Ona przecież tylko manipuluje moim mężem! wykrzyknęła z oburzeniem Bogumiła.
Uważnie patrzyła na telefon, czując, jak znajome rozdrażnienie znowu narasta i rozlewa się po jej wnętrzu.
Paweł dzwonił już trzeci raz tego wieczoru.
Bogusiu, no wybacz mi, proszę jego głos był zmęczony, przepełniony winą aż bolało od słuchania. Wiem, mieliśmy iść do teatru, no ale Anka dzwoniła, mówi, że Michaś ma czterdzieści stopni gorączki. Sama sobie nie poradzi. Rozumiesz, prawda?
Bogumiła rozumiała.
Aż za dobrze rozumiała.
Pawle, przecież mamy już bilety odpowiedziała spokojnym głosem, choć wszystko w niej krzyczało. Czekaliśmy na ten spektakl półtora miesiąca!
Wiem, kochanie. Wszystko ci wynagrodzę, obiecuję. Ale to dziecko, nie mogę go teraz tak zostawić.
Rozłączywszy się, Bogumiła od razu zadzwoniła do przyjaciółki.
Lena, czy ty rozumiesz?! chodziła po pokoju wymachując rękoma. Znowu to samo! Trzeci raz w tym miesiącu! Raz Michaś chory, innym razem jej samochód padł, potem znowu coś!
Ale Bogusia, może rzeczywiście Michaś jest chory? ostrożnie zasugerowała Lena.
Wiem! Bogumiła opadła na kanapę. Oczywiście, że choruje. Dzieci często chorują, to normalne. Ale czy normalne jest, że była zawsze dzwoni do niego, nigdy do kogoś innego? Nie ma własnych rodziców, przyjaciółek?
No, wiesz
Nie żadnych no! zerwała się. Ona nim manipuluje! Paweł zawsze był dobry, nie widzi tego! Ona świetnie wie, że rzuci wszystko i do niej pojedzie. I z tego korzysta!
Po drugiej stronie Lena westchnęła bezradnie.
A jesteś pewna, że to wina Anki?
A czyja by inna?! Bogumiła nagle zamilkła.
Ja nie wiem. Po prostu zastanów się jeśli kobieta zawsze dzwoni do byłego męża, a on za każdym razem rzuca wszystko i jedzie to kto kogo tu wykorzystuje?
Bogumiła otworzyła usta. Zamknęła je. I poczuła dziwny, nieprzyjemny ucisk w środku.
Lena, nie gadaj bzdur odpaliła ostrym tonem. Paweł jest tylko odpowiedzialnym ojcem. Dziecka przecież nie zostawi.
Dobrze, dobrze zgodziła się szybko Lena. Tak tylko mówię
Ale to tak tylko mówię wbiło się w Bogumiłę jak kolec. Mały, kłujący. I nie chciał wyjść.
Paweł wrócił późno. Zmęczony, roztrzepany, z winą w oczach.
Wybacz mi, głupi jestem objął ją od tyłu, wtulając nos w jej szyję. Kupię nowe bilety. Lepsze. Obiecuję.
Przez chwilę milczała. Wpatrywała się przez okno i liczyła ile już razy słyszała to obietnice? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia?
I zawsze padały te same słowa: Ty przecież rozumiesz.
Tak, rozumiem, myślała Bogumiła. Tylko właściwie co ja tak naprawdę rozumiem?
A potem zaczęły się mnożyć drobiazgi.
Na początku prawie niedostrzegalnie, jak kurz na półkach na oko niewidoczny, a jak się przejedzie palcem od razu mamy szary ślad.
Kiedyś Paweł zostawiał telefon byle gdzie: na stole, na kanapie, w łazience. Teraz nosił go wszędzie; nawet po wodę do kuchni zabierał go ze sobą.
Pawle, czemu zawsze nosisz ze sobą telefon? spytała kiedyś wieczorem, starając się zabrzmieć lekko.
Co? drgnął. A, tak jakoś. W pracy się przyzwyczaiłem, tam ciągle dzwonią.
No dobrze.
Kiedyś, chcąc wpisać do jego kalendarza wspólne wyjście do teatru (na ten spektakl, na który nie poszli), przypadkiem zauważyła jego plan dnia: Odebrać Michasia z przedszkola 16:00, Zawieźć Ani dokumenty samochodu, Zadzwonić do A. w sprawie szczepienia.
A. to Anka.
Pawle spytała spokojnie przy kolacji, zbyt długo mieszając łyżeczką w herbacie a wiesz kiedy mam obronę pracy magisterskiej?
Spojrzał znad talerza.
Obrona? Yyy, chyba w maju?
W marcu. Za dwa tygodnie.
Aaaa, no tak. Przepraszam, głowa dziurawa.
Głowa dziurawa. Ale harmonogram Ani znał co do minuty.
A potem były jeszcze pieniądze.
Bogumiła przypadkiem natknęła się na wyciąg bankowy Paweł zostawił go na stole. Trzy przelewy po dwa tysiące złotych. Odbiorca A. Zielińska.
Pawle zawołała, trzymając kartkę co to?
Nawet się nie speszył, tylko westchnął.
Pomagam Ani. Jej matka zachorowała, trzeba było na leki. Potem Michaś potrzebował na zajęcia. Wiesz przecież, jest sama z dzieckiem.
Sześć tysięcy złotych przez trzy miesiące, Pawle.
I co z tego? To mój syn! Mam mu żałować?
Położyła wyciąg na stole.
Nie, jasne. Po prostu dziwne, że o tym nie wspomniałeś.
Nie zapomniałem! Po prostu wiedziałem, że znów zaczniesz
To zaczniesz zabrzmiało jakby była czepialską, zaborczą histeryczką.
I wtedy był ten rysunek w samochodzie.
Wsiadła na miejsce pasażera i zauważyła kolorową kartkę z tyłu. Namalowany dom. Kwiaty. Słońce. I trzy osoby. Tata. Mama. Michaś.
Bez niej.
Bogumiła wzięła rysunek. Obejrzała. Na odwrocie dziecięcym pismem: Dla Taty od Michała. Nasza rodzina.
Pawle szepnęła.
Co? odwrócił głowę od kierownicy.
Skąd to masz?
Rzucił okiem.
Michaś rysował. Zdolny chłopak. Ładna, co?
Bogumiła patrzyła to na rysunek, to na Pawła.
Widzę, że napisał: nasza rodzina.
No, dla niego tak to wygląda tłumaczył. Dziecko przecież. Dla niego rodzina to ja, Anka i on. Tak widzi świat. Psychologia dzieciaka.
Odłożyła rysunek, usiadła prosto i całą drogę milczała.
A potem Anka zaczęła przychodzić osobiście.
Najpierw raz po rzeczy Michała, które u Pawła zostały. Potem znowu żeby omówić wakacje. Potem, bez powodu byłam w pobliżu, wpadłam.
Anka była uprzejma, spokojna, uśmiechnięta.
Cześć Bogusiu! mówiła, jakby były koleżankami. Nie przeszkadzam? Paweł jest w domu?
Po każdej takiej wizycie Paweł stawał się nieobecny, zamyślony, wszystko robił automatycznie.
Coś się stało? pytała Bogumiła.
Zmęczony jestem.
Powoli zaczęła się czuć jak piąte koło u wozu. Nadprogramowy balast.
Pewnego razu przypadkiem usłyszała rozmowę telefoniczną.
Paweł był w łazience myślał, że drzwi zamknięte, ale zostawił szczelinę. Usłyszała:
Aniu, nie płacz Wiesz, że zawsze ci pomogę Przecież jestem obok. Za każdym razem.
Głos łagodny, ciepły, bardzo intymny.
Odsunęła się od drzwi, usiadła na kanapie. I w końcu zrozumiała.
Nikt nim nie manipuluje. To on na to pozwala.
Bo tak mu wygodnie.
Trzy dni Bogumiła milczała, niczego nie wypominała. Po prostu obserwowała. Patrzyła na niego jak naukowiec na rzadkiego owada pod mikroskopem spokojnie, z dystansem.
Dostrzegała coraz więcej.
Paweł znał grafik Ani lepiej niż jej własny: kiedy Michaś ma przedszkole, zajęcia, kiedy Anka idzie do lekarza. Wszystko miał w swoim kalendarzu. O jej obronie zapomniał.
Do kogoś wciąż pisał, telefon wibrował niemal bez przerwy. Odpowiadał szybko, prawie ukradkiem; jego twarz miękła, łagodniała, nabierała poczucia winy jakby robił coś zakazanego.
Wieczorem, gdy brał prysznic, zadzwonił telefon. Bogumiła zerknęła na ekran.
Anka.
Bezmyślnie odebrała.
Paweł? usłyszała cichy, zapłakany głos. Pawle, możesz przyjechać? Jest mi tak źle, nie mam do kogo zadzwonić
Milczała.
Paweł? Słyszysz? Nie daję już rady sama. Proszę zawsze byłeś przy mnie.
Bogumiła rozłączyła się. Odłożyła telefon. Usiadła na kanapie. I nagle parsknęła dziwnym śmiechem.
Boże, jaka ja byłam głupia. Taka naiwna i ślepa.
Paweł wyszedł z łazienki, jeszcze w ręczniku, z kropelkami wody na włosach.
Dzwoniła Anka powiedziała spokojnym tonem.
Zamarł.
Odebrałaś?!
Tak. Wstała. Spojrzała mu w oczy. Anka płakała. Mówiła, że jej źle. Że zawsze byliście razem.
Zbiło go z tropu, szukał słów, gubił się widziała to w jego oczach.
Wiesz Anka ciężko przechodzi ten czas. Nikogo poza mną nie ma. Nie mogę zostawić jej samej!
Zostawić? Bogumiła parsknęła. Paweł, rozwiedliście się cztery lata temu. Nie jest już twoją żoną. Jest byłą. Już ją zostawiłeś. Dawno temu.
Ale mamy wspólnego syna!
To znaczy co? zrobiła krok w jego stronę. Masz jechać zawsze, gdy zadzwoni i powie Michaś? Wysyłać jej pieniądze, nie mówiąc mi nic? Znać na pamięć jej plan tygodnia?
Przesadzasz!
Ja?
Poczuła, jak coś w niej pęka. Sięgnęła po torebkę. Rzuciła do niej najważniejsze rzeczy.
Paweł, długo wmawiałam sobie, że winna jest ona. Że Anka tobą manipuluje. Że wykorzystuje dziecko, że nie może cię puścić.
Odwróciła się.
Ale prawda jest taka, że to nie przez nią. To przez ciebie. Pozwalasz jej na wszystko. I co więcej sam tego chcesz, bo ci wygodnie. Masz dwie rodziny. Byłą, która potrzebuje, i mnie, która wszystko znosi. I nie wybierasz. Bo tak ci łatwiej.
Bogusia, nie odchodź.
Ja nie odchodzę powiedziała spokojnie ja wychodzę. Z tego trójkąta, gdzie zawsze jestem na ostatnim miejscu. Nie walczę z twoją byłą żoną. Po prostu rezygnuję z gry.
Stał na środku pokoju zmoknięty, zmieszany, żałosny.
Zaczekaj. Może pogadamy spokojnie?
Nie ma o czym mówić. Zarzuciła kurtkę. Ty wybrałeś już dawno. Tylko ja byłam zbyt ślepa, by to zobaczyć. Teraz widzę. Do bólu wyraźnie.
Otworzyła drzwi.
Żegnaj, Pawle. Przekaż Ani, że od teraz może dzwonić do ciebie o każdej porze.
Drzwi zamknęły się cicho.
Miesiąc później Bogumiła siedziała z Leną w kawiarni.
No i jak się czujesz? zapytała przyjaciółka cicho.
Dobrze. Uśmiechnęła się. Naprawdę dobrze.
To była prawda. Pierwszy tydzień był ciężki ścisk w piersi, chciała zadzwonić, napisać, wrócić Ale się trzymała. Wynajęła małą kawalerkę, złapała dodatkową pracę, obroniła dyplom.
Paweł dzwonił. Wysyłał długie, poplątane wiadomości przepraszał, wyjaśniał się, prosił.
Bogusiu, wybacz mi. Byłaś ze mnie lepsza niż zasłużyłem. Zaczniemy jeszcze raz?
Nie odpowiadała. Wiedziała, że zaczynanie od nowa nie ma sensu. Bo problem nie tkwił w Ance. Problem miał na imię Paweł. I póki on tego sam nie zrozumie nic się nie zmieni.
A Paweł? dopytywała Lena.
Kto? mrugnęła Bogumiła.
No, Paweł, kto inny
Nie mam pojęcia. Nie rozmawiamy.
Lena milczała chwilę.
Żałujesz?
Bogumiła zamyśliła się. Czy żałuje? Nie. Dziwne, ale nie. Czuła coś innego: ulgę. Jakby zrzuciła z siebie ciężki plecak niesiony przez wiele miesięcy.
Wybrałam dla siebie. Dopiła kawę. I dla niego.
Lena uśmiechnęła się szczerze.
Jesteś silna.
E tam machnęła ręką Bogumiła. Po prostu dojrzałam.
Paweł został sam.
Anka, co ciekawe, szybko przestała dzwonić. Bez Bogumiły jako widowni cała zabawa straciła sens. Gdy Paweł próbował wrócić do bliskości spotkał się z chłodem.
To ty ją wtedy wybrałeś skwitowała spokojnie Anka. Tak zostań przy swoim wyborze. Ja ułożyłam sobie życie. Twojej pomocy już nie potrzebuję.
Paweł jeszcze próbował odzyskać Bogumiłę. Czekał pod jej domem, jeździł pod pracę, pisał długie listy. Ale ona stwardniała.
Pawle, pozwól mi odejść powiedziała raz ostatni. I pozwól odejść sobie. Nie pasujemy do siebie. Ty chciałeś żyć podwójnym życiem. A ja chcę jedno. Prawdziwe.
Bogumiła szła przez wieczorne centrum Warszawy i myślała, jakie to wszystko dziwne. Tak długo bała się zostać sama. Tak panicznie trzymała się Pawła. A kiedy go straciła, zrozumiała, że tak naprawdę nic nie straciła.
Bo ktoś, kto nie umie zdecydować, niczego prawdziwego i tak nie da.
A ona zasługiwała na prawdę. I tylko na nią.
Jak myślisz czy Paweł powinien próbować wrócić do pierwszej żony, skoro z Bogusią się nie udało?



