Dziennik, 14 listopada
Ożeniłem się z Nadzieją na złość mojej pierwszej miłości. Chciałem udowodnić jej i sobie, że nie cierpię po tym, jak mnie zostawiła. Spotykałem się z Marią niemal dwa lata. Byłem w niej zakochany jak wariat gotów byłem nieba jej przychylić, wszystko zrobić, byle była szczęśliwa. Myślałem, że to już prowadzi do ślubu. Były jednak momenty, które budziły we mnie niepokój, bo Maria co jakiś czas powtarzała:
Po co nam teraz ślub? Nie skończyłam jeszcze studiów, a tobie w firmie ledwo się wieje. Ani porządnego auta, ani własnego mieszkania. Ola niby fajna, ale nie chcę spotykać jej codziennie rano w kuchni. Gdybyś nie sprzedał domu, to można by tam zamieszkać
Zawsze mnie to trochę bolało. Ale trudno nie przyznać jej racji. Mieszkaliśmy z Olą, moją siostrą, w mieszkaniu po rodzicach, a rodzinny interes dopiero się uczyłem prowadzić. Nie sądziłem, że rzucą mnie na głęboką wodę zanim sam obronię się na uczelni. Rozdzierałem się więc ratowałem firmę i kończyłem studia.
Sprzedaż domu uzgodniliśmy zgodnie z Olą było to jedyne wyjście, żeby ocalić firmę. Przez pół roku uzbierało się długów, zanim dostaliśmy spadek. Mnie został ostatni rok na uczelni, Ola była na trzecim roku. Dzięki sprzedaży domu mogliśmy spłacić wszystko, zaopatrzyć sklep i jeszcze trochę zostało.
A Maria Maria zawsze powtarzała, że trzeba żyć tu i teraz. Łatwo mówić, gdy mieszka się pod ciepłym dachem rodziców, a nie wtedy, gdy z dnia na dzień zostaje się głową rodziny, podporą dla siostry. Jak wszystko się poukłada, będzie i samochód, i dom z ogrodem, myślałem.
Nic nie zapowiadało katastrofy. Umówiłem się z Marią pod kinem miała sama przyjechać, co dziwne, bo nie lubiła komunikacji miejskiej. Czekałem na nią, rozglądając się za znajomą sylwetką. I wtedy zobaczyłem podjechała superwypasionym autem.
Przepraszam, ale to koniec. Biorę ślub wręczyła mi jakąś książkę, odwróciła się i odjechała.
Stałem jeszcze długo nieruchomo, starając się zrozumieć, co zaszło przez te trzy dni mojej nieobecności w Warszawie.
Ola wszystko zrozumiała, kiedy tylko zobaczyła moją minę:
Już wiesz? kiwnąłem głową. Znalazła bogatego Bolka. Dwudziestego piątego jej ślub. Zaprosiła mnie na świadkową, ale odmówiłam. Zdradziła cię z nim za twoimi plecami rozpłakała się, żaląc się na Marię.
Pogłaskałem ją po głowie:
Spokojnie, jakoś to będzie. U nas będzie jeszcze lepiej niż u niej.
Zamknąłem się w pokoju na prawie całą dobę. Ola znów pukała:
Chociaż zjedz. Naleśniki upiekłam.
Pod wieczór wyszedłem z jasnym wzrokiem:
Ubieraj się rzuciłem do siostry.
Co kombinujesz?
Poślubię pierwszą napotkaną dziewczynę, która się zgodzi.
Oszalałeś! próbowała mnie powstrzymać.
Ale byłem nieugięty.
Idziesz albo idę sam.
W parku było pełno ludzi. Pierwsza dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem. Druga uciekła. Trzecia, patrząc mi głęboko w oczy, zgodziła się.
Jak masz na imię, piękna?
Nadzieja odpowiedziała.
Chodźcie zaproponowałem jej i Oli kawę, poszliśmy do pobliskiej kawiarni.
Przy stoliku zapadła niezręczna cisza. W mojej głowie kotłowały się myśli o zemście. Już wiedziałem nasz ślub będzie tego samego dnia, co ślub Marii.
Musi być jakiś powód, dla którego proponujesz ślub nieznajomej w końcu przemówiła Nadzieja. Jeśli to tylko chwilowy kaprys, nie obrażę się, możesz odejść.
Nie, jutro składamy dokumenty i zapoznamy się z twoimi rodzicami odpowiedziałem i mrugnąłem. Przejdźmy na ty!
Codziennie przez miesiąc spotykaliśmy się, rozmawialiśmy i poznawaliśmy siebie wzajemnie.
Może powiesz mi, po co to wszystko? zapytała kiedyś Nadzieja.
Każdy ma swoje tajemnice odparłem wymijająco.
Ważne, żeby nie przeszkadzały w życiu.
A ty? Czemu się zgodziłaś?
Pomyślałam sobie: tyle tych bajek, gdzie królewna wydana za nieznajomego żyła długo i szczęśliwie. Chciałam sprawdzić na własnej skórze.
W rzeczywistości nie była to łatwa historia. Nadzieję życie już nauczyło mądrości, straciła kiedyś ukochanego i pieniądze. Ale przestała wierzyć bajkom wiedziała, że potrzeba jej faceta mądrego i odpowiedzialnego, gotowego do działania. W mojej determinacji i planowości znalazła to, co ważne. Gdybym był wtedy z kumplami, pewnie przeszłaby obok bez zainteresowania.
Jaką jesteś księżniczką zadrwiłem. Śmiejącą się królewną, Piękną Wasilisą czy może żabką?
Pocałuj, to się przekonasz roześmiała się.
Ale wtedy nie było ani buziaków, ani niczego więcej.
Wszystkie przygotowania ślubne brałem na siebie. Zadaniem Nadziei było tylko wybierać spośród moich propozycji. Nawet suknię i welon sam wybierałem.
Będziesz najpiękniejsza powtarzałem.
W urzędzie, czekając na ceremonię, spotkałem Marię i jej narzeczonego. Uśmiechnąłem się szeroko:
Pozwól, że ci pogratuluję pocałowałem ją w policzek. Bądź szczęśliwa ze swoją kartą bankową!
Przestań się wygłupiać odburknęła Maria.
Przyjrzała się mojej wybrance. Wysoka, piękna, przyciągająca spojrzenia, nienagannie ubrana, z gracją. Maria przy niej blakła. Zazdrość ją zżerała, czuła, że przegrała.
Podeszła do mnie Nadzieja:
Jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać szepnęła.
Nie. Gramy do końca odparłem.
I dopiero patrząc jej w melancholijne oczy podczas ceremonii, zrozumiałem, co zrobiłem.
Uczynię cię szczęśliwą powiedziałem i uwierzyłem w to nagle całym sobą.
Zaczęło się nasze życie takie prawdziwe, codzienne. Ola i Nadzieja zaprzyjaźniły się, świetnie się uzupełniały. Emocjonalną Olę Nadzieja nauczyła opanowania, a sama doskonale ogarniała dom.
Miała niesamowity talent do finansów skończyła ekonomię, znała się na podatkach i księgowości. Wkrótce otworzyliśmy drugi sklep, potem zorganizowaliśmy firmę remontową nie tylko sprzedawaliśmy materiały budowlane, ale i prowadziliśmy remonty. Zyski rosły.
Była bardziej Wasilisą Mądrą niż Piękną umiała podsunąć mi pomysł tak, żebym myślał, że to moje własne. Wszystko szło świetnie tylko we mnie brakowało dawnego ognia. Miłości do Marii nie umiałem zapomnieć przy Nadziei było… spokojnie, przewidywalnie, regularnie. To rutyna, bagno myślałem. Po prostu nie kocham jej.
Wielkim wysiłkiem Nadziei weszliśmy na wyższy poziom zaczęliśmy budować domy pod klucz. Pierwszy powstał dla nas.
Im lepiej nam się wiodło, tym częściej wracałem myślami do Marii. Nie mogła poczekać! Powinna zobaczyć, jakim autem jeżdżę, jak wygląda nasz dom!. Z coraz większym uporem docierała do mnie myśl: A gdyby tak…?
Nadzieja wszystko wyczuwała, bardzo się starała, żebym ją pokochał, ale sercem nie da się sterować. Nie każda bajka staje się prawdą, myślała gorzko, lecz nie traciła wiary jej imię zobowiązuje.
Ola też widziała, jak się miotam.
Stracisz więcej, niż zyskasz powiedziała, przyłapując mnie na śledzeniu profilu Marii w Internecie.
Nie wtrącaj się! odburknąłem.
Spojrzała na mnie surowo:
Ty głupku! Nadzieja kocha cię naprawdę, a ty wciąż grasz!
Wkurzałem się na jej słowa nie potrzebuję pouczania od młodszej siostry. Ciągnęło mnie do Marii i napisałem do niej.
Okazało się, że życie jej się nie ułożyło. Mąż wyrzucił ją z domu. Studiów nie skończyła, pracy porządnej nie ma, mieszka gdzieś pod Łodzią, wynajmuje kawalerkę.
Parę dni się wahałem jechać? nie jechać? Ale kiedy żona wyjechała na tydzień do babci na wieś, pokusa wzrosła.
Zdecydowałem i pojechałem. Pędziłem autem najszybciej jak się dało, wyobrażając sobie spotkanie.
A rzeczywistość…
Jaki ty jesteś przystojny rzuciła mi się na szyję Maria.
Uderzył mnie zapach niespłukanego ciała. Cofnąłem się nieco.
Ludzie patrzą mruknąłem.
Śmieszą mnie! roześmiała się wulgarnie.
Mini do przesady, tani makijaż, bylejakość… Nawet nie umywała się do Nadziei. Ona chyba zawsze taka była. Jak mogłem tego nie widzieć? myślałem patrząc, jak nalewa w siebie piwo.
Daj mi trochę pieniędzy, to ci się odwdzięczę zamruczała.
Chciałem tylko stamtąd uciec.
Przepraszam, muszę iść powiedziałem wstając.
Spotkamy się później?
Wątpię powiedziałem do kelnera Proszę, tu zostawiam za dwie osoby.
Kelner zrozumiał w lot.
Pędziłem do domu jak oszalały.
Idiota, kląłem, Ola miała rację! Po co mi to było? A może dobrze, że pojechałem?
I wtedy mnie uderzyło: nigdy mojej żony nie nazwałem Nadzieją Nadzią, Nadzieją bliską, najbliższą, moją rodziną!
Zahamowałem na poboczu i przez kilka minut widziałem w głowie nasz wspólny czas.
Nadzieja jasnoniebieskie oczy, ciepły uśmiech, delikatnie poprawiająca mi włosy. Obiecałem, że ją uszczęśliwię! Szybko wróciłem na trasę, zjechałem w boczną drogę.
Cały tydzień cię nie ma, a ja nie wytrzymałem bez ciebie nawet dwóch dni wyszeptałem, gdy wybiegła mi naprzeciw z domu babci.
Wariat! śmiała się przez łzy.
Nadziu, moja ukochana szepnąłem i świat nagle znów nabrał kolorów.
I w tym momencie zrozumiałem: szczęście nie zawsze jest ogniem, czasem jest spokojem, ciepłem i bezpieczeństwem. Jeśli masz kogoś, kto naprawdę cię kocha, nie szukaj iluzji. Nie warto tracić czasu na dawne złudzenia, skoro miłość jest tuż przy tobie.


