ON BYŁ LEPSZY OD WIDZĄCYCH

30 sierpnia 2024
Drogi pamiętniku,

Czy naprawdę się na to zgadzasz? usłyszałem w słuchawce delikatny, niemal modlący się głos.
Dobrze, spróbujmy zgodziłem się, nieco z wyższością.

Miałem dwadzieścia lat, studiowałem historię na Uniwersytecie Warszawskim i szukałem dodatkowej roboty. Natknąłem się na ogłoszenie w Gazecie Codziennej: Niewidomy nauczyciel akademicki poszukuje asystentki. Z żalem pomyślałem o tym tajemniczym niewidomym człowieku i od razu zadzwoniłem.

Następnego dnia stanąłem przed jego drzwiami w kamienicy przy Alejach Jerozolimskich. Niepewnie zapukałem. Drzwi otworzyły się, a przede mną stał mężczyzna o spokojnym, nieco zamyślonym wyrazie twarzy.

Proszę wejść, proszę pani. Jak mam się do Pani zwracać? zapytał niewidomy, nieco rozradowany.
Jagoda. A Pan? odpowiedziałam, lekko się rumieniąc.
Michał Bogdanowski. przedstawił się.

Potrzebuję Twojej pomocy, Jagodo. Jaki piękny zapach masz na sobie, rozbraja mnie. rzekł, wciągając głęboko aromat mojego perfumu. Nauczam historię na wydziale i potrzebuję, abyś wieczorami odczytywała mi notatki. Będę je w pamięci utrzymywał. Zajęcia trzy razy w tygodniu. Umowa? Michał zawsze będzie tak mnie nazywał.

Wewnątrz mieszkania panował porządek, nie było zbędnych rzeczy. Pan Bogdanowski nie miał jeszcze czterdziestu lat, był zadbany, przystojny i niezwykle przyciągający.

Zaczynajmy, panie Bogdanowski nie mogłem się doczekać, by wziąć się do roboty.

Wrzesień, luty, maj minęły szybko, a potem nadszedł okres wakacji studenckich. Michał dał mi wolne do września. Z radością wyjechałem nad Bałtyk, by odpocząć. Po tygodniu zapomniałem już o niewidomym podopiecznym, poznałem przystojnego chłopaka i postanowiłem poślubić go. Ustaliliśmy datę ślubu.

Pod koniec sierpnia zadzwonił Michał:
Jagodo, przyjdź jutro.
Och, nie dam rady, mam ślub. Przygotowuję się do wesela odpowiedziałam z entuzjazmem.
Ślub tak szybko? Wydaje się, że pośpieszyłaś w jego głosie zabrzmiało rozczarowanie. Proszę, przyjdź! błagał.
Dobrze, przyjdę niechętnie zgodziłam się.

Następny dzień, gorący sierpniowy poranek, Michał przywitał mnie w przedpokoju:
Twoje zapachy mnie oszałamiają, Jagodo. Wchodź. zaprosił.
Mój narzeczony też uwielbia te perfumy nieudolnie dodałam.
Jagodo, może przedłużymy naszą współpracę na kolejny rok akademicki? Nie radzę sobie bez Ciebie. poprosił, lekko z rozpaczą.
W porządku, zaczynajmy odpowiedziałam stanowczo.

Im częściej spotykałem się z Panem Bogdanowskim, tym mniej myślałem o małżeństwie z moim narzeczonym. Wkrótce odebrałem w urzędzie stanu cywilnego akt zrezygnowany i anulowałem ślub. Przecież panna nie musi być żoną, a po co się żenić, skoro można się rozwieść?

Z czasem przechodziliśmy na ty. Gdy czytałem mu notatki, Michał delikatnie trzymał mnie za rękę. Jego niewidome oczy przemieniały się w wyobrażenia, a mój zapach wypełniał jego świat. Było nam ze sobą przyjemnie i przytulnie.

Pewnego zimnego wieczoru przyszedłem zmarznięty i poprosiłem o gorącą herbatę. Michał ujął mnie w fotelu, okrył kocem:
Usiedź, Jagodo, zaraz wracam.

Z kuchni przyszedł z tacą, ostrożnie położył ją na stole. Na tacy leżały plasterki pomarańczy i kieliszek koniaku:
Spróbuj, od razu się rozgrzejesz.

Pijąc powoli, patrzyłem na Michała. Nagle przytulił mnie mocno i całując, rzekł:
Zostań ze mną. Dam Ci cały świat. Nie śmiej się.

Nie śmieję się, Michał. Jesteś taki łagodny! odpowiedziałem, czując, że serce mi przyspiesza.

Michał szepnął:
Niewidomy słyszy wszystko, głuchy widzi wszystko.

Następnego ranka zjawiła się jego matka, pani Helena, która codziennie rano przychodziła, gotowała i sprzątała. Nie zdziwiła się, widząc mnie w łóżku.

Dzień dobry, mamo. My z Jagodą jeszcze się przewracamy zawołał radośnie.
Niech tak, ja zaraz przygotuję śniadanie uśmiechnęła się i ruszyła do kuchni.

W kuchni usłyszałem:
Jagodo, boję się przyzwyczaić się do Ciebie. Rozumiem, że nie jesteś moja. To smutne, kochana.

Śniadanie gotowe, dzieci! krzyknęła Helena.

Jedliśmy kawę i kanapki, śmialiśmy się. Po chwili Michał wyszedł, usiadł w swoim ulubionym fotelu i rzekł:
Jagodo, czekam na Ciebie.

Pani Helena, zamykając drzwi, szepnęła mi:
Jagodo, mój syn naprawdę się w Tobie zakochał. Wniosłaś światło w jego życie, nie chcę, by później poczuł piekło. Mówi się, że niewidomego nie wybrać na dowódcę. Proszę, nie krzywdź jego duszy. Masz własne, jasne życie. Każdemu niewidomemu w końcu zdaje się, że zobaczy. Nie mnoż moich cierpień, nie wracaj już, Jagodo. Ja znajdę sposób, by uspokoić Michała.

Byłem zdezorientowany. Wiedziałem, że Michał to chwilowy związek, że nie możemy zbudować wspólnej przyszłości, a on nie poprosił mnie o małżeństwo. Ale nie chciałem go po prostu porzucić. Zakochałem się w nim, serce przywarło.

Zacząłem więc odwiedzać go, gdy matka nie była w domu, unikałem spotkań z nią i nie patrzyłem wprost w jej oczy.

Rok później nasza relacja była jeszcze silniejsza, prawie nierozerwalna. Niewidomy mężczyzna dał mi własne światło. Rozgłosiłem wszystkim znajomym, że planuję wyjść za mąż za niewidomego. Pewnego dnia jednak Michał powiedział:
Jagodo, nie powinniśmy już się widywać. Puść mnie wolno.

Ból był nie do opisania. Miłość roztrzaskana, łzy, histerie, dezorientacja. Myślałem, że nie przetrwam rozstanie. Michał nie widział, nie słyszał tego koszmaru.

Dwa razy w życiu byłem żonaty, przeżyłem namiętność, miłość i rozterki. Nic nie równało się Michałowi.

**Lekcja, którą wyniosłem:** miłość nie zna granic, ale nie zawsze jest w stanie rozświetlić drogę. Czasem trzeba pozwolić odejść, by nie zgasić własnego światła.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

ON BYŁ LEPSZY OD WIDZĄCYCH