Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Zuzanna właśnie kończyła sprzątanie, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko umyła ręce i pobiegła otworzyć. Na progu stała jej teściowa, Genowefa Włodarczyk. Uśmiechnęła się do Zuzanny, lecz dziewczynie wydało się, że było w tym coś złośliwego, i weszła do mieszkania.

Dzień dobry, cóż za niespodzianka? ocknęła się Zuzanna.

Wpadłam tylko na chwilę odparła kobieta, nawet nie zadając sobie trudu, by się przywitać.

Ale ja jestem teraz zajęta! Dlaczego pani nie uprzedziła? Przecież tak się nie wypada zjawiać bez zapowiedzi.

Genowefa Włodarczyk lekko się uśmiechnęła:

Muszę pytać cię o pozwolenie, żeby przyjść do własnego mieszkania? Tak?

Zuzanna poczuła rumieniec wstydu. Wiedziała, że mieszkają tu z mężem tylko tymczasowo. Genowefa przygarnęła do siebie syna z żoną pod pewnymi warunkami i czasem groziła, że ich wyrzuci.

Sytuacja wyglądała tak, że Marek wpadł w poważne długi, i teraz razem z Zuzanną robili wszystko, by je spłacić. Na wynajem mieszkania nie starczało, więc teściowa ulitowała się nad synem. Miała dwa mieszkania w jednym żyła sama, drugie wynajmowała. Dla Marka i Zuzanny zrobiła wyjątek mogli mieszkać za darmo, póki spłacają zadłużenie, płacili tylko rachunki.

Jak się macie? teściowa weszła do kuchni, po gospodarsku wyciągając z szafki filiżankę.

W porządku mruknęła Zuzanna, kończąc sprzątanie. Przeszła do salonu, gdzie usiadła Genowefa.

Kobieta zmierzyła ją surowym wzrokiem, nie podobało jej się, że Zuzanna wygląda dziś na bladą i zmęczoną. Nigdy szczególnie nie lubiła synowej, ale akceptowała wybór syna, choć często lubiła sobie z niej pożartować, czasem nawet złośliwie.

Na pewno wszystko dobrze? Nie podoba mi się twój wygląd.

Wszystko w porządku powtórzyła Zuzanna.

Nic tylko w porządku, w porządku… Znasz inne słowa?

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Naprawdę źle się czuła, ale nie zamierzała przyznać się teściowej.

Jakie masz plany na dzisiaj? nie dawała za wygraną Genowefa.

Jeszcze nie wiem, może pójdę do sklepu, muszę zrobić drobne zakupy. Potem zabiorę się do pracy.

Teściowa kiwnęła głową. Wiedziała, że Zuzanna pracuje jako księgowa zdalnie. Temat na chwilę przycichł i Genowefa wyraźnie zaczęła się nudzić.

Może pójdę z tobą? Mam samochód, mogę cię podwieźć. I tak nie mam co robić.

Zuzanna najpierw chciała odmówić, bo zakupy z teściową zwykle kończyły się komentarzami i docinkami, ale potem pomyślała o ciężkich torbach po drodze do domu i skinęła głową.

To niegłupi pomysł.

No to co, zbieraj się! Niech ci już ta smutna mina przejdzie!

Zuzanna szybko się ubrała, ale Genowefa nie mogła się powstrzymać:

No, zdążyłabym się wyspać w czasie, jak się szykowałaś, nasza powolniaczko.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała, wiedząc, że teściowa lubi się z niej podśmiewać. Od rana czuła się słabo i nie miała siły na kłótnie.

To co, gdzie jedziemy?

Zuzanna podała adres dwóch osiedlowych sklepów i teściowa wyjechała na drogę. W istocie nie musiała nic kupować, ale jeszcze mniej miała ochotę wracać do pustego mieszkania, gdzie nic ani nikt na nią nie czekał. Mąż zmarł dawno temu, a Marek i Zuzanna pomagali jej choć nieświadomie nie czuć się samotną. Umiała doskonale maskować swoje uczucia i przywiązanie.

Słuchaj, Zuza, po co to bierzesz? Genowefa spojrzała z niesmakiem na tanie produkty w koszyku synowej.

Stać nas teraz tylko na to odpowiedziała z godnością Zuzanna. Przecież wie pani, jak z tymi naszymi długami.

Genowefa wzruszyła ramionami. Właściwie nie pamiętała już o tym albo raczej nie przywiązywała do tego większego znaczenia.

Może pójdziemy do kawiarni? Zapraszam!

Odwróciła się do Zuzanny, która nagle zaczęła słabnąć. Gdyby nie to, że właśnie byli przy samochodzie, upadłaby na chodnik. Teściowa błyskawicznie posadziła ją na siedzeniu.

Co ci jest? Zuzanno, ocknij się… Na Boga…

Genowefa poklepała dziewczynę po policzkach, ochlapała wodą i Zuzanna powoli dochodziła do siebie.

Już dobrze wymamrotała Zuzanna, odpierając troskę kobiety. Po prostu się przemęczyłam, wszystko w porządku.

Genowefa pokręciła głową. Zaczęła się domyślać, w czym rzecz, ale na razie zatrzymała to dla siebie.

Wracamy do domu!

Muszę jeszcze do innego sklepu próbowała zaprotestować Zuzanna.

Ale Genowefa nawet nie chciała jej słuchać. Szybko ruszyła do domu, a tam sama wzięła się za noszenie zakupów, nie pozwalając dziewczynie pomóc.

Idź spokojnie, nie przeszkadzaj mi mruknęła pod nosem.

W mieszkaniu Zuzanna poczuła się lepiej i, chcąc nie myśleć, rzuciła się w wir domowych zajęć trzeba było rozpakować zakupy, dokończyć obiad i przygotować się do pracy.

Zuzanno, często masz takie przypadłości?

Co? A, to w sklepie? Czasem się zdarza, nic wielkiego.

Genowefa wymownie cmoknęła i usiadła przy stole.

Ja tak miałam, gdy byłam w ciąży z Markiem. Mdłości, słabość, nawet omdlenia.

Co pani mówi… Ja w ciąży nie jestem! Zuzanna aż się zaczerwieniła. Teraz nie możemy mieć dzieci! Musimy pracować, spłacić długi. Dziecko to przecież kolejne wydatki.

Genowefa niespodziewanie spoważniała:

Dziecko to nie tylko wydatki, to prawdziwy dar.

Nie, dziękuję za taki dar burknęła Zuzanna. Naprawdę nie czas na to.

Ale jeśli już jest, to i tak nic nie poradzisz.

Zuzanna nerwowo odetchnęła i ostro odpowiedziała:

Proszę nie wymyślać! Na sto procent nie jestem w ciąży!

Nie krzycz na mnie! Zamiast się wydzierać, zrób test i będziesz wiedzieć. Albo zamiast się wyżywać na mnie, porozmawiaj z Markiem.

Po co pani przyszła? Tylko żeby mi suszyć głowę?

Zuzanno, przecież ci pomagam do sklepu cię zawiozłam, obładowana byłaś, źle się poczułaś, więc nie narzekaj! Lepiej zastanów się z Markiem, co dalej.

A co możemy? Pracować dalej odmruknęła dziewczyna.

Kobieta ciężko westchnęła. Zwykle spokojna Zuzanna teraz była dziwnie opryskliwa, co tylko utwierdziło Genowefę w przypuszczeniu, że odpowiedzialne są hormony, więc najpewniej jej synowa jednak jest w ciąży. Nie wdawała się już jednak w spory w głowie już układały się obrazy szczęśliwego czas z wnuczkiem.

Czemu pani się tak uśmiecha?

Jakbyś chciała nazwać chłopca? A dziewczynkę?

Zuzannę aż zamurowało, a potem się rozsierdziła.

Nie jestem w ciąży! Nawet nie chcę tego słyszeć! Lepiej już pani wróci do siebie, jeśli nie ma nic lepszego do roboty.

Pójdę uśmiechnęła się Genowefa ale pamiętaj, Zuza, z wnukami zawsze pomogę, jeśli trzeba.

Dziewczyna tylko parsknęła i zrobiła kwaśną minę.

Gdy tylko teściowa zamknęła za sobą drzwi, Zuzanna podeszła do apteczki. Nie chciała dziecka, ale wiedziała, że nie wszystko w życiu można przewidzieć. Poza tym… po prostu nie chciała dać Genowefie satysfakcji. Ale prawda była taka, że się bała.

Bała się porodu, bólu, odpowiedzialności, i tego, że nie odnajdzie się w roli matki. Wyjęła test ciążowy, który dawno temu kupiła „na wszelki wypadek”. Teraz wreszcie się przydał.

Drżącymi rękami odczekała kilka minut i spojrzała na wynik. Wyraźnie zarysowały się dwie kreski. Praca zeszła na dalszy plan Zuzanna wiedziała, że odtąd wszystko się zmieni.

Wieczorem, z duszą na ramieniu, wręczyła Markowi test.

Co to jest? spojrzał zdziwiony.

Jestem w ciąży… wyszeptała.

Nie byli na to gotowi, ale Marek uśmiechnął się niepewnie:

Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?

Tak! kiwnęła głową. Co teraz?

Marek zamyślił się na moment, po czym pogładził ją po brzuchu.

Zaczniemy szukać imienia dla maluszka!

A co z pracą? Długami?

Poradzimy sobie! Mama zawsze chętnie nam pomoże. Lubi dzieci!

Marek zaczął rozumieć nowe obowiązki, posadził Zuzannę na kanapie, a ona rozpłakała się nagle ze strachu:

Marku, boję się… Mówią, że poród to ból! Jak ja będę trzymać takie maleństwo? Co, jeśli upuszczę?

Spokojnie… objął ją delikatnie Jestem z tobą. Damy radę razem.

Zuzanna powoli uspokoiła się w jego ramionach. Potem sama zadzwoniła do teściowej, by przekazać szczęśliwą wiadomość. Wiedziała, że Genowefa się ucieszy. I nie pomyliła się…

Czasami w życiu nie wszystko układa się według planu, ale to, co napawało nas lękiem, może stać się najpiękniejszym darem. Czasem wystarczy zaufać losowi i własnej sile, bo nawet trudne początki niosą ogromne szczęście.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − siedem =

Ona się nie pomyliła