Olek, czyś Ty postradał zmysły? Co to znaczy – odchodzę?! – Właśnie to. Od dawna mam kochankę! Jest…

Piotrze, ja cię naprawdę nie rozumiem. Oszalałeś? Co to znaczy odchodzę?

-To znaczy dokładnie to, o czym myślisz. Od dawna mam kochankę! Jest ode mnie młodsza o 16 lat! I postanowiłem, że z nią będzie mi lepiej!

-Ona mogłaby być twoją córką!

-Wcale nie! Ma już 20 lat.

Piotr podszedł bliżej do niej.

-I w ogóle Agnieszka ma bardzo bogatego ojca. W końcu będę żyć tak, jak zawsze marzyłem! Rozumiesz? A później urodzi mi jeszcze dziecko, czego ty mi dać nie chciałaś!

Każde jego słowo bolało Annę coraz mocniej. Wiedziała, że kiedyś to się wydarzy, bo nie mieli dzieci.

Nigdy jednak nie sądziła, że wszystko przebiegnie w tak upokarzającej formie.

Z Piotrem byli razem niemal 15 lat. Przeżyli swoje wzloty i upadki, jak każda para. Ale Anna zawsze uważała, że w rodzinie musi być szacunek, bez niego nie da się żyć.

-Anna, mogłabyś chociaż zapłakać, bo głupio się czuję.

Kobieta wyprostowała dumnie głowę.

-Dlaczego miałabym płakać? Bardzo się cieszę z twojego szczęścia! Naprawdę! Może przynajmniej jedno z nas spełni w końcu swoje marzenia.

Piotr skrzywił się.

-Ciągle tylko o tych swoich farbach. To nie praca, to zabawa, nikogo to nie obchodzi!

-Może i hobby, ale gdybym ja pracowała trochę mniej, a ty zarabiałbyś trochę więcej, też mogłabym robić to, co kocham.

-Daj spokój. Czym ty się jeszcze zajmiesz? Dzieci i tak mieć nie możesz. Pracuj dalej.

Spojrzała na Piotra, który próbował zapiąć walizkę.

-Piotr, a twoja nowa wybranka? Ona nie pracuje, z czego będziecie żyć? Przecież ty nie jesteś orłem pracy.

-To już nie twój interes! Ale powiem ci, bo mam dobry humor: na swoje pieniądze pożyjemy tylko chwilę.

A później, jak Agnieszka będzie w ciąży, jej ojciec obsypie nas złotówkami! Także spokojnie, starczy nam na długo!

Piotr wreszcie zamknął walizkę i wyszedł z mieszkania, trzaskając głośno drzwiami. Anna skrzywiła się nie znosiła hałasu. Odwróciła się do okna.

Pod klatkę zajechał czerwony, błyszczący samochód. Z auta wyskoczyła młodziutka dziewczyna i rzuciła się Piotrowi na szyję.

Oczywiście wszystkie starsze panie na ławce pod blokiem wpatrzyły się w tę scenę. No, nie mógł odejść jak człowiek, musiał ją jeszcze ośmieszyć.

Dziwnym trafem Anna poczuła ulgę. Ich życie już od dawna przypominało żałosną szopkę.

Piotr praktycznie nie sypiał w domu. Anna rozumiała wszystko, ale nie potrafiła sama rozplątać węzła, który nazywał się rodziną.

Wyciągnęła telefon.

-Ewka, cześć. Jakie dziś plany na wieczór?

Przyjaciółka była zaskoczona.

-Nie poznaję cię, ty wygrzebałaś się z tej swojej depresji?

-A co tam. Jaka depresja. Ot, melancholia. Może gdzieś pójdziemy? Wypijemy, pogadamy, w końcu mam okazję.

Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza, potem Ewa zapytała ostrożnie:

-Anna, wszystko w porządku? Jakieś lekarstwa dziś zażywałaś? Temperatura cię trzyma?

-Ewa, naprawdę, wystarczy!

-Serio, jeśli chcesz wyjść, jestem za! Już mam dosyć patrzenia na twoją skwaszoną minę. Ale

-No co? Nie możesz?

-To nie to jak Piotr ci pozwoli? Kto mu żarcie na kanapę przyniesie, kto nos wytrze?

-Ewa, o dziewiętnastej w Bursztynie!

Anna rozłączyła się. Kiedyś udusi tę swoją przyjaciółkę. To już niedługo.

Uśmiechnęła się do siebie. Tak jej chciała dokopać, odkąd się poznały.

Zresztą, to nie miało wpływu na ich przyjaźń. Anna chwyciła torebkę i wyskoczyła za drzwi. Już popołudnie, a tyle rzeczy trzeba zrobić.

Ewa niecierpliwie spoglądała na zegarek. Anna nigdy się nie spóźniała, a tu już pięć minut po czasie.

Gdy tylko weszła do restauracji, Ewie aż opadła szczęka. Zresztą nie ona jedna.

Anna zawsze nosiła długie włosy, spięte w koka. Teraz miała jasne, krótkie, modne cięcie.

Na twarzy nie tylko tusz i krem, jak zwykle, ale fantastyczny makijaż, który podkreślał jej urodę.

Zwykle w spodniach, dziś pojawiła się w luźnej sukience, która lepiej niż najwęższe dżinsy zdradzała atuty jej sylwetki.

-Anna, nie wierzę

Anna triumfalnie położyła torebkę na krześle i usiadła.

-Podoba się?

-Jak najbardziej! Odmłodniałaś o dekadę! Tylko nie mów, że wyrzuciłaś Piotrka!

-Nie powiem! Sam się wyniósł.

Chwilę patrzyły na siebie, po czym wybuchły śmiechem.

Po pół godzinie kelner przyniósł im drinki od siedzącego nieopodal mężczyzny. Był od nich starszy o jakieś pięć lat.

Ewa spojrzała na Annę z uśmiechem:

-No widzisz, już masz adoratorów!

Anna odwzajemniła spojrzenie, pomachała mężczyźnie, zapraszając go do stolika. Ewa tylko przewróciła oczami:

-Podziwiam cię dzisiaj!

Zasiedziały się do późna. Nowy znajomy, Grzegorz, był wesoły, błyskotliwy i bardzo sympatyczny.

Po odwiezieniu Ewy taksówką, zaproponował Annie, żeby ją odprowadził.

-Pójdę nawet na drugi koniec Warszawy, jeśli będzie trzeba! Samochód zostawiam, bo po alkoholu nie wsiadam.

-Nie musisz, mieszkam dwie przecznice stąd.

Do domu Anny dotarli o świcie. Trochę spacerowali, trochę rozmawiali.

-Anna, w sumie nie zapytałem. Okazja dziś masz urodziny?

-Nie Chociaż Jak spojrzeć z innej strony. Wczoraj zostawił mnie mąż.

Uśmiechnęła się najczarowniej jak umiała. Grzegorz popatrzył na nią z uznaniem:

-Ann… ty potrafisz zaskoczyć.

Po trzech tygodniach siedziały z Ewą w kawiarni.

-Anna, jak ci mija z Grzegorzem?

Kobieta promiennie się uśmiechnęła.

-Ewka, nigdy jeszcze nie byłam tak szczęśliwa. On wszystko rozumie i radzi sobie z moimi lękami jak nikt.

-A jednak coś cię gryzie?

-Tak… Piotr nie może się uspokoić. Wysłał mi zaproszenie na ślub.

-Żartujesz Po co?

-Chyba chce zobaczyć zapłakaną byłą żonę. Albo pokazać nowej żonie, że nie ma się czego bać.

-Co za typ Wiesz co, idź z Grzegorzem. Wpadnijcie, pogratulujcie, wyjdziecie z klasą. Zrób mu show!

Piotr patrzył na Agnieszkę.

-Ślicznie wyglądasz

-Wiem. Myślisz, że mój tato przyjdzie?

-A jak by nie przyszedł, skoro jesteś jego jedynaczką…

-Ta, przez rok nawet złotówki mi nie dał, chce mnie zmusić do pracy. Co za ojciec

Piotr objął ją ramieniem.

-Nie martw się, przyjdzie w końcu córka wychodzi za mąż!

Ślub zrobili na kredyt. Piotr i Agnieszka byli pewni, że ojciec jej wybaczy i znów zaleje ich złotówkami.

-Piotrze?

-No?

-Twoja była przyjdzie?

-Wyobraź sobie, tak! Wczoraj dzwoniła.

-Niemożliwe!

-Tak! Chyba będzie chciała błagać, by wrócił.

-Lubię takie sceny…

Anna wytłumaczyła Grzegorzowi, czego oczekuje na weselu. Był zaskoczony.

-O której ta komedia?

-O czternastej. Co, jesteś zajęty?

-Jak nazywa się twój były?

-Piotr. Coś nie tak?

-No proszę Jasne, idę z tobą.

O wszystkim opowiedział Annie dopiero w drodze na uroczystość. Była tak zdziwiona, że nie potrafiła zareagować.

Szli razem do stołu młodej pary. Anna dumna, pod rękę z Grzegorzem, uśmiechnięta.

Piotr i Agnieszka wyglądali zupełnie nie jak świeżo poślubieni. Podchodzą.

Agnieszka szepcze:

-Tato?

A Piotr tylko wykrztusił:

-Anna?

Nie poznał jej od razu. Nigdy by nie zgadł, że jego żona może tak wyglądać.

Grzegorz podarował bukiet, wręczył kopertę i powiedział:

-To dobrze, że wyszłaś za mąż, jesteś już samodzielna. Bo my z Anną wybieramy się właśnie w podróż dookoła świata.

Zwrócił się do Piotra:

-Rozumie pan, że teściowej też należy się urlop? Oddaję więc córkę w pańskie ręce a my przepraszamy, musimy już jechać.

Wyszli z restauracji. Anna chciała się śmiać, lecz nie wiedziała, jak zareaguje Grzegorz.

On nagle spojrzał na nią i powiedział:

-Wiesz, że teraz będziesz musiała za mnie wyjść?

Anna zamyśliła się, po chwili odpowiedziała poważnie:

-Skoro trzeba, to trzeba

Objęci poszli do auta. Grzegorz już dzwonił, by kupić bilety tam, gdzie ciepło i gdzie szumi morzeW samochodzie Anna przez chwilę obserwowała przez szybę, jak Piotr z Agnieszką patrzą za nimi, z zaskoczeniem malującym się na twarzach. Poczuła coś dziwnego nie satysfakcję, nie złość. Po raz pierwszy od dawna była po prostu wolna.

Grzegorz włączył silnik i spojrzał w jej stronę z uśmiechem.
-Zabiorę cię najpierw na lody. Słyszałem, że po każdej prawdziwej rewolucji należy się słodycz.

Zaśmiała się szczerze, głośno, bez cienia żalu. Zostawiła z tyłu nie tylko Piotra, ale i swoje stare życie, w którym czuła się niepotrzebna.

-Lody brzmią świetnie, ale później zabierz mnie gdziekolwiek. Mam ochotę w końcu żyć, rozumiesz?

Pokiwał głową.
-Z tobą wszędzie jest dobrze.

Gdy przejeżdżali mostem, spojrzała jeszcze raz na miasto. Wszystko wydawało się inne świeże, nowe, możliwe. Teraz mogła wszystko.

Złapała dłoń Grzegorza i już wiedziała, że więcej nie pozwoli się zamknąć w żadnej klatce. Nawet tej pozłacanej.

Tego dnia Anna się nie oglądała. Przed nią czekała podróż i ona sama. A to była przygoda, jakiej nigdy nie zaplanowałaby wcześniej.

Bo czasem najpiękniejsze rozdziały zaczynają się wtedy, gdy ktoś inny właśnie stawia kropkę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + czternaście =

Olek, czyś Ty postradał zmysły? Co to znaczy – odchodzę?! – Właśnie to. Od dawna mam kochankę! Jest…