ON ZNOWU UWIERZYŁ W CZŁOWIEKA

Znowu uwierzył człowiekowi

Kocur siedział przy kuchennym stole, naprzeciw nieznajomej kobiety, i słuchał, jak ona, patrząc prosto w jego oczy, szeptała:
A co mamy teraz zrobić? Mówiła, że nie powinna była mnie brać, że to był błąd…

Kot miał już trzy lata i doskonale odczytywał tonację ludzkiego głosu. Zrozumiał, że nie jest pożądany i że nie ma dla niej miejsca. Wiedział, że jego pani już nie żyje. Tego wieczoru leżał przy jej zmęczonych stopach i widział, jak jej dusza lekko uniosła się ku sufitowi, po czym odpłynęła przez otwarte okno.

W mieszkaniu, które kiedyś pachniało ciepłem i domem, pojawiły się obce rzeczy. Nie podobał się im zapach. Kocur unikał spojrzeń nowo przybyłych ludzi, a w miejscu, które było przytulne, nagle zapanował chłód.

Pewnego dnia po prostu zniknął z małego kamieniczki przy ulicy Floriańskiej. Właścicielka, teraz młoda dziewczyna o imieniu Zuzanna, weszła do kuchni, by podać mu jedzenie, i zobaczyła niedotknięty posiłek ze wczoraj.
Może tak będzie lepiej mruknęła z ulgą.

Kocur wymknął się, nie czekając, aż go wygnają lub wyrzucą jak niepotrzebny przedmiot. Przez uchylone drzwi, kiedy ludzie wciąż wnosili i wywozili rzeczy, wymknął się cicho. Szukał nieznanych dotąd szlaków, przeskakiwał przez ogrodzenia, przeciskał się przez uliczki, unikając miejsc, w których zapanował zimny oddech i obojętność.

Chłopcy rzucali w niego kamienie, dwa razy spadł z dachu, lecz wciąż kroczył naprzód, odrywając się od przeszłości. Zatrzymał się dopiero, gdy wyczerpał siły i zadrżał z głodu; żołądek warczał, przypominając, że nie jadł już trzy dni.

Spojrzał wzdłuż starego płotu. Za nim stał mały, drewniany domek, wydawał się pusty. Powietrze nie niosło zapachu jedzenia, lecz otaczało go ciepło i spokój. Przez szczelinę w płocie wślizgnął się cicho, a w oddali dostrzegł otwarte okno na poddaszu. Wszedł do środka.

Na poddaszu leżało siano, wypełnione zapachem myszy. W rogu znajdowała się zniszczona kołdra. Kocur położył się na niej i po raz pierwszy poczuł, że jest w domu, że jego łapki odpoczywają. Żołądek znów zadrżał, lecz zamknął oczy i zasnął.

Obudził go ludzki głos. Przez otwarte okno spojrzał w dół na podwórze, gdzie mała dziewczynka o imieniu Jagoda rozmawiała z kimś, wkładając coś do żelaznej miski. Natychmiast rozpoznał jedzenie w powietrzu unosił się smakowity aromat.

Kocur skupił się na posiłku, żołądek zdradliwie warczał. Cicho ześlizgnął się z poddasza i przykradł się do miski. Szybko podskoczył, chwycił największy kawałek, który wpadł w jego łapki, i uciekł wzdłuż podwórka, zanim ktoś go zauważył.

Zza domu wyłoniła się Jagoda, a za nią wybiegł rude szczeniak, po którym podążały dwa puchate labradory.
Chodźmy, kochana powiedziała łagodnie Jagoda przyniosłam ci coś małego do jedzenia, chodźmy.

Wtem kocur usłyszał głos swojej dawnej pani. W jej tonie brzmiało ciepło i miłość, które znał z domu.

Ojej! wykrzyknęła Jagoda, spoglądając na niego goście! Ty też jesteś głodny, kotku.

Kocur był tuż przy misce, nie miał siły uciec dalej. Spojrzał czujnie na dziewczynkę, a ona, nie zwracając na niego uwagi, karmiła szczenięta i szczeniaka. Kot dokończył skradziony kawałek i wrócił do miski.

Jagoda, widząc, że nie ucieka, położyła obok kilka kolejnych kawałków:
Jedz, powiedziała spokojnie, widzę, że jesteś bardzo głodny. Potem wzięła miskę i nalała trochę mleka.
Napij się, bo głód cię nie osłabi, dodała.

Kocur się uspokoił, zjadał wszystko, co mu położono, i wypił mleko. Potem wrócił na poddasze, położył się znów na kołdrze i zasnął, pewny, że w końcu jest w domu.

Lato minęło, a Jagoda codziennie przychodziła, by go karmić i dbać o żółtą suczkę Żabkę oraz jej szczenięta. Kot nabrał sił, wyzdrowiał i stał się częścią ich rodziny. Razem jedli z jednej miski, co go nie martwiło. Nauczył się łapać myszy na poddaszu i przy każdej wizycie Jagody przynosił jej w podziękowaniu jedną, jakby ofiarował mały łup.

Później nadeszła jesień. Noce stawały się chłodniejsze, a kot, nigdy nie widział śniegu, był zaskoczony, gdy rano zobaczył białe muchy. Był koniec października.

Tego wieczoru Jagoda nie przyszła; przyjechał wozek z dziadkiem, starym panem Janem. Kocur obserwował z wysokości poddasza nieznajomego człowieka. Jagoda weszła na podwórze i zaczęła rozkładać jedzenie, a z domu, gdzie mieszkała rodzina psów, wybiegła najpierw Żabka, a za nią dwa rosnące szczenięta.
O, proszę! zaśmiał się dziadek Jan tutaj cała rodzina.

Tak! rozbawiona Jagoda zaraz przyjdzie i kot, i spojrzała w górę, w stronę poddasza.

Kocur nie usłyszał w głosie dziadka żadnej groźby i zeszło na ziemię.
Chodź, nie bój się powiedziała Jagoda, gładząc go po grzbiecie.

Kocur uspokoił się i zjadł.

No dobrze, moi mili, jedziemy do domu rzekł Jan, podnosząc szczenięta i wkładając je do wozu.

Kotku, chodźmy, nie bój się, pojedziemy do dziadka w las, tam będzie nam ciepło dodała Jagoda.

Kocur spojrzał na nią uważnie. Ten głos, ten sposób mówienia przypominały mu dawną panią, która kiedyś podniosła go z ulicy, kiedy był jeszcze małym kiciakiem, i wniosła pod swój dach.

Jagoda delikatnie wzięła go na ręce, położyła w dużym koszu wyłożonym ciepłą szmatą i razem z wozem odjechali. Kot nie opierał oporu, zamknął oczy i po raz kolejny uwierzył człowiekowi. Zwierzęta, jak żadne inne stworzenia, wybaczają nam wszystko i kochają nas, mimo wszystko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

ON ZNOWU UWIERZYŁ W CZŁOWIEKA