Po długich pięciu latach starań Oliwia w końcu zaszła w ciążę. Była w siódmym niebie, ale jej maż za to nie wcale się z tego nie cieszył. Przedtem musieli przejść wiele badań, odwiedzili wielu lekarzy, którzy jednoznacznie nie potrafili określić, co jest powodem tego, że nie mogą mieć dziecka. Mówili:
– Nie jesteście państwo chorzy!
I okazało się, że mieli rację. Oliwia zaszła w końcu w ciążę i czuła, że życie daje jej od siebie nagrodę właśnie w postaci dziecka. Widziała, że mąż nie jest zadowolony z takiej nowiny, ale starała się o tym wcale nie myśleć. Starała się także usprawiedliwić jakoś zachowanie męża, ponieważ jeszcze niedawno był gotowy do adopcji dziecka, więc może taka nagła zmiana sytuacji po prostu go trochę rozbiła.
– Skoro nam się nie udaje, adoptujmy dziecko – mówił.
Jednak teraz, kiedy mają szansę mieć swoje dziecko, jest jakiś obojętny. „Na pewno chodzi o pracę, pewnie ma jakieś problemy. Tyle na niego spadło! Ten trudny okres minie, na pewno będzie bardzo szczęśliwy, kiedy dziecko się już urodzi”.
Oliwia ciężko znosiła ciążę, która była zagrożona, więc naprawdę musiała na siebie uważać. Kilka razy nawet przez to przebywała w szpitalu, co zresztą denerwowało jej męża.
– Przesadzasz, nic Ci nie jest. Wiele kobiet jest w ciąży, a jakoś nie leżą w szpitalach, tylko są w stanie zajmować się domem. Gdybyś więcej zajmowała się obowiązkami domowymi, to nawet nie miałabyś czasu zwracać uwagi na jakieś drobnostki i wszystko byłoby dobrze. Jestem zmęczony życiem bez żony i jedzeniem jakiś gotowych albo półgotowych dań, już mi się chce wymiotować na sam ich widok.
Oliwia wcale nie przesadzała, naprawdę źle się czuła i ciężko było jej czasami nawet ugotować obiad. Poczuła się urażona słowami swojego męża. Ta rozmowa zamieniła się w kłótnię, przez którą Oliwia poczuła się gorzej. Mimo tego jej maż powtarzał, że udaje i wykorzystuje swój stan, aby sobie leżeć i nic nie robić.
Oliwia sama wezwała więc karetkę, bo jej mąż nie ruszył nawet palcem, by jej pomóc. Karetka zabrała ją do szpitala, gdzie okazało się, że pilnie trzeba wykonać cesarskie cięcie. Dziecko przyszło na świat dwa miesiące wcześniej, było więc wcześniakiem. Chłopczyk był drobny, naprawdę słaby i z trudem łapał oddech. Oliwia zadzwoniła do męża i poinformowała go o narodzinach dziecka, a on tylko powiedział: „no to gratuluję!” i odłożył słuchawkę. Po raz drugi Oliwia zadzwoniła do niego, kiedy została z synkiem wypisana ze szpitala, a on odpowiedział: „jasne, rozumiem”, ale nie przyjechał po żonę i dziecko. Oliwia długo na niego czekała, ale potem wiedziała już, że nie przyjedzie, bo nie odbierał nawet od niej telefonu, dlatego zadzwoniła po taksówkę.
Po powrocie nie zastała męża w domu. Nie było też jego rzeczy – okazało się, że po prostu uciekł. Oliwii zostawił za to bałagan w mieszkaniu. W zlewie była sterta nieumytych naczyń, w pokojach brudne podłogi i ogólny brud. Oliwia zadzwoniła do swojej teściowej, aby dowiedzieć się, gdzie jest jej mąż. Odpowiedziała jej: ” a Ty co myślałaś? On jest mężczyzną, który potrzebuje ciepła i uczucia kobiety, a Ty ciągle byłaś tylko w szpitalu. Nigdy więcej tu nie dzwoń!” – powiedziała i odłożyła słuchawkę.
Oliwii było naprawdę ciężko. Była sama, z małym dzieckiem. Zadzwoniła do rodziców, którzy przyszli, by jej pomóc. Oliwia zebrała się w sobie i ustawiła swoje priorytety w taki sposób, że najważniejsze dla niej od teraz było dziecko, którym trzeba się opiekować i dać mu miłość. Nie miała innego wyjścia.



