Łukasz ożenił się z Kingą na złość swojej dawnej miłości. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła. Przez prawie dwa lata spotykał się z Marylką. Kochał ją tak, że świat mu wirował przed oczami: gotów był nosić ją na rękach i przenosić góry. Był pewien, że zmierza to wszystko do ślubu. Trochę tylko drażniło go, gdy Marylka wykręcała się:
Po co się teraz żenić? Jeszcze studiów nie skończyłam, a u ciebie w firmie różnie bywa. Ani sensownego auta, ani własnego mieszkania. Kasia to fajna kumpela, ale nie chcę jej codziennie oglądać rano w kuchni. Gdybyś nie sprzedał domu, moglibyśmy tam mieszkać.
To trochę bolało Łukasza, choć musiał przyznać, że miała rację. Mieszkali z siostrą w kawalerce po rodzicach, a interes rodzinny miał ledwie ogarnięty. Kto by pomyślał, że przed dwudziestką będzie musiał zabrać się za prowadzenie firmy, nie mając skończonej uczelni? Łukasz robił, co mógł, żeby uratować sklep i jeszcze obronić licencjat. Dom sprzedali zgodnie z Olą uznali, że ważniejsze od ścian jest uratowanie rodzinnej firmy. Przez pół roku, zanim dostali spadek, narobiło się długów, a oboje on na piątym roku, Ola na trzecim ledwie wiązali koniec z końcem. Sprzedaż domu pozwoliła uregulować zaległe faktury, coś zainwestować w towar i jeszcze trochę odłożyć.
Ale Marylka uważała, że trzeba żyć tu i teraz, a nie czekać na mityczne jutro. Łatwo tak mówić, kiedy za plecami ma się rodziców. A gdy życie nagle wrzuca w rolę głowy domu, nie ma wyjścia myśli się inaczej: odbijesz się od dna, przyjdzie czas i na samochód, i na wymarzone mieszkanie, i ogródek z grillem.
Jak zwykle, nic nie zapowiadało katastrofy. Czekał na Marylkę na przystanku przy kinie, bo miała razem z nim pójść na premierę nowego filmu. Sama zaproponowała, żeby nie podjeżdżał po nią autem. Zdziwił się Marylka nienawidziła MPK. Wpatrywał się w busy, aż nagle podjechała bryka marzeń sąsiadów.
Przepraszam, nie możemy już się spotykać. Wychodzę za mąż rzuciła i wcisnęła mu w dłonie nie wiadomo skąd książkę, po czym odwróciła się na pięcie i wsiadła do samochodu.
Łukasz stał na przystanku jeszcze długo, próbując zrozumieć, co się wydarzyło w ciągu tych trzech dni, kiedy go nie było w mieście.
Ola wyczytała wszystko z jego miny.
Już wiesz? rzuciła tylko.
Kiwał głową, wszystko jasne.
Znalazła sponsora lepszego niż ty. Ślub dwudziestego piątego. Zaprosiła mnie na świadkową, odmówiłam. Zwykła świnia! Za twoimi plecami kręciła Ola rozpłakała się z żalu za bratem.
Daj spokój przytulił ją, jak dzieciaka. Niech jej się wiedzie, a nam jeszcze lepiej.
Na prawie dobę zamknął się w pokoju. Ola skamlała pod drzwiami:
Chociaż coś zjedz. Usmażyłam naleśników.
Wyszedł pod wieczór, z iskrami w oczach.
Ubieraj się rzucił do siostry.
Co wymyśliłeś?
Ożenię się z pierwszą napotkaną, która się zgodzi oznajmił Łukasz.
Daj spokój, rujnujesz nie tylko swoje życie próbowała przemówić mu do rozsądku Ola, ale na nic się to nie zdało.
Nie pójdziesz, to pójdę sam.
Park pękał w szwach od spacerowiczów. Jedna dziewczyna, słysząc propozycję, zakręciła palcem przy czole. Druga uciekła, jakby uciekła przed psem. Trzecia położyła mu uważnie wzrok i… przyjęła.
Jak masz na imię, piękna nieznajoma?
Kinga odpowiedziała.
Zaraz trzeba to oblać! zabrał Kindze i Oli do kawiarni.
Przy stole zrobiło się niezręcznie. Ola nie wiedziała, co powiedzieć, a Łukasza nosiło od myśli o rewanżu. Już planował ich ślub będzie tego samego dwudziestego piątego.
Rozumiem, że musisz mieć porządną motywację, żeby poprosić nieznajomą o rękę przerwała ciszę Kinga. Jeśli to twoja chwilowa fanaberia, nie będę miała żalu i wyjdę.
Słowo się rzekło. Jutro składamy wniosek, potem idziemy na kawę do twoich rodziców.
Łukasz mrugnął.
Najpierw przejdźmy na ty!
Cały miesiąc do ślubu spotykali się codziennie, rozmawiali długo, przyglądali się nawzajem.
Może mi powiesz, dlaczego… zapytała kiedyś Kinga.
Każdy ma chyba swoje trupy w szafie wymigał się Łukasz.
Byleby nie przeszkadzały żyć.
A ty czemu się zgodziłaś?
Wyobraziłam sobie siebie jak królewnę, którą ojciec wydaje za pierwszego z brzegu. W bajkach i tak potem żyją długo i szczęśliwie. Chciałam sprawdzić, czy to działa.
Ale życie to nie bajka. Kinga miała już za sobą zawód miłosny i stratę niewielkich oszczędności. Przynajmniej zyskała doświadczenie w ludziach. Odpędzała frajerów szybciej, niż można to opisać.
Szczęścia nie szukała na siłę, ale wiedziała, czego chce: potrzebowała bystrego, samodzielnego faceta zdolnego do czynów. W Łukaszu zobaczyła konkrety jeśli byłby z kumplami, minęłaby go bez mrugnięcia okiem.
To jaką jesteś królewną? Łukasz patrzył zamyślony. Śmieszka, Wdzięczna czy może Żabka?
Pocałuj, to się dowiesz żartowała Kinga.
Ale do pocałunków nie dochodziło, nawet nie próbował. Łukasz sam organizował ślub. Kinga miała tylko wybierać spośród opcji, które przedstawiał. Nawet suknię i welon kupowali razem, bo nie ufał nikomu.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.
W Urzędzie Stanu Cywilnego dosłownie wpadli na Marylkę i nowego narzeczonego. Łukasz zmusił się do uśmiechu.
Pozwól, że pogratuluję pocałował byłą w policzek. Życzę szczęścia ze swoim portfelem na nóżkach!
Tylko nie rób cyrku… syknęła Marylka.
Przyjrzała się bacznie Kindze. Wysoka, zjawiskowa, trzyma się jak księżniczka. Marylka przegrała na całej linii. Czuła ukłucie zazdrości. O szczęściu mogła tylko pomarzyć wszelkie nadzieje właśnie się jej rozsypywały.
Łukasz wrócił do Kingi:
Wszystko w normie zagrał wesołego.
Jeszcze nie jest za późno, by zrezygnować szepnęła Kinga.
Nie. Gramy do końca.
Dopiero w sali ślubów, patrząc na smutne oczy żony, dotarło do niego, co właściwie zrobił.
Sprawię, że będziesz szczęśliwa i naprawdę w to wierzył.
Ślub, chrzest ogień, a potem codzienność zaczęła się w najlepsze. Ola z Kingą szybko się zaprzyjaźniły, były dla siebie jak ogień i woda Ola przestała wybuchać, a Kinga zorganizowała dom, że mucha nie siada.
Jako bystra księgowa i specjalistka od podatków, Kinga w mig zaprowadziła finansowy porządek. Po pół roku otworzyli drugi sklep, a nieco później jeszcze brygadę remontową. Sprzedawali materiały budowlane i robili remonty kosmetyczne dochody poszybowały w górę.
Kinga okazała się Królewną Mądrą: wszystko podsuwała tak, żeby Łukasz myślał, że to jego pomysły. Niby idylla, trzeba się cieszyć! A jednak brakowało mu tego zawrotu głowy, co miał przy Marylce. Każdy dzień przewidywalny, wszystko wyważone, spokój… Nuda, i już. Nie kocham jej, to oczywiste, powtarzał sobie.
Dzięki Kindze doszli do budowy domów pod klucz, pierwszy zrobili dla siebie. Im lepiej szło w interesach, tym częściej Łukasz myślał o Marylce: Cierpieć nie mogła poczekać. Ciekawe, co by powiedziała, widząc na jakim aucie dziś jeżdżę. Dom? Pałac!. Coraz częściej nachodziła go myśl: A może
Kinga widziała, że mąż się miota. Próbowała być tą wybraną, ale sercem, zwłaszcza cudzym, nie rządzi się ustawą. Nie każda bajka kończy się happy endem, myślała gorzko, ale nie traciła nadziei w końcu tak ją nazwali.
Ola też miała oko na brata.
Stracisz więcej, niż zyskasz powiedziała, łapiąc go na koncie Marylki w social mediach.
Nie mieszaj się! warknął Łukasz.
Ola spojrzała ciężko:
Głupi jesteś, Kinga naprawdę cię kocha, a ty bajeczek szukasz!
Jeszcze tylko, żeby dzieciak mnie pouczał aż się zagotował, ale coraz bardziej ciągnęło go do Marylki. Napisał do niej.
Marylka poskarżyła się, że życie jej się rozleciało, mąż wyrzucił ją z domu, studiów nie skończyła, żadnej dobrej pracy, u rodziców nie mieszka, wynajmuje kawalerkę w Poznaniu.
Łukasz kilka dni myślał: Jechać? Nie jechać?. Los sprawił, że na parę dni został sam żona pojechała do chorej babci do wsi pod Włocławkiem.
Podjął decyzję, umówił spotkanie. Do Poznania jechał, jakby miał skrzydła. Dusza śpiewała, już wyobrażał sobie, co powie i gdzie ją zabierze.
Rzeczywistość była bezlitosna.
Aleś przystojniacha rzuciła Marylka, rzucając się mu na szyję.
Zapach nieświeżego ciała niemal zwalił go z nóg. Odsunął ją nieco nieprzytomnie:
Hej, patrzą na nas ludzie.
A mi to lotto! zaśmiała się rubasznie.
Banalnie krótka spódnica, tandetny makijaż, podejrzane perfumy… Ta wściekła kiczara przegrywała z Kingą na wszystkich frontach. Przecież ona taka była zawsze, czemu wcześniej nie widziałem? głowił się Łukasz, obserwując jak Marylka leje w siebie piwo.
Pożycz mi trochę kasy, odwdzięczę się zalotnie wylizała usta.
Nie miał już pojęcia, jak się jej pozbyć.
Wybacz, muszę już iść wstał.
Spotkamy się jeszcze, co?
Nie sądzę Łukasz poprosił kelnera. Rachunek, proszę.
Ale ja chcę tu jeszcze posiedzieć marudziła Marylka.
Niech pani korzysta w ramach tej kwoty zostawił pokaźny banknot.
Kelner mrugnął porozumiewawczo.
Do domu pruł z prędkością światła.
Ty to jednak ofiara, Łukasz beształ się. Ola miała rację! Po co mi to było? A może jednak dobrze, że pojechałem?
A ja nigdy nawet nie nazwałem żony Kingusią. Nie mam bliższej osoby niż ona z tą myślą ostro wyhamował. Pięć minut siedział w aucie, analizując ostatnie lata.
Widział przed oczami żonę, jej oczy, takie niebieskie, jakby wiecznie zamyślone, przypomniał sobie ten uśmiech na jej widok i jak układa rękę na jego włosach tymi zadbanymi, długimi palcami.
Przecież obiecałem, że ją uszczęśliwię rozejrzał się, przekręcił kluczyk, pokonał jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i zjechał z trasy w boczną drogę.
Tydzień to za długo. Nie wytrzymałem bez ciebie nawet dwóch dni powiedział, kiedy Kinga wybiegła mu naprzeciw z domu babci.
Wariat śmiała się przez łzy.
Kingusia, kochana moja szepnął, a obojgu zakręciło się w głowach ze szczęścia.


