Oksana z mamą siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co rozpaliły w piecu.

Alina i jej matka siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co napalono w piecu.
Nie martw się, mamo. Wszystko będzie dobrze. Nie zginiemy. Teraz dam ci leki.

Alina, jak tylko potrafiła, uspokajała matkę, choć tak naprawdę nie była jej matką to jej teściowa, a właściwie już była teściowa. Prawie była.

Tak się złożyło, że mieszkały we trzy: matka, syn i jego żona Alina.

Alina wyszła za mąż późno, w wieku trzydziestu lat. Była drugą żoną Jacka. Nie zniszczyła rodziny, gdy się poznali Jacek był już po rozwodzie.

Teściowej, Marii Janowej, od razu się spodobała. I Alina również ją polubiła. Czuła się przy niej jak przy własnej matce ciepła, wyrozumiała, zawsze przytuli, wysłucha. Alina wcześnie straciła rodziców i została zupełnie sama. W teściowej znalazła bliską osobę.

Spiskujecie przeciwko mi żartował Jacek.

Pięć lat małżeństwa minęło jak chwila. A potem Jacek stał się opryskliwy i wybuchowy. Krzyczał na Alinę, na matkę. Powód? Miał kochankę. Często wracał późno i dobrze podchmielony.

Pewnego dnia oznajmił, że się rozwodzi. Dał im dwa dni na spakowanie się. Alina nawet nie zdążyła wyjechać, gdy zjawiła się jego kochanka z walizką.

Może zrobiła to specjalnie, żeby zobaczyć poprzedniczkę i rzucić kilka obelg. Tylko że jej się nie udało. Była to wysoka blondynka z pełnymi ustami i ogromnymi rzęsami, które ledwo mrugała.

Alina nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

Na to właśnie mnie zamieniłeś? Na tę kukłę z rzęsami jak u krowy? No cóż, powodzenia z nią, bo ja ani trochę nie żałuję.

Przynajmniej ona jest wesoła. A wy z matką to dwie stare baby. Dwie kwoki.

Mnie możesz obrażać, ale po co matkę?

Zajączku, a twoja mama też zostaje z nami? zaskrzeczała niewyraźnie ta istota, mrugając swoimi cudownymi rzęsami. Niech ją zabierze. Po co nam twoja matka? Zajączku…

Tak, mamo, czas na ciebie. Za długo już tu siedzisz.

Gdzie ja pójdę? Przecież oddałam ci wszystkie pieniądze ze sprzedaży mieszkania, żebyś ten dom wybudował! Matka złapała się za serce.

Tylko bez scen. No dobrze, możesz zostać, ale nie wychodź ze swojego pokoju. Teraz tu gospodarzą Albina.

Kotku, niech obie się wynoszą!

To moja matka!

Twoja matka? Chcesz powiedzieć, że ja mam mieć taką teściową? Ooo Kotku

Alinie znudziły się ich obelgi.

Mamo, pojedziesz ze mną na wieś?

Już lepiej na wieś niż z takim synem i tą

Poczekaj. Szybko spakuję twoje rzeczy.

Nie zapomnij leków. I moją szkatułkę. I torebkę.

Alina wyciągnęła kolejną walizkę. W pośpiechu wrzucała wszystko do środka. Szkatułka, torebka, leki, dokumenty, bielizna, ubrania.

Zabierajcie wszystko. Nam obcego nie trzeba odezwała się Albina. Prawda, mój misiu?

Jacek milczał. Nic więcej nie mógł zrobić. Wiedział, że matka mu tego nie wybaczy. A może i wybaczy w końcu to matka.

Po pół godzinie Alina stała już przy samochodzie. Maria Janowa siedziała na tylnym siedzeniu i cicho ocierała łzy. Nawet nie spojrzała w stronę syna, tylko ciężko westchnęła.

Ciężko to przyjąć, gdy oddałaś mu wszystko i stałaś się niepotrzebna.

Jak my teraz będziemy żyć, córeńko?

Wszystko będzie dobrze. Mam oszczędności. Wystarczy, aż znajdę pracę. Ty masz emeryturę. Przeżyjemy. Na chleb z masłem starczy.

Przyjechały do wsi, gdzie Alina spędziła dzieciństwo. Na szczęście był jeszcze dzień. W domu było zimno. Alina szybko napaliła w piecu. Przyniosła wody, postawiła czajnik.

Jak ty to wszystko sprawnie robisz. Jakbyś tu całe życie mieszkała.

Dziadek mnie wszystkiego nauczył. Dobrze, że kupiłyśmy jedzenie. Nie trzeba iść do sklepu. Nie lubię wiejskich plotek.

Stopniowo robiło się coraz cieplej.

Jutro tu wszystko umyję.

Zapukano do drzwi.

Sąsiadka przyjechała? Dawno cię nie było. A ja patrzę twoje auto stoi. Co cię w zimę tu przyniosło? Czy jakieś problemy?

Wszystko w porządku, wujku Zbyszku. Już dobrze. Opowiem ci kiedy indziej. Siadaj, napijemy się herbaty.

A ja cię chciałem zaprosić. Ale ty nie jesteś sama? Dopiero teraz zauważył kobietę.

To Maria Janowa. A to Zbigniew Piotrowicz przedstawiła ich sobie.

Mów, jeśli czegoś będziesz potrzebować.

Na razie nic. Dziękuję.

Minął tydzień. W domu zrobiło się czysto i przytulnie.

Wiesz, Alino, ja też jestem ze wsi. Wyszłam za mąż za miejskiego. Zginął, gdy Jacek miał dwadzieścia trzy lata, a ja sprzedałam mieszkanie. Syn obiecał, że zawsze będę z nim mieszkać. A zobacz, jak to się skończyło.

Nie płacz. Wiem, że ciężko. Mnie też jest źle. A może doczekasz się wnuków.

Od tej? Broń Boże. A Zbigniew Piotrowicz z kim mieszka?

Sam. Żona mu utonęła, ratując sąsiedzkie dziecko. Dawno temu. Nigdy więcej się nie ożenił. Dzieci nie ma. Tak sobie żyje. Z moim dziadkiem się przyjaźnił, choć był od niego młodszy. Jest mniej więcej w twoim wieku.

Minął miesiąc. Od Jacka nie było wieści. Nawet do matki nie zadzwonił. Ale pewnego dnia na telefon Aliny zadzwonił nieznany numer.

Alina?

Tak.

Pański mąż nie żyje.

Myli się pan.

Nie, nie mylę się. Jacek Był pijany i rozbił się samochodem. Może to dla pani bolesne, ale jechał z tą dziewczyną. Ona przeżyła, wyleciała z auta ani jednego zadrapania. Proszę przyjechać na identyfikację.

Boże, biedna Maria Janowa. Jak jej to powiedzieć? Jak to zrobić? Wujek Zbyszek! On pomoże.

Alina, co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha!

Mamo, usiądź. Jacka już nie ma.

Ooo Maria Janowa wybuchnęła płaczem. Jak to

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × trzy =

Oksana z mamą siedziały na starym łóżku. Obie były ciepło ubrane. Zima, a w domu dopiero co rozpaliły w piecu.