ON BYŁ LEPSZY OD WIDZĄCYCH

15 września 2023
Drogi pamiętniku,

Dzisiaj telefon zadzwonił z niecodziennym brzmieniem. Głos w słuchawce był ciepły, a jednocześnie nieco błagający: Czy zgadzasz się, proszę? Odpowiedziałem z pewnym zaskoczeniem: W porządku, spróbujmy.

Miałem dwadzieścia lat, studiowałem historię na Uniwersytecie Warszawskim i szukałem dodatkowej pracy. W Gazecie Codziennej natknąłem się na ogłoszenie: Niewidomy wykładowca historii poszukuje pomocnika przy notatkach. Poczucie współczucia wobec nieznajomego sprawiło, że od razu zadzwoniłem.

Następnego dnia stałem przed drzwiami małego mieszkania przy ulicy Żurawiej w Krakowie. Niepewnie zapukałem, a drzwi otworzył człowiek o spokojnym głosie: Proszę wejść, panie. Jak mogę się do pana zwrócić?
Jestem Marek. A pan? nieco zawstydzony spytałem.
Dawid Bogdanowski odparł z lekkim uśmiechem.

Panie, potrzebuję pana pomocy, Panie Dawidzie. Te perfumy, które pan nosi, są nieziemsko kuszące. zaczęłam, choć nie byłam pewna, czy dobrze rozumiem jego ton. Prowadzę wykłady z historii, a chciałbym, abyś po zmierzchu odczytywał mi notatki, które będę potem sam zapamiętywał. Trzy razy w tygodniu. Czy się pan zgadza? dodał nieco zuchwale.

Wnętrze jego mieszkania było schludne, pozbawione zbędnych przedmiotów. Dawid miał nieco ponad czterdzieści lat, był zadbany, elegancki i niezwykle przyciągający uwagę.

Zaczynajmy, panie Dawidzie odrzekłem, nie mogąc się już doczekać pierwszych zadań.

Rok mijał wrzesień, luty, maj. Przyszły przerwy semestralne. Dawid zwolnił mnie do września przyszłego roku. Wykorzystałem ten czas, wyjeżdżając nad Bałtyk, gdzie na dwa tygodnie zapomniałem o swoim patronie. Poznałem tam przystojnego chłopaka, z którym wkrótce planowałem ślub. Terminu przyjęcia już wyznaczono.

Pod koniec sierpnia odezwał się Dawid:
Jagodo, przyjdź jutro.
Nie mogę, idę za mąż, przygotowuję się do ślubu odpowiedziałam z entuzjazmem.
Tak szybko? Wydaje się, że pośpiesznie się decydujesz w jego głosie zabrzmiało rozczarowanie. Proszę, przyjdź, potrzebuję cię namawiał.
Z niechęcią przyznałam się do prośby.

Następnego poranka, w upalny, letni sierpień, Dawid przywitał mnie w przedpokoju:
Zanurz się w tych zapachach, Jagodo. Proszę, wejdź.
Mój narzeczony też uwielbia te perfumy odparłam na wpół żartobliwie.
Jagodo, zostajmy razem jeszcze kolejny rok akademicki? Nie dam rady bez ciebie błagał, a w jego tonie wyczuwałem pewną rozpacz.

Zdecydowałam: Zatem zabierzmy się do pracy.

Im częściej spotykałem się z Dawidem, tym mniej myślałem o małżeństwie z wybrankiem. W końcu odnalazłem w urzędzie stanu cywilnego formularz rezygnacji i podarowałem go narzeczonemu, tłumacząc, że nie jestem już jego narzeczoną.

Z czasem przeszliśmy na ty. Gdy czytałem mu notatki, trzymał mnie delikatnie za rękę. Jego niewidome oczy widziały w myślach, a ja wciągałem zapach jego ekscentrycznych perfum. Było nam ze sobą przytulnie i spokojnie.

Pewnego zimnego wieczoru przyszedłem zmarznięty, prosząc o gorącą herbatę. Dawid włożył mnie w swój fotel, otulił kocem i, po chwili, wrócił z podłożem pełnym plasterków pomarańczy i kieliszkiem koniaku.
Jagodo, napij się, rozgrzejesz się od razu.

Powoli wciągałem trunek, patrząc na Dawida, który przytulił mnie i pocałował mocno.
Zostań ze mną, dam ci cały świat szepnął.
Nie śmieję się, jesteś tak czuły odpowiedziałem, czując, jak serce mi przyspiesza.

Rano odwiedziła nas matka Dawida, codzienna gość kuchni. Podeszła do łóżka, nie wykazując zdziwienia.

Dzień dobry, kochanie, a ty i Jagodo jeszcze leżycie zawołał Dawid radośnie.
Matka uśmiechnęła się i ruszyła przygotowywać śniadanie.

Dawidzie, w nocy wspinałem się po niebie. Czy to możliwe? zażartowałem.
Jagodo, boję się przyzwyczaić się do ciebie. Boże, wiem, że nie jesteś moja rozmyślał głośno.

Śniadanie gotowe, dzieci! krzyknęła z kuchni. Zjedliśmy kawę, kanapki i śmialiśmy się.

Po chwili matka, zamykając drzwi, podeszła do mnie cicho:
Jagodo, mój syn naprawdę się w tobie zakochał. Wniosłaś słońce do jego życia, nie chcę, by później czuł piekło. Mówi się, że nie wciąga się ślepego w wozy. Proszę, nie raniaj jego duszy. Masz własne, jasne życie. Każdemu ślepemu wydaje się, że w końcu zobaczy. Nie powiększaj mojego smutku. Nie wracaj już, Jagodo. Ja znajdę sposób, by uśmierzyć jego ból.

Stałem w szoku, nie wiedząc, co zrobić. Wiedziałem, że Dawid nie jest moim stałym partnerem, że nie zaproponował mi małżeństwa, a jednak serce już nie chciało go zostawić.

Zacząłem odwiedzać go wtedy, gdy matka nie była w domu. Nie chciałem patrzeć jej w oczy, nie wyrażać winy.

Rok minął, a nasz związek stał się jeszcze mocniejszy. Dawid, choć niewidomy, dawał mi światło w sercu. Rozgłosiłem znajomym, że zamierzam wyjść za mąż za ślepcę. Pewnego dnia przyszedłem do niego, a on rzekł:
Jagodo, nie musimy już być razem. Uwalniam cię. Odejdź.

Mój ból nie miał granic. Miłość rozpadła się na kawałki. Łzy, krzyki, dezorientacja myślałem, że nie wytrzymam rozstania. Dawid nie widział, nie słyszał tego koszmaru.

Po raz drugi w życiu wziąłem ślub tym razem z własną tęsknotą, pasją i rozterkami. Nie znalazłem już nikogo, kto mógłby równać się Dawidowi.

Choć wszystko wydaje się niejasne, nauczyłem się jednej prawdy: prawdziwa miłość nie wymaga widzenia ani słuchania wymaga serca, które potrafi odczuwać, i odwagi, by przyznać się do własnych uczuć, nawet jeśli los prowadzi nas w nieznane ścieżki.

Marek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + 3 =

ON BYŁ LEPSZY OD WIDZĄCYCH