Opiekunka dla żony — Słucham? — Lida była pewna, że się przesłyszała. — Gdzie mam się wyprowadzić? …

Opiekunka dla żony

Ale jak to? Aldona nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Gdzie mam się wyprowadzić? Po co? Dlaczego?

Daj spokój, nie rób scen skrzywił się on. Co tu jest niezrozumiałego? Nie masz już tu czego szukać, nie ma już komu opiekować się. Gdzie się podziejesz, to już twoja sprawa.

Edek, co ty mówisz? Przecież mieliśmy się pobrać

To, kochana, sobie sama wymyśliłaś. Ja nic takiego nie obiecywałem.

W wieku trzydziestu dwóch lat Aldona postanowiła diametralnie odmienić swoje życie i wyjechać z rodzinnej wsi spod Łomży.

Co tu miała robić? Słuchać ciągłych wyrzutów matki?

Ta nie dawała jej spokoju, wyrzucając Aldonie, że jest rozwódką. Że jak mogła pozwolić, by mąż ją zostawił?

A Franek to nawet nie był wart dobrego słowa pijak i babiarz! Jak ona mogła osiem lat temu wyjść za niego za mąż?

Aldonę wcale nie zmartwił rozwód wręcz przeciwnie, poczuła ulgę.

Najgorzej było jednak z matką ciągłe awantury. I jeszcze nieustający brak pieniędzy.

I tak Aldona postanowiła ruszyć do Białegostoku i tam sobie ułożyć życie!

Sąsiadka ze szkoły, Żaneta, była już od pięciu lat żoną wdowca.

No i co z tego, że starszy od niej szesnaście lat i uroda żadna, ale za to ma mieszkanie i nieźle zarabia.

A Aldona była o niebo lepsza od Żanety!

No nareszcie! Obudziłaś się! przyklasnęła jej pomysłowi Żaneta. Pakuj się, możesz na początku u nas zostać, a z robotą coś wymyślimy.

A twój Władek się nie będzie sprzeciwiał? zapytała niepewnie Aldona.

No coś ty! Robi, co bym tylko nie chciała! Nie bój się, damy radę!

Jednak Aldona nie chciała długo być na garnuszku koleżanki.

Po dwóch tygodniach, jak już zarobiła pierwsze pieniądze, wynajęła sobie pokój.

A po kilku miesiącach trafiła jej się niesamowita okazja.

Co taka gospodarna kobieta na targu robi? zapytał z sympatią stały klient, Edward Bolesławowicz.

Aldona znała już wszystkich swoich stałych klientów po imieniu.

Zimno tu, jeść nie ma co, no ale cóż poradzić westchnęła zarabiać na chleb trzeba.

Dodała jeszcze żartobliwie:

A może masz dla mnie lepszą propozycję?

Edward Bolesławowicz wcale nie był typem jej marzeń. Ze dwadzieścia lat starszy, przy sobie, lekka łysina, a w oczach błysk typowy dla ludzi interesu.

Zawsze długo wybierał warzywa i płacił co do grosza, ale ubrany był solidnie, jeździł nową Skodą widać, że nie żaden menel, nie pijak.

Miał oczywiście obrączkę, więc o roli męża Aldona nawet nie myślała.

Jesteś porządną, rzetelną kobietą Edward szybko przeszedł na ty a opiekowałaś się kiedyś chorymi?

Bywało. Sąsiadce pomagałam, miała udar. Dzieci za granicą, a komuś trzeba było się nią zająć. To mnie poprosili.

Świetnie! ożywił się mężczyzna, po czym spochmurniał. Moja żona, Jadwiga, miała udar. Lekarze nie dają dużych szans, że wyzdrowieje. Zabralem ją do domu, ale nie mam czasu opiekować się nią cały czas. Pomożesz mi? Zapłacę, ile trzeba.

Aldona nie musiała długo myśleć. Każda praca lepsza niż marznięcie na targu przez dziesięć godzin!

Co więcej, Edward zaproponował jej zamieszkanie w ich mieszkaniu, więc odpadały opłaty za wynajem.

Tam mają trzy osobne pokoje! Możesz biegać z piłką! ekscytowała się Aldona, opowiadając Żanecie. Dzieci nie mają.

Matka Jadwigi też niezła dama, w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat ciągle się odmładzała. Niedawno wyszła za mąż po raz drugi, zajęta swoim życiem. Nie miał się kto zająć chorą.

Mocno chora? dopytywała Żaneta.

Leży jak kłoda, tylko pomrukuje. Nie wierzę, że wyjdzie z tego.

Ty się chyba z tego cieszysz, co? koleżanka uważnie się jej przyjrzała.

Nie cieszę się, ale potem Edward będzie wolny

Aldona, zwariowałaś? Życzysz komuś śmierci dla mieszkania?!

Nikomu źle nie życzę, ale okazji zmarnować nie zamierzam! Tobie łatwo mówić masz jak u Pana Boga za piecem!

Pokłóciły się wtedy bardzo, toteż Aldona dopiero pół roku później opowiedziała Żanecie, że ma romans z Edwardem.

Już bez siebie żyć nie mogą, ale on żony nie zostawi taki człowiek! więc na razie są kochankami.

I co, wy sobie tutaj używacie, a w drugim pokoju jego żona kona? zdziwiła się tylko Żaneta. Nie obrzydza cię to choć trochę? Albo ślepo liczysz na te jego bogactwa a pewna jesteś, że on je ma?

Tylko od ciebie nigdy dobrego słowa się doczekać nie mogę! obraziła się Aldona.

I znowu przestały rozmawiać. Ale ona nie czuła się winna (no, może tylko odrobinkę).

Każdy taki święty! Syty głodnego nie zrozumie nie na darmo tak się mówi. Jakoś sobie poradzi bez przyjaciółki.

Aldona opiekowała się Jadwigą najlepiej, jak potrafiła. Gdy zaczęła romans z Edkiem, przejęła dodatkowo wszystkie domowe obowiązki.

Facetowi nie wystarczy tylko łóżko, trzeba mu też ugotować coś smacznego, wyprać, wyprasować koszulę, posprzątać, żeby kurzu nie wdychał.

Wydawało jej się, że kochanek jest w pełni zadowolony, a i ona też czuła się spełniona.

Nawet nie zauważyła, kiedy Edek przestał jej płacić za opiekę nad żoną. W końcu byli już prawie jak małżeństwo!

To on dawał jej gotówkę na zakupy i drobne wydatki, a ona gospodarowała, nie dostrzegając, że coraz trudniej się jej zmieścić w przydzielanych sumach.

A przecież miał jako kierownik warsztatu dobrą pensję. No, ale jak się pobiorą, to się wszystko wyjaśni.

Z czasem żar między nimi trochę przygasł, i Edek coraz mniej chętnie wracał do domu, ale Aldona zwalała to na jego zmęczenie przy chorującej żonie.

Z czego mógł być taki zmęczony skoro wpadał do niej raz dziennie na minutę nie wiedziała, ale było jej go żal.

Mimo że spodziewała się tego, Aldona jednak rozpłakała się, kiedy Jadwiga zmarła.

W końcu półtora roku poświęciła tej kobiecie takiego czasu się nie oddaje. O organizację pogrzebu też się zajęła osobiście Edek nie miał siły.

Pieniędzy na to dostała ledwo-ledwo, ale stanęła na wysokości zadania wszystko wyszło godnie. Nikt nie miał prawa jej skrytykować.

Nawet sąsiadki, które patrzyły na nią krzywo za romans z Edkiem a przecież nie da się niczego ukryć! na pogrzebie kiwały jej z uznaniem głową. Teściowa też była zadowolona.

Nie mogła więc uwierzyć, gdy Edek powiedział:

Jak się domyślasz, twoje usługi są już niepotrzebne, więc masz tydzień, żeby się wyprowadzić oświadczył sucho dziesiątego dnia po pogrzebie.

Jak to?! Aldona czuła, że chyba źle usłyszała. Gdzie mam się wyprowadzić? Po co? Dlaczego?

Proszę cię, bez awantur skrzywił się były kochanek. Wszystko jasne. Nie masz już się kim zajmować. Gdzie pójdziesz nie mój problem.

Edek, ale przecież mieliśmy się pobrać

To ci się tylko wydawało. Niczego takiego nie planowałem.

Następnego ranka, po nieprzespanej nocy, Aldona próbowała raz jeszcze porozmawiać z Edkiem. Ale on powtórzył spokojnie to samo co wczoraj, prosząc, by się pospieszyła z przeprowadzką.

Moja narzeczona chce zrobić tu remont przed ślubem rzucił Edek.

Narzeczona? Kto to?

Nie twoja sprawa.

No pięknie to ja odejdę, ale najpierw masz mi zapłacić za pracę. I nie patrz tak na mnie!

Obiecałeś płacić 4 tysiące złotych miesięcznie. Tylko dwa razy tyle dostałam. Jestem ci winna 64 tysiące.

Szybko ci poszło liczenie! zakpił Edek. Nie licz za bardzo na te pieniądze

Musisz jeszcze dopłacić za usługi gospodyni, ale nie będę się kłócić o każdy grosz daj 100 tysięcy i kończymy sprawę.

A co zrobisz? Pójdziesz do sądu? Nawet nie masz ze mną umowy.

Powiem Wandzie, twojej teściowej. To ona ci kupiła to mieszkanie.

Wierz mi, po mojej rozmowie jeszcze i pracy się pożegnasz. Sama wiesz, jaka jest teściowa.

Edward pobladł, ale całkiem nie stracił rezonu.

Kto ci uwierzy? Straszy mnie tutaj Wiesz co, znikaj nie chcę cię już widzieć.

Daję ci trzy dni, kochany. Jeśli nie będzie kasy będzie afera powiedziała Aldona, spakowała rzeczy i poszła do hostelu. Trochę udało się jej odłożyć z pieniędzy na gospodarstwo.

Czwartego dnia, gdy nie dostała odpowiedzi, weszła do mieszkania Edka. I akurat trafiła na Wandę, dawną teściową.

Po minie Edka zobaczyła, że nie dostanie już swoich pieniędzy, więc natychmiast zaczęła mówić wszystko Wandzie.

Co ona wygaduje! Wymyśla coś! zaprotestował wdowiec.

Już na pogrzebie coś słyszałam, nie wierzyłam spojrzała Wanda przenikliwie ale teraz wszystko jasne. I tobie też powinno być jasne, zięciu! Chyba nie zapomniałeś, że mieszkanie jest na mnie?

Edek zamilkł.

I żebym cię tu za tydzień nie widziała. A nie, za trzy dni.

Wanda już zmierzała do wyjścia, ale zatrzymała się przy Aldonie.

A ty, dziewucho, na co czekasz? Nagrody chcesz? Won!

Aldona wybiegła jak oparzona. O pieniądzach mogła zapomnieć. Zostawał jej tylko powrót na targ tam roboty zawsze się znajdzieChciała wybuchnąć płaczem, ale łzy już dawno jej się skończyły. Z zakupową torbą i walizką szła bez celu wzdłuż bloków, przystając co kilka kroków, jakby coś zostawiła za sobą na zawsze. Czuła się oszukana, zdradzona, upokorzona ale może najbardziej rozczarowana własną naiwnością.

Wytrzepała z torby starą, pogniecioną karteczkę z numerem telefonu Żanety. Uśmiechnęła się smutno i zadzwoniła.

A widzisz, mówiłam ci usłyszała głos przyjaciółki. Aldona czekała na wyrzut, ale zamiast tego padły zaskakująco łagodne słowa: Chodź do mnie. Zapakuj ten cały swój majdan i wracaj.

Gdy dotarła do Żanety, długo siedziały w kuchni, pijąc herbatę z malinowym sokiem. Tym razem nie było żadnych a nie mówiłam, nie było pouczania ani śmiechu. Tylko ciepło i cisza.

Aldona popatrzyła przez okno na ruchliwe ulice miasta. W głowie przewinęły się sceny z ostatnich lat: rozbita rodzina, matczyne wyrzuty, chłód obcego miasta, gorączkowa pogoń za lepszym życiem, miłość, która była tylko złudzeniem. Chwilę żałowała każdego kroku ale tylko chwilę.

Zgasiła papirosa, spojrzała na Żanetę i uśmiechnęła się pierwszy raz od kilku tygodni.

Wiesz co? Od jutra zaczynam szukać nowej roboty. Bez żadnych opiek, opiekunów ani romansów. Mam już dość bycia czyimś dodatkiem.

Dobrze mówisz, Aldona. Prawdziwa opiekunka nie zapomina najpierw zadbać o siebie powiedziała cicho Żaneta.

Wtedy po raz pierwszy Aldona poczuła, że być może wszystko jeszcze przed nią.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 4 =

Opiekunka dla żony — Słucham? — Lida była pewna, że się przesłyszała. — Gdzie mam się wyprowadzić? …