figlarnym uśmiechem: Czyżby miał pan dla mnie lepszą propozycję?

Pan Edward nie przypominał amanta. Starszy o dwadzieścia lat, twarz okrągła, łysina z przodu, spojrzenie bystre i wymagające.

Zawsze skrupulatny przy zakupach, przyjeżdżał dobrą skodą ewidentnie nie był żadnym bezdomnym ani żałosnym pijaczkiem.

Pierścionek obrączkowy na dłoni wykluczał go jako kandydata na męża o tym Jadwiga nawet nie myślała.

Jesteś odpowiedzialna, poukładana i porządna przeszedł na ty Edward czy miałaś kiedyś do czynienia z opieką nad chorymi osobami?

Raz sąsiadkę pielęgnowałam. Po udarze, jej dzieci ciągle daleko i nie miały czasu się nią zajmować. Więc mnie poprosili.

Świetnie! twarz Edwarda nagle spoważniała. Moja żona, Danuta, właśnie po udarze leży. Lekarze nie dają większych szans. Wziąłem ją do domu, ale opiekować się raz że nie mam czasu, a dwa nie wiem jak. Możesz pomóc? Zapłacę jak trzeba.

Jadwiga długo się nie zastanawiała już lepiej siedzieć w ciepłym mieszkaniu, nawet wynosić nocnik, niż marznąć na bazarze przez dziesięć godzin.

Edward zaproponował, by na razie zamieszkała u nich nie musiała więc płacić za wynajem.

Oni mają trzy osobne pokoje! opowiadała potem jednej nocy Weronice. I zero dzieci.

Matka Danuty, pani Irena piękność po sześćdziesiątce znalazła sobie nowego męża i żyła własnymi sprawami. Nikomu nie zależało już na opiece nad chorą.

Dużo z nią roboty?

Oj, biedna kobieta. Leży bezwładna i ledwo coś mruczy. Nie liczyłabym na cud, że stanie na nogi.

I jesteś zadowolona z takiej szansy? Weronika wbiła wzrok w twarz przyjaciółki.

To nie tak Jadwiga spuściła oczy. Ale kiedy Danuta odejdzie, Edward będzie wolny

Jadźka, opamiętaj się! Życzyć śmierci kobiecie przez mieszkanie?! Co z tobą?

Komu ja czego życzę? Po prostu nie zamierzam przegapić swojej szansy! Ty masz dobrze, to łatwo ci mówić.

Pokłóciły się wtedy poważnie. Dlatego dopiero po pół roku Jadwiga wyznała Weronice, że ma romans z Edwardem.

Nie mogli bez siebie żyć. Oczywiście, mąż nie zamierzał opuszczać chorej żony nie był z tych więc ich relacja miała pozostać w cieniu.

Czyli, że bawicie się, a za ścianą jego żona walczy o życie? Weronika nie poparła jej ani trochę. Rozumiesz w ogóle, jakie to podłe? A może już zupełnie przysłoniły ci oczy jego pieniądze i mieszkanie, które wcale nie wiadomo, czy są?

Nigdy od ciebie dobrego słowa! obraziła się Jadwiga.

Potem długo nie pisały do siebie. Choć Jadwiga nie czuła się winna może ciutkę.

Wszyscy tacy święci Syty głodnego nie zrozumie mówią. Bez przyjaciółki też sobie poradzi.

Jadwiga opiekowała się Danutą sumiennie: karmienie, przewijanie, sprzątanie. Gdy zaczęła być z Edkiem bliżej, przejęła całą resztę obowiązków domowych.

Mężczyznę trzeba zadowolić nie tylko w łóżku trzeba mu ugotować, wyprać koszule, wyprasować, posprzątać, by nie musiał oddychać kurzem.

Jadwidze wydawało się, że Edward jest zadowolony, a ona szczęśliwa.

Nie zorientowała się nawet, kiedy Edward przestał płacić jej za opiekę. Ale cóż, byli już prawie małżeństwem, więc kto by się pieniędzmi przejmował?

Na jedzenie dawał jej pieniądze, czasem na bieżące wydatki, a ona z ledwością mieściła się w przydziale.

W końcu był kierownikiem produkcji, dobrze zarabiającym, więc Jadwiga nie martwiła się tym przesadnie. Po ślubie wszystko się przecież poukłada.

Z czasem namiętność przygasła, Edward coraz rzadziej spieszył się do domu. Jadwiga winę zwalała na jego zmęczenie przy żonie.

Dlaczego miałby być zmęczony, skoro do żony zaglądał raz dziennie na minutę, nie wiedziała, ale żałowała go.

Spodziewała się tego, ale mimo to popłakała się, gdy Danuta zmarła.

Przez półtora roku poświęciła tej kobiecie całe swoje życie nie da się wyrwać tego czasu z pamięci. Jadwiga zajęła się całymi przygotowaniami do pogrzebu Edek był zbyt rozbity.

Nie dał też za wiele pieniędzy, ale Jadwiga poradziła sobie, by wszystko odbyło się z godnością. Nawet sąsiadki, które na nią patrzyły wilkiem z powodu romansu z panem domu (nic się przed nimi nie ukryje!), na pogrzebie kiwały głowami z uznaniem. Teściowa Edwarda także była zadowolona.

Jadwiga nie spodziewała się tego, co przyszło po dziesięciu dniach żałoby.

Jak rozumiesz, twoje usługi nie są już potrzebne rzucił zimno Edward. Daję ci tydzień na wyprowadzkę.

Co? Jadwiga oczom i uszom nie wierzyła. Mam się wyprowadzić? Ale gdzie? Czemu?

Naprawdę? Przestań robić sceny skrzywił się Edek. Nie masz już kogo pielęgnować. Gdzie pójdziesz, to nie moja sprawa.

Edek, przecież mieliśmy być razem!..

Ty tak myślałaś. Ja nie zamierzałem się żenić.

Następnego ranka, po nieprzespanej nocy, Jadwiga jeszcze raz próbowała rozmawiać z Edkiem. Znowu usłyszała dokładnie te same słowa, a na dodatek pośpieszył ją z wyprowadzką.

Moja narzeczona chce tu zrobić remont przed ślubem dorzucił beznamiętnie.

Narzeczona? Jaka narzeczona?

Nie twoja sprawa.

Aha, nie moja?! W porządku, wyprowadzę się, ale najpierw wypłacisz mi pensję za opiekę. Tak, tak, nie patrz tak na mnie!

Umawialiśmy się na 7 000 złotych miesięcznie. Tyle zapłaciłeś dwa razy. Razem jesteś mi winien 112 000 zł.

No, widzę, że szybko liczysz parsknął śmiechem Edek. Nie licz na to

A do tego za sprzątanie i gotowanie powinieneś dopłacić! Niech stracę dam ci spokój za 150 tysięcy!

I co mi zrobisz? Pójdziesz do sądu? Nawet nie mamy umowy.

Opowiem wszystko Irenie spokojnie powiedziała Jadwiga. To ona kupiła wam to mieszkanie.

Wierz mi po mojej opowieści stracisz pracę i dach nad głową. To chyba lepiej ode mnie wiesz.

Edward zrzedł na twarzy, ale zaraz się otrząsnął.

Kto ci uwierzy? Straszyć mnie będziesz? Wypad z mojego domu!

Masz trzy dni, kochany. Nie będzie pieniędzy będzie afera! Jadwiga spakowała się i poszła do hostelu. Trochę pieniędzy odłożyła z domowego budżetu.

Czwarty dzień ciszy w końcu ją zirytował. Pojechała do byłego kochanka. Na miejscu była pani Irena.

Gdy zobaczyła minę Edwarda, od razu wiedziała, że nie zamierza jej nic zapłacić. Z miejsca opowiedziała więc całą historię teściowej.

Plecie coś, nie wie, co mówi! wykrzyknął wdowiec.

Coś tam już słyszałam na pogrzebie, ale nie chciałam wierzyć spojrzała mu w oczy Irena Teraz wszystko jasne. I mam nadzieję, że tobie też. Nie zapomniałeś, że to mieszkanie jest na mnie?

Edward zamarł.

Więc żeby cię tu za trzy dni nie było. Nie za dwa!

Irena ruszyła do drzwi, ale na chwilę zatrzymała się przy Jadwidze.

A ty, kobieto, czego jeszcze tu stoisz? Nagrodę czekasz? Wynocha!

Jadwiga wybiegła z mieszkania jak poparzona. Teraz już na pewno nie odzyska żadnych pieniędzy. Będzie musiała wrócić na bazar tam zawsze znajdzie się jakaś praca…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Opiekunka żony – czyli jak Lida w wieku 32 lat postanowiła odmienić swoje życie, uciec z rodzinnej w…