Drogi Dzienniku,
dzisiaj wpadły mi na myśl niecodzienne wspomnienia, które wciąż krążą w głowie niczym echo po starej kamiennej katedrze w Krakowie. Po raz pierwszy od lat usłyszałem od swojej matki pytanie, które zawsze przychodziło mi po uszy: Jacek, te twoje dodatkowe kilogramy, naprawdę są problemem? nie poddawała się, uparta niczym wiór wiatru wśród pól pod Karpatami.
Nie są to kilogramy dodatkowe odparłam z zadowoleniem, patrząc na swoją siostrę Anielę i matkę Halinę. Przynajmniej mój przyszły mąż nie ma nic przeciwko temu. Nie wszyscy muszą być jak chude jak trzcina, co nie? odparłam z przymrużeniem oka, a Aniela wybuchła gniewem.
Mamo! Kupiłaś już ten cudowny herbata odchudzająca? A chia? Dlaczego wsypałaś mi tyle masła do kaszy? To przecież te zbyteczne kilogramy! zaapelował Dawid, mój brat, który od dziecka słuchał podobnych lamentów. Czy znowu kupiłaś chleb żytni z drożdżami? To niezdrowe! Powinno się pić rano trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda?! krzyczał, a ja jedynie wzruszyłam ramionami.
Moja matka i starsza siostra od zawsze żywiły niepokój o własną sylwetkę. Anielka ma już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała mi krzywą koniczynę szczerze mówiąc, trochę zgarbioną i wiecznie głodną. Halina natomiast była jak rozciągnięta nitka do szydełka sztywna, dokładna i nie do ruszenia.
To wszystko tak mnie męczyło, że zawsze szukałem otoczenia pełnego radości i dobrego apetytu, marząc o żonie, która nie będzie odbiciem mojej matki i siostry. I w końcu ją znalazłem.
Nazywała się Jadwiga. Same słowa jej imienia przypominały mi cukierkowy smak piernika wigilijnego. Nie była pulchna, lecz przy 173 centymetrach wzrostu ważyła 85 kilogramów, co w Polsce często postrzegane jest jako oznaka zdrowia i dobrego humoru. Miała pełne piersi, smukłą talię, kobiece kształty i małe dołeczki na pulchnych policzkach, które aż proszą się o delikatny dotyk. Gdy po raz pierwszy ją zobaczyłem, serce mi zabiło jak przy pierwszym odgłosie polskiego wesela.
Jednego wieczoru zawiózłem siostrę do warszawskiego banku w sprawach formalnych. Wzięła kartę i usiadła na odpowiednim krześle, a ja tłumnie krążyłem po holu, czekając. Nagle usłyszałem lekki, srebrny dźwięk śmiechu, który brzmiał niczym dzwoneczek przy kościele w Łodzi. Był cichy, lecz tak zaraźliwy, że od razu się uśmiechnąłem. Chciałem zobaczyć, kto rozbawił tę osobę, i nie mogłem powstrzymać się przed podążeniem za dźwiękiem.
Śmiała się dziewczyna w uniformie bankowej, pomagająca starszemu klientowi. Ten opowiedział jej jakąś zabawną historyjkę, a ona jeszcze raz popłakała się ze śmiechu. Nie mogłem oderwać od niej oczu od falującej fryzury po usta zakręcone w subtelną buźkę. Co więcej, jej postawa była pewna i naturalna, co widać było gołym okiem.
Jechałem w samochodzie z Anielą, słuchając jej monotonnego monologu, ale myśli moje dryfowały gdzie indziej nie w banku, nie przy Halinie, a przy tej nieznanej dziewczynie.
Dawidzie, słuchasz mnie? zapytała siostra z niezadowoleniem.
Oczywiście, Anielko, słucham. odpowiedziałem, próbując uchwycić sens jej słów.
Wiesz co, mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka narzekała, rozczarowana kolejnym przyjacielem. To tak, znowu ten facet, który nie rozumie
Następnego dnia, pod wieczór, pospieszyłem do banku. Mój wymarzony przedmiot Jadwiga stała przy okienku, a ja westchnąłem z ulgą, widząc ją w pełnej okazałości. Gdy bank się zamknął, wyjąłem z bagażnika bukiet róż i podszedłem do niej.
Dziewczyno, nie szukacie może męża albo narzeczonego dla swojej mamy? wyplątałem, nieco niezdarnie, wyciągając jej kwiaty.
Mój wyraz twarzy był tak zaskakująco niepewny, że Jadwiga roześmiała się dźwięcznym śmiechem i przyjęła róże.
Boże, jakie piękne! zachwyciła się, wciągając zapach kwiatów. Czuję się jak w bajce.
Od tego momentu staliśmy się nierozłączni. Spotkanie to przypominało mi sytuację, w której nagle pojawia się ktoś, kto wydaje się być jedynym prawdziwym wyborem. Po miesiącu znajomości oświadczyłem się Jadwidze, a ona przyjęła z radością. Teraz pozostało jedynie zgodzić się z rodzicami.
Rodzice Jadwigi przyjęli mnie przy wypełnionym stole, pełnym pierogów, kiełbasy i głośnego śmiechu. Halina, piękna i pełna wdzięku, pocałowała mnie w obie policzki tak, że poczułem się kompletnie zmieszany. Ojciec Jadwigi, pan Krzysztof, przywitał mnie przyjacielsko, klepnął po ramieniu, jakby znał mnie od lat, i poprowadził do kuchni.
Trzymaj się z daleka od kobiet, bo cię zdołują, zażartował. Ale nie martw się, Natalka, mama Jadwigi, to spokojna kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. Jadwiga jest naszą perełką dbaj o nią, synu. powiedział, patrząc na mnie z troską.
Wspólnie siedzieliśmy przy stole, jedząc z apetytem, rozmawiając głośno o zabawnych przygodach z życia. Potem pan Krzysztof wziął gitarę, a my wszyscy chóralnie dośpiewywaliśmy znane polskie melodie. Czułem się w tej rodzinie tak, jakby znał ich całe życie.
Trzy dni później pojechaliśmy do domu rodziców Dawida. Po drodze zatrzymaliśmy się w cukierni i Jadwiga kupiła ręcznie robione eklerki dla kobiet. O piątej po południu dotarliśmy pod ich drzwi. Otworzyła je mama Dawida, Galia Anielina.
O Cześć, kochani powiedziała, patrząc zaskoczona na Jadwigę, której twarz przybrała wyraz otwartego zdumienia, trzymając się za framugę.
Mamo, też cię kocham. Może nie będziemy stać na progu, a pójdziemy do środka? szepnąłem do matki i w końcu weszliśmy.
Oczywiście, synu Proszę, przechodźcie. Czy to chyba ta Jadwiga? zapytała, przyglądając się dziewczynie od stóp po głowę.
Tak, jestem Jadwiga! Bardzo się cieszę, że mogę się z wami poznać. podałam jej dłoń i weszłam do środka. Matka Dawida, Galia, stała z otwartą buzią, wpatrując się w mnie.
Tato, Aniela, mama, to Jadwiga, moja narzeczona. Złożyliśmy wniosek i wkrótce będzie wesele. Jadwiga, to moja rodzina: siostra Aniela, mama Galia i tata Mikołaj. przedstawiłem moją narzeczoną przed bliskimi.
Wieść o ślubie zaskoczyła rodzinę Dawida, a w pokoju zapadła cisza, przerywana jedynie stukotem sztućców.
Jadwigo! Cieszymy się z was! A macie już butelkę? To idealnie pasuje! I jakieś smakołyki, ale tylko dla was, dziewczyny. rozluźnił atmosferę tata Mikołaj.
Nie, nie jedziemy ciastka, szczególnie nie na noc. odparła Galia, odsuwała pudełko ze słodyczami, choć nieco niechętnie.
Nie jedzcie, a my zjemy! Dajcie tę kartę, zobaczymy, co w niej jest. Myślę, że Jadwiga nic złego nie przyniesie. zaśmiał się Mikołaj, wprowadzając nieco humoru.
Wreszcie wszyscy usiedli, a na stole pojawiła się czekolada, lekkie przystawki i butelka szampana. Odkręciliśmy ją, stuknęliśmy kieliszkami, a po chwili znów zapadła niewygodna cisza.
Mamo, poznałem rodziców Jadwigi. Są wspaniali, na pewno wam się spodobają powiedziałem, starając się przełamać milczenie. Jadwiga przyglądała się kieliszkowi, a Aniela nie odrywała wzroku od niej. Tata zaczął opowiadać anegdotę, wszyscy się roześmiali i napięcie nieco opadło.
Jadwigo, nie martw się, mam świetnego specjalistę, który pomoże ci rozwiązać problem. nagle wtrąciła się mama.
Problem? Nie mam problemu odparłam, zaskoczona.
No właśnie, Jadwigo, te twoje dodatkowe kilogramy naprawdę problem? naciskała matka Dawida.
Według mnie nie mam żadnych zbędnych kilogramów, a mój przyszły mąż je lubi. Nie każda musi być jak modelka z okładki. odparłam z uśmiechem, spoglądając na Anielę i Halinę. Aniela zapłonęła czerwienią.
Jadwigo, masz dwadzieścia kilogramów nadwagi! To niezdrowe. A kiedy urodzisz dziecko, nie mam pojęcia, co więc z tobą się stanie zagroziła Aniela.
Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, i będę z moim kochanym mężem i dzieckiem. A ty, Anielo? Przekonana, że każda smukła kobieta musi mieć przystojnego mężczyznę i przynajmniej dwoje dzieci? zażartowałam, połykała się śmiechem.
Aniela otworzyła usta, gotowa wykrzyczeć coś jeszcze, ale Mikołaj, ojciec Jadwigi, podniósł kieliszki i wzniósł toast.
Za kobiety tej rodziny, różne, ale kochane!
Po kilku godzinach wyszliśmy na ulicę, spojrzeliśmy na siebie, westchnęliśmy równocześnie i nagle wybuchliśmy śmiechem.
Nie spodziewałam się, że przyszła teściowa nazwie mnie płaską. zażartowała Jadwiga.
Jadwigo, jesteś piękna i wiesz to! A mama i siostra? Wybacz im, bo nie można wybierać krewnych. odpowiedziałem, ściskając jej rękę.
Wesele zaplanowano na 25 sierpnia. W ten dzień bliscy i przyjaciele zebrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego, aby być świadkami naszego ślubu. Po ceremonii goście udali się do restauracji, gdzie weszelny blask rozświetlił salę.
Narzeczona lśniła w eleganckiej sukni, podkreślającej jej kobiecą figurę. Narzeczony nie mógł oderwać od niej wzroku. Matka panny młodej, Natalka Zofia, nie ustępowała w pięknie i wdzięku. Sukienka Jadwigi pięknie eksponowała jej sylwetkę, a mężczyźni nie mogli oderwać oczu od jej wizerunku. Aniela, siostra Dawida, była kopią swojej matki, tylko młodsza.
Muzyka zagrała, a młoda para ruszyła na pierwszy taniec. Wirujący warkocz, delikatny podmuch wiatru i spojrzenia pełne miłości był to moment, w którym nie istniał już żaden inny świat. Goście patrzyli z zapartym tchem, jakby zamrożone w czasie.
Może narzeczona nie zaszkodziłoby trochę odchudzić się rzucił niezadowolony głos matki Dawida, wskazując na sukienkę, która wydawała się nieco ciasna. Jest duża, a sukienka nie pasuje
Mówi się, że słowo nie wyleci, ale nie da się go już cofnąć. Gali Anielina pragnęła odpuścić, ale było już za późno usłyszała się.
A propos, wielu mężczyzn nie rzuca się w wir przygód na ości. Wolą normalne, żywe kobiety. Twój syn, drogi, należy do nich. A wy, kobiety, zachowujcie się ostrożniej, bo i tak jestem wrażliwa broniła się Natalka, gestykulując swoim obszernym biustem, przyciskając Galię do ściany.
Kobiety patrzyły na siebie z nieufnością; Galia z przerażeniem, a Natalka ze złością. Sytuację rozładował Iwan, ojciec Jadwigi, który natychmiast przejął kontrolę.
Dziewczyny! Widzę, że już się zaprzyjaźniłyście. Muszę niestety pożyczyć moją żonę, droga Galo! Natalio, zapraszam cię do tańca. Młodzi już tańczyli, teraz nasza kolej.
Chwycił żonę za talię i wirujący wąsły walc rozbrzmiał. Muzyka rozbrzmiewała, a twarze wokół lśniły radością. Śpiewano, tańczono, a serca biły w rytm znanej polskiej piosenki.
Pozostaje nadzieja, że młode będą żyć razem, kochać się i czerpać z życia to, co najpiękniejsze
Bo to przecież najważniejsze, prawda?
Z wyrazami wdzięczności za te wszystkie chwile, które przywołują uśmiech i ciepło w sercu,
Dawid.



