Olek ożenił się z Nadziejką na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

Dziennik, 11 maja

Czasami człowiek robi głupstwa z powodu zranionej dumy czy ukrytej urazy. Wziąłem ślub z Nadzieją właściwie na złość… Chciałem udowodnić Ani, że wcale nie cierpię po rozstaniu. A przecież przez prawie dwa lata byłem zapatrzony w Anię jak w obraz. Oddałbym wszystko, byle było jej dobrze, byle była przy mnie. Byłem pewien, że zostanie moją żoną.

Owszem, czasem irytowało mnie jej podejście:
Po co nam ślub już teraz? Ja jeszcze nie skończyłam studiów, ty ledwo ciągniesz firmę. Ani samochodu porządnego, ani nawet własnego mieszkania Twoja siostra dobra z niej dziewczyna, ale nie chcę każdego ranka spotykać jej w kuchni. Gdybyście wasz dom nie sprzedali, inaczej by to wyglądało…

Szpile jej słów bolały, chociaż musiałem przyznać, że miała rację. Wraz z Olą, moją siostrą, mieszkaliśmy w małym mieszkanku po rodzicach. Firma, którą przejąłem po ojcu, ledwo się trzymała. Wszystko spadło na mnie, zanim zdążyłem skończyć uczelnię, i próbowałem dzielić czas między studia, rachunki i obowiązki właściciela.

Dom sprzedaliśmy wspólnie najważniejsze było ratowanie firmy. Długi rosły, Ola była dopiero na trzecim roku, ja na ostatnim. Cała kasa z nieruchomości poszła na spłatę długów i nowy towar. Ledwie starczyło na drobne zabezpieczenie.

A Anna zawsze powtarzała, żeby żyć tu i teraz. Łatwo gadać, gdy można liczyć na rodziców, a ja, nagle odpowiedzialny za siostrę, za biznes, za nasze życie, musiałem patrzeć inaczej. Marzyłem, że z czasem wszystko się ułoży samochód, dom, ogród…

Tego dnia czekałem na Anię pod kinem.
Umówiliśmy się, że nie muszę jej odbierać co mnie zaskoczyło, bo Anka raczej nie lubiła poruszać się komunikacją. Patrzyłem, jak przyjeżdża pod kino nowiutkim volkswagenem. Mnie zamurowało:
Wybacz, ale to koniec. Wychodzę za mąż, wręczyła mi książkę i poszła do czekającego auta.

Osłupiałem. Co mogło się stać w ciągu tych kilku dni mojej nieobecności?

Ola załapała od razu, widząc moją minę:
Już wiesz? […] Znalazła sobie bogatego. Ślub 25-go, prosiła mnie na świadkową… Odpowiedziałam jej, że nie. Jest podlejsza, niż myślałam. Kręciła za twoimi plecami od dawna, rozkleiła się Ola.

Daj spokój, pogłaskałem siostrę. Niech im się wiedzie, a my będziemy jeszcze szczęśliwsi.

Na cały dzień zamknąłem się w pokoju. Ola pod drzwiami suszyła:
Chociaż zjedz, zrobiłam naleśniki…

Wieczorem wyszedłem z jakąś ognistą decyzją:
Szykuj się.

Co ty zwariowałeś?

Wezmę ślub z pierwszą lepszą, która powie tak.

Tak się nie robi! To nie zabawa, próbowała przemówić mi do rozumu, ale nie słuchałem.

Nie chcesz, idę sam.

Stary Park Saski pełen był ludzi. Pierwsza dziewczyna, którą spytałem, popukała się w czoło, druga odskoczyła jak oparzona, ale trzecia, spojrzawszy mi prosto w oczy, odpowiedziała:

Na imię mi Nadzieja.

Oświadczyny trzeba uczcić, zaprosiłem Nadzieję i Olę do pobliskiej kawiarni.

W kawiarni cisza jak makiem zasiał. Myślałem o zemście, obmyślałem już jak przesunąć mój ślub na ten sam dzień, co Anka.

Na pewno jest powód, dla którego proponuje się ślub obcej dziewczynie, przerwała napięcie Nadzieja. Jeśli to impuls, nie będę miała pretensji.

Nic z tego. Słowo się rzekło. Jutro składamy papiery i idziemy do twoich rodziców.

Może zacznijmy od ty?

Spotykaliśmy się codziennie, poznając siebie nawzajem.

Powiesz mi kiedyś, dlaczego to wszystko? zapytała po jakimś czasie.

Każdy ma swoje tajemnice, wymigałem się.

Najważniejsze, żeby nie przeszkadzały żyć.

A ty dlaczego się zgodziłaś?

Pomyślałam, jak w bajkach: królewna wychodzi za pierwszego lepszego. A bajki kończą się słowami: Żyli długo i szczęśliwie. Chciałam sprawdzić, czy to się sprawdzi.

I tak się właśnie zaczęło.

Zakochana Nadzieja nie była łatwowierna. Miała za sobą parę nieprzyjemnych rozczarowań. Szukała mężczyzny rozsądnego i przedsiębiorczego. Ujęła ją moja determinacja. Gdybym był sam, z kumplami nawet by na mnie nie spojrzała.

Jaką jesteś królewną? Śmiejącą się, Piękną, czy może żabką?

Pocałuj, to się przekonasz, żartowała.

Tyle tylko, że tych pocałunków nie było.

Prawie wszystko związane ze ślubem robiłem sam. Nadzieja musiała tylko wybierać spośród moich propozycji. Nawet suknie ślubną wybrałem ja.

Będziesz najpiękniejsza, powtarzałem.

Przed urzędem stanu cywilnego spotkaliśmy Anię i jej narzeczonego. Uśmiech przyklejony, udawałem szczęśliwego:

Gratuluję! pocałowałem byłą w policzek. Bądź szczęśliwa ze swoim portfelem na smyczy!

Nie rób scen, odpowiedziała nerwowo.

Popatrzyła na Nadzieję; z zazdrością i niechęcią. Efektowna, dostojna, a przy Ani wyglądała jak miss świata. Czułem się triumfujący, choć sam nie wiem, czy tak być powinno.

Możemy się jeszcze wycofać, szepnęła Nadzieja.

Nie. Gramy do końca.

Dopiero patrząc jej w oczy podczas ceremonii, dotarło do mnie, co zrobiłem.
Postaram się, żebyś była szczęśliwa, wypowiedziałem na głos i w to uwierzyłem.

Wspólna codzienność szybko się rozkręciła. Ola z Nadzieją zaprzyjaźniły się błyskawicznie. Spokojna Nadzieja doskonale zarządzała domem, a wybuchową Olę nauczyła kontrolować emocje.

Jako wytrawna księgowa i specjalistka od podatków szybko ogarnęła finanse. Po pół roku otwarliśmy drugi sklep, a zaraz potem ekipę remontową teraz już nie tylko sprzedawaliśmy materiały budowlane, ale też robiliśmy remonty. Dochody rosły jak szalone.

Nadzieja okazała się istną Królewną Mądrą tak umiała podsuwac pomysły, że miałem wrażenie, iż to ja sam na nie wpadam. Wszystko układało się idealnie, ale w środku miałem niedosyt. Nie czułem tego zawrotu głowy, który wywoływała kiedyś Ania. Wszystko tu było spokojne, przewidywalne. Rutyna.

Dzięki Nadziei weszliśmy na nowy poziom zaczęliśmy budować domy pod klucz. Pierwszy zbudowaliśmy dla siebie.

Im lepiej nam się wiodło, tym częściej myślałem o Ani: Nie mogła poczekać. Gdyby zobaczyła mój samochód, dom prawie pałac! Miotała mną pokusa: A co, jeśli…

Nadzieja widziała, że coś mi leży na sercu. Starała się być tą jedyną, lecz serca zmusić nie sposób. Nie wszyscy bohaterowie bajek żyją długo i szczęśliwie, myślała smutno, ale nie traciła wiary przecież miała na imię Nadzieja.

Zaniepokojona Ola przyłapała mnie przy facebooku Ani.
Więcej stracisz, niż zyskasz, powiedziała ostro.

Daj spokój, uciąłem krótko.

Nadzieja cię kocha, a ty bawisz się w głupie gierki!

W środku aż się zagotowałem. Ale posłałem Ani wiadomość.

Opisała swoją sytuację: nie wyszło jej małżeństwo, mąż zostawił ją bez grosza. Studiów nie skończyła, mieszka kątem, pracy porządnej nie ma.

Wahałem się kilka dni. Kiedy żona na tydzień wyjechała na wieś do chorej babci, skusiłem się. Umówiliśmy się.

Gdy dojechałem do Warszawy, serce mi waliło. Już ją widziałem… Niestety, rzeczywistość przebiła marzenia.

Ale z ciebie przystojniak rzuciła Anka, rzucając mi się na szyję.

Zatęchły zapach, obskurna miniówka, tani makijaż i jeszcze ta nieznośna wulgarność. Przy Nadziei wydawała się żałosną podróbką kobiety. No i to piwo…

Dasz trochę pieniędzy? Będę wdzięczna zamrugała dwuznacznie.

Nie wiedziałem, jak się jej pozbyć.
Przepraszam, ale muszę lecieć…

Spotkamy się później?

Raczej nie, poprosiłem kelnera o rachunek i zostawiłem stuzłotowy banknot.

Pędziłem do domu, zły na siebie.
Ależ jestem głupi! powtarzałem.

Przypomniałem sobie słowa Oli…

I wtedy, po raz pierwszy, dotarła do mnie oczywista prawda żony nigdy nie nazywałem czule Nadziejką. Nigdy nie byłem nikomu bliższy, niż właśnie jej.

Zjechałem na pobocze, próbując zebrać wszystkie te lata do kupy. Przed oczami pojawiało się jej uśmiechnięte, czułe oblicze… Jej dłonie w moich włosach…

Przecież obiecałem, że ją uszczęśliwię palnąłem do siebie, odpalając auto.

Po godzinie byłem na leśnej drodze przed domem babci. Nadzieja wypadła z klatki schodowej.

Wariat! śmiała się, ocierając łzę szczęścia.

Nadziejko, najdroższa… szeptałem jej do ucha.

Dziś wiem, że czasem szczęście jest na wyciągnięcie ręki tylko trzeba je docenić. Już nigdy nie zlekceważę mojej Nadziei. Nie zawsze bajka zaczyna się od wielkiej miłości czasem najpiękniejsza przychodzi z czasem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 1 =

Olek ożenił się z Nadziejką na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.