Kasia przyjechała do mamy na Sylwestra. Chciała zrobić niespodziankę, więc nikomu ani słowa nie pisnęła o swoim przyjeździe. Podjechała pod blok w rodzinnej Łodzi, wzięła głęboki oddech i zapukała do drzwi. A tu za moment drzwi się otwierają i z piskiem na szyi zawisa jej siostrzyczka Basia!
Dzień przeleciał nawet nie wiadomo kiedy gawędziły, śmiały się, pomagały mamie w kuchni. Kasia z Basią siekały sałatki, a mama robiła swoją popisową zapiekankę z mięsem, którą Kasia uwielbiała.
Wiedziałam, że przyjedziesz rzuciła mama z uśmiechem. Nawet wczoraj w sklepie wzięłam dwa kartony jajek, bo coś czułam, że będzie was więcej. Powiedz, ty w ogóle się z kimś teraz spotykasz po tym całym Pawle?
Nie, mamo, daj spokój odparła Kasia, machając ręką.
I nagle zadzwonił jej telefon. Zerknęła na ekran i aż ją przytkało.
Boże, niby kocham Sylwestra, a jednak nie znoszę tych stresów, podsumowań, ciągłych rozliczeń wzdychała Kasia jeszcze poprzedniego wieczoru.
Siedziała przy laptopie, kończąc roczny raport do pracy. Szef zapowiedział, że jeśli komisja nie znajdzie jutro żadnej wpadki, od szóstej będzie wolna aż do Trzech Króli. Marzyła tylko o tym, żeby w końcu odpocząć, zobaczyć mamę i Basię.
Musiała jeszcze następnego dnia wyskoczyć po prezent dla mamy dla Basi telefon zdążyła już kupić. Na pociąg miała bilet już od początku grudnia, w razie czego miejsce na dole w kuszetce.
Wieczorem przyśnił jej się dziwny sen. Wędrowała po lesie, gdy napotkała małą dziewczynkę, pięcio-, może sześcioletnią, siedzącą na pniu i przeglądającą książeczkę.
Zgubiłaś się? Gdzie masz rodziców? spytała Kasia.
Nie, ja się jeszcze nie znalazłam. A ty wstawaj, nie przegap swojej szansy, bo dziś wieczorem spotkasz swój los. Wstawaj, raport trzeba oddać!
Kasia w jednej chwili otworzyła oczy, spojrzała na zegarek.
O rany, prawie zaspałam. Nie mogę nawalić, bo na dziewiątą kontrola!
W domu trzy minuty, szybki makijaż, płaszcz na siebie i już pędziła na przystanek. Dobrze, że do pracy miała tylko pięć przystanków i miejsce w autobusie się znalazło.
Siedzi więc Kasia, patrzy sobie na współpasażerów i nagle… przed sobą widzi dziewczynkę z jej snu! A ta puszcza jej oczko. W tej chwili ktoś ją potrącił chłopak z wielkim plecakiem ledwo ciągnął go po podłodze. Kasia ofuknęła go wzrokiem, a gdy spojrzała z powrotem… dziewczynki już nie było.
No pięknie, przewiduję już ze zmęczenia mruknęła.
W pracy jak zwykle panował rozgardiasz, wszyscy kłębią się przy komputerach. Ale raport oddany bezbłędnie, szef kiwa głową, uśmiecha się szeroko i wręcza jej kopertę.
Za pracowitość należy się, Kasiu. Wesołych Świąt!
I dla pana, panie Marku, wszystkiego dobrego i ogromne dzięki!
Za premię kupiła mamie piękny szal, Basi bluzkę, a sobie trochę smakołyków i butelkę musującego wina. O 19:30, zdyszana, wpadła do wagonu. Niezgrabnie przeoczyła cudzy plecak, potknęła się i wyciągnęła jak długa na korytarzu.
Prawie się popłakała, ale zaraz poczuła czyjeś silne ręce, które podniosły ją z podłogi.
Przepraszam, mój plecak, powinien być już w przedziale To moja wina, nie zauważyłem rzucił facet z uśmiechem i lekko połyskującymi oczami.
Nic się nie stało, serio Kasia nieco się zarumieniła.
Okazało się, że jadą jednym przedziałem. Szybkie spojrzenie chłopak wysoki, przystojny.
I wtedy przypomniały się jej słowa dziewczynki ze snu: „wieczorem spotkasz swoją szansę”.
Może to on? Taki los bym przyjęła… pomyślała Kasia.
Chłopak pomógł jej z walizką, ułożył rzeczy pod półką i gestem zaprosił do siedzenia.
Przedstawił się jako Michał. Jechał do Łodzi służbowo, miał jakąś ważną sprawę, na jeden dzień zdąży wrócić na Sylwestra do siebie.
A ty dokąd jedziesz? zapytał.
Do mamy i siostry, mam krótki urlop na święta, trzeba nadrobić czas rodzinny odparła Kasia.
Mąż, chłopak? zagadnął Michał.
Sama jestem, nikogo nie poznałam, z kim chciałabym spędzić Nowy Rok A ty? Czeka ktoś?
Też nie. Samotnik jak ty, wciąż szukam tej jednej, na dobre i na złe.
A dziewczynka ze snu mówiła, że to ty mój los Kasia o mało nie powiedziała tego na głos i znowu się zaczerwieniła.
Jak się rumienisz, to jesteś jeszcze ładniejsza rzucił Michał i spojrzał jej prosto w oczy.
Kasia się zmieszała.
Zawsze się czerwienię w głupich sytuacjach Teraz też mnie zawstydziłeś.
Przepraszam! A może napijemy się herbaty? Mama dała mi na drogę szarlotkę kazała podzielić się z sąsiadami.
Zanim jeszcze wyjęli kubki i talerzyki, do przedziału weszła starsza pani z kilkuletnim wnuczkiem. Kasia i Michał grzecznie się wycofali na korytarz, dając im czas się rozgościć.
Pani Halina wiezła wnuczka do córki, nie dostała urlopu w pracy, a tęskniła za chłopakiem chciała zrobić prezent na Nowy Rok.
Potem wszyscy razem pili herbatę, zajadali się ciastkami pani Haliny. Wreszcie Michał z Kasią wyszli popatrzeć przez okno. Pociąg właśnie przecinał rozświetloną Piotrków Trybunalski, widać było lampki i ozdoby.
Słuchaj, możemy wymienić się numerami, jeśli nie masz nic przeciwko? zapytał Michał.
Pewnie.
A kiedy wracasz?
Wracam dziesiątego czyli jeszcze trochę posiedzę.
Rozumiem. Wiesz, z tobą tak łatwo mi się gada, serio, jakbyśmy się znali od dzieciństwa.
Mi też! Taka pociągowa rozmowa poznajesz kogoś, rozmawiasz szczerze, a potem każde idzie w swoją stronę.
Może masz rację! No to może śpimy?
Kasia uśmiechnęła się i pokiwała głową.
Dojechali o dziesiątej rano. Rodzinie nic nie mówiła, bo chciała ich zaskoczyć. Klucze z zapasu miała schowane w doniczce na klatce.
Michał odprowadził ją do taksówki, życzyli sobie pięknych świąt. Kasia życzyła mu, by znalazł tę jedyną w Nowy Rok.
Życzę ci tego samego, Kasiu. Może już dziś, może wkrótce.
Uśmiechnęli się do siebie i każde ruszyło w swoją stronę.
Podobał jej się Michał. Ale nigdy się nie narzucała, choć miała ochotę powiedzieć: „Zostań, spędź z nami Sylwestra!” Odsunęła te myśli, będąc już myślami przy mamie i Basi…
Kasia wtoczyła się z walizką do swojego bloku, otworzyła drzwi i została osaczona w uścisku przez rozpromienioną Basię!
Dzień zleciał na gotowaniu, śmiechu było co nie miara. Mama podpytywała, czy przyjechała sama, tłumaczyła się, że jakoś przeczuwała jej wizytę i zrobiła zapas jedzenia „na dwa domy”.
Szczerze mówiąc, rano pomyślałam, że może wrócisz z kimś Po Pawle chyba nie miałaś nikogo? dopytywała mama.
Nie, mamo, zostaw ten temat…
I nagle telefon dzwoni!
Patrzy Michał.
Serca Kasia zamiera na sekundę.
Cześć, udało Ci się wrócić do domu? zapytała.
No właśnie nie, dzwonię, bo tak sobie myślę W tym mieście nikt mnie nie zna prócz ciebie, wpuścisz samotnego wędrowca na waszego Sylwestra?
Kasia wybuchła śmiechem:
Daj mi chwilę, zapytam szefową kuchni! Mamo, nie miałybyście z Basią nic przeciwko jeszcze jednemu głodnemu podróżnikowi?
Oczywiście, że nie! roześmiała się mama. W końcu nasze babsko-grono przyda się trochę urozmaicenia!
Słyszałeś? Zapisz sobie adres odpowiedziała Kasi z szerokim uśmiechem i porozumiewawczo mrugnęła do mamy.
Dziewczynka ze snu miała rację obudziła Kasię na czas, raport był zdany, a wieczorem spotkała właśnie swój los.


