Ona się nie pomyliła

Ola kończyła właśnie sprzątanie, gdy nagle zadzwonił domofon. Szybko umyła ręce i podeszła do drzwi. Na progu stała jej teściowa, Halina Zbigniewowna. Uśmiechnęła się do synowej raczej z przekąsem tak przynajmniej wydawało się Oli i bez ceregieli weszła do środka.

Dzień dobry, a co to za niespodzianka? ocknęła się w końcu Aleksandra.

Przyszłam po prostu z wizytą Halina nawet się nie przywitała.

Ale ja właśnie mam teraz dużo na głowie! Czemu pani nie uprzedziła? Co to za zwyczaj wpadać bez zapowiedzi, jak śnieg w kwietniu…

Halina Zbigniewowna prychnęła:

A ja co, mam ciebie pytać o pozwolenie, żeby wejść do swojego mieszkania? Tak?

Ola poczuła rumieniec na twarzy przypomniała sobie, że w tym mieszkaniu żyją tak naprawdę dzięki łasce teściowej. Halina Zbigniewowna łaskawie zgodziła się przyjąć tu syna i synową na określonych warunkach i czasem lubiła straszyć ich wyrzuceniem.

Tak się złożyło, że Tomek, mąż Oli, wpakował się niedawno w niemałe długi i oni oboje harowali po godzinach, by wszystko spłacić. Na wynajem nie mieli pieniędzy, więc Halina Zbigniewowna, mając dwa mieszkania w jednym mieszkała sama, a drugie zwykle wynajmowała użyczyła im tego drugiego za darmo. Musieli jedynie płacić rachunki za media.

Jak wam się wiedzie? teściowa weszła do kuchni, wyjęła sobie kubek z szafki, jakby była u siebie.

Jakoś leci mruknęła Ola, skończyła sprzątanie i przeszła do pokoju, gdzie usiadła teściowa.

Halina zmierzyła Olę krytycznym wzrokiem. Nie podobało jej się, że synowa dziś była jakaś blada. Teściowej specjalnie na Olce nie zależało, ale tolerowała ją ze względu na wybór syna choć czasami, jawnie i po cichu, kpiła sobie z dziewczyny.

Wszystko w porządku? Coś blada jesteś, Olu!

Nic mi nie jest, serio znowu mruknęła Aleksandra.

No ile razy można powtarzać nic mi nie jest? Masz w ogóle inne słowa w słowniku?

Ola wzruszyła ramionami. Faktycznie źle się czuła, ale do teściowej nie miała zamiaru się przyznawać.

Co będziesz dzisiaj robić? Halina nie odpuszczała.

Nie wiem jeszcze. Może pójdę do sklepu, muszę parę drobiazgów kupić. Potem muszę trochę popracować.

Teściowa kiwnęła głową. Wiedziała, że Ola jest księgową zdalnie. Rozmowa umarła, co wyraźnie już teściową nudziło.

A może pójdę z tobą do sklepu? Samochodem cię podwiozę, nie będziesz targać toreb. I tak nie mam nic do roboty.

Ola miała ochotę odmówić, bo zakupy z Haliną zawsze kończyły się dogadywaniem, ale wyobraziła sobie spacer z torbami przez pół miasta i jednak zgodziła się skinieniem głowy.

W sumie, nie głupie.

To się szykuj! Przestań tu marudzić!

Aleksandra szybko się ubrała, ale Halina nie mogła się powstrzymać:

No patrz, już się doczekałam, aż się wyszykowałaś, nasza zapominalska.

Ola nic nie odpowiedziała, wiedząc, że teściowa znowu się z niej śmieje. Od rana miała mdłości i nie chciała się wdawać w awanturę.

No dobra, to gdzie jedziemy?

Ola wymieniła dwa sklepy i Halina od razu ruszyła samochodem. W sumie nie potrzebowała niczego wielkiego, ale jeszcze mniej chciało jej się wracać do samotnego mieszkania, gdzie nikt na nią nie czekał. Męża nie miała już dawno, a Tomka i Olę przygarnęła, nie spodziewając się nawet, ile radości jej to daje. Ale ukrywała swoje uczucia najlepiej, jak potrafiła.

Ola, czemu bierzesz tego szajsu? Halina zerkała na tanie produkty, które Ola wybierała.

Tego na razie możemy sobie pozwolić. Przecież wie pani, że jesteśmy w długach.

Halina wzruszyła ramionami, w sumie nawet nie kojarzyła, a na pewno nie przejmowała się tym za bardzo.

Może wyskoczymy do kawiarni? Ja stawiam.

Odwróciła się do synowej i wtedy zdążyła ją złapać Ola zaczęła tracić przytomność, ledwie ustała na nogach. Miały akurat pod ręką samochód, więc Halina szybko posadziła Olę na siedzeniu.

Co się dzieje? Ola! Ocknij się… O Jezu…

Halina poklepała ją po policzkach, ochlapała twarz wodą z butelki i Ola powoli wracała do siebie.

Ola, wszystko dobrze? Co się stało?

Dziewczyna lekko odsunęła się od niej, przetarła policzki i odpowiedziała:

Nic takiego, chyba się zmęczyłam, może się zestresowałam…

Halina pokręciła głową. Już się domyślała, o co chodzi, ale jeszcze nie chciała się wygadać.

Dobra, wracamy do domu.

Ale ja jeszcze muszę do innego sklepu… próbowała zaprotestować Ola.

Nawet jej nie posłuchała. Szybko zawiozła Olę do domu. Dziewczyna już doszła do siebie, więc mogły wejść na górę. Torby z zakupami teściowa zabrała sama, chociaż Ola chciała pomóc.

Idź, zostaw mi to, nie przeszkadzaj tylko, burknęła Halina.

W domu Aleksandra poczuła się trochę lepiej i ochoczo zabrała się do rozpakowywania toreb, kończyła gotować obiad, bo zaraz musiała pracować.

Ola, często ci się to zdarza?

Co? A, to w sklepie? Zdarza się czasem.

Halina wymownie pokiwała głową i usiadła przy stole.

Ja tak miałam, jak byłam w ciąży z Tomkiem. Mdłości, zemdlenia.

Daj spokój! Nie jestem w ciąży! Aleksandra aż się zarumieniła. My teraz z Tomkiem nie możemy mieć dzieci. Musimy pracować, długi spłacić. Dziecko to przecież kolejne wydatki.

Twarz Haliny spoważniała:

Dziecko to nie tylko wydatki, to dar od losu.

No proszę, nie chcemy teraz takich darów wymamrotała Ola. Teraz naprawdę nie czas na to.

Ale jak już jest, to się nic na to nie poradzi.

Aleksandra zirytowała się i odpowiedziała ostro:

Pani Halino, nie jestem w ciąży! Proszę nie dopowiadać sobie!

Nie krzycz na mnie! Jak tak się martwisz, to zrób test, zamiast na mnie krzyczeć!

Po co pani przyszła? Żeby mi zrobić wykład?

Ola, przecież cię do sklepu zawiozłam, pomogłam, jak ci słabo było. Nie podnoś na mnie głosu! Lepiej pogadaj z Tomkiem, co dalej.

Dalej pracować mruknęła Ola.

Halina westchnęła ciężko. Wiedziała, że odpowiedzi Aleksandry nie były do niej podobne. Zaczęła podejrzewać, że te humory i samopoczucie związane są z hormonami, więc coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Ola jest jednak w ciąży. Nie chciała się jednak już sprzeczać, wyobrażając sobie już, jak opiekuje się wnukiem.

A czemu się tak uśmiechasz?

Jakbyś chciała dać imię chłopcu? A dziewczynce?

Ola aż zaniemówiła na takie pytanie, a potem się wkurzyła.

Nie jestem w ciąży! Nie czas na to! Przestańcie z tymi głupotami! Jak się pani nudzi, to proszę iść do domu. Naprawdę.

Już idę Halina się uśmiechnęła. Ale pamiętaj, Oliwko, z wnukami chętnie pomogę, jakby co.

Ola nie odpowiedziała, tylko prychnęła i skrzywiła się.

Gdy teściowa wyszła z mieszkania, Ola zajrzała do apteczki. Nie chciała być w ciąży, ale wiedziała, że wszystko się może zdarzyć. Po prostu nie chciała oddać racji teściowej. No i bała się samej sytuacji, bólu, odpowiedzialności. W ogóle nie widziała siebie jako matki i bała się, że nie da rady.

Wyciągnęła z apteczki test ciążowy, kupiony jeszcze kilka miesięcy temu, na wszelki wypadek. Teraz w końcu się przydał.

Ola z niecierpliwością czekała na wynik, a gdy zobaczyła te dwie wyraźne kreski, wszystko i obowiązki, i praca przestały się liczyć. Wiedziała, że powinno napisać raport, ale ważniejsza była teraz ta mała iskierka w niej.

Wieczorem, niemal jeszcze w kurtce, podała mężowi test.

Co to? Tomek spojrzał zdziwiony.

To Jestem w ciąży szepnęła Ola.

Oboje byli zaskoczeni. Chłopak nieporadnie się uśmiechnął.

Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?

Tak! nerwowo przytaknęła Ola. Co teraz zrobimy?

Tomek przez chwilę się zastanowił, po czym pogłaskał ją po brzuchu.

Zaczniemy wymyślać imię!

A co z pracą, z długami?

Ola, to się rozwiąże! Mama mi pomoże przy dziecku. Ona uwielbia dzieci!

Tomek przyjął nową sytuację z zaskakującym spokojem, posadził Olę na kanapie. A ona nagle się rozpłakała.

Tomku, boję się. Mówią, że poród boli! Jak ja będę trzymać malucha? Przecież go upuszczę albo źle złapię!

Spokojnie przytulił ją czule. Będę cały czas obok. Damy radę razem.

Ola stopniowo uspokoiła się w jego ramionach, a potem zadzwoniła do Haliny, żeby w końcu sama przekazać jej dobrą nowinę. Czuła, że teściowa naprawdę się z tego ucieszy. I nie myliła sięPo drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, potem Halina niemal się wykaszlała z emocji.

No widzisz, jednak miałam rację! wykrzyknęła z nieskrywanym triumfem, ale zaraz jej głos zmiękł. Nie martw się, Olu, wszystko się poukłada. Jak będzie trzeba, nauczę cię nawet przewijać pampersa po ciemku.

Aleksandra wybuchnęła śmiechem przez łzy i poczuła tak niespodziewaną lekkość, jakby ten cały ciężar długi, niepewność, strach przed przyszłością na chwilę zniknął. Przez uchylone okno wpadało wiosenne powietrze i gdzieś daleko słychać było śmiech dzieci na podwórku.

Tego wieczoru Ola pierwszy raz od dawna poczuła, że jej świat zmierza ku lepszemu. W trójkę ona, Tomek i Halina planowali już nazajutrz tajemniczą wyprawę po pierwsze bodziaki, w najniższej promocji miasta.

A Ola patrzyła na Tomka i wiedziała, że może nie wszystko mają, ale mają siebie, i to właśnie wystarczy, by życie napisało dla nich nowy, ciepły rozdział. Nad rodzinnym stołem, po raz pierwszy od dawna, rozlało się ciche szczęście niepozorne, ale prawdziwe, jak cień uśmiechu w kącie ust Haliny i iskra w oczach Tomka.

I Ola, jeszcze niedawno pełna lęku, teraz mogła zamknąć oczy i uwierzyć, że już za chwilę, w tym zwyczajnym mieszkaniu na kredyt, wydarzy się ich własny mały cud.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − czternaście =

Ona się nie pomyliła