Oksana, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Chwilkę, mamo. Zaraz wyślę m…

31 grudnia
Warszawa

Kasiu, jesteś zajęta? mama zerknęła do mojego pokoju.

Chwilę, mamo. Wyślę tylko tego maila i już ci pomagam, nawet nie odrywając wzroku od ekranu, odpowiedziałam.

Brakuje majonezu do sałatki Źle policzyłam. I zapomniałam koperku kupić. Może pójdziesz do sklepu, zanim zamkną?

Dobrze.

Wybacz, że cię męczę. A już masz zrobioną fryzurę Głowa mi pęka przez te święta, westchnęła mama.

Zamknęłam laptopa, spojrzałam na mamę i powiedziałam: Już idę. Co jeszcze mówiłaś?
Założyłam kozaki, futerko, ale czapki już nie nie chciałam psuć fryzury. Sklep był tuż za rogiem, nie zdążę zmarznąć. Za oknem lekki mróz, prószył śnieg prawdziwa sylwestrowa bajka.

W sklepie było pusto, wpadali tylko ci, którzy w pośpiechu czegoś zapomnieli. Koperek został tylko w zestawie z pietruszką i szczypiorkiem, już lekko podwiędły. Chciałam napisać do mamy czy taki też może być, ale dopiero teraz zauważyłam, że telefon został w domu. Po chwili wahania wzięłam paczkę ziół, wybrałam jeszcze majonez z przetrzebionej półki, zapłaciłam przy kasie i wyszłam.

Nie zdążyłam odejść daleko, gdy zza zakrętu wypadł samochód i oślepił mnie światłami. Odruchowo odskoczyłam w bok, kozaki ześlizgnęły się na śliskim lodzie przykrytym śniegiem. Noga się podwinęła i upadłam na chodnik. Torebka poleciała na bok.

Chciałam wstać, ale kostka przeszył taki ból, że łzy napłynęły mi do oczu. Nie było żywej duszy, telefonu brak. Co robić? Nie słyszałam nawet, że za plecami trzepnęły drzwi auta.

Nic pani się nie stało? Pochylił się nade mną młody mężczyzna.
Może pani wstać? Pomogę, podał mi rękę.

Chyba właśnie przez pana złamałam nogę. Jeździcie tymi swoimi autami, zamieniliście drogę w lodowisko, wysyczałam przez łzy, ignorując jego pomoc.

Sama pani sobie winna. Po co chodzić na obcasach o tej porze?

Daj pan spokój, fuknęłam, przełykając łzy.

Zamierza pani tu na mrozie siedzieć do rana? Dobrze. Nie jestem mordercą pięknych dziewczyn. Gdzie pani mieszka?

Wskazałam ręką blok obok.

Mężczyzna nagle się oddalił, ale po chwili usłyszałam znów warkot silnika. Cofnął samochód, zaparkował obok mnie.

Teraz panią podniosę, proszę nie stawać na tę nogę. Raz, dwa, trzy zanim zdążyłam zaprotestować, już mnie podniósł i ostrożnie postawił. Drugą nogę zginałam pod siebie.

Stoi pani? zapytał, pomagając mi i otwierając drzwi samochodu.
Wsiadaj, trzymam panią.

Moja torebka! zawołałam, wsiadając do środka.

Odszukał moją torebkę i położył na tylnym siedzeniu.

Pod blokiem pomógł mi wyjść z auta, po czym wziął mnie na ręce i nogą zamknął drzwi.

Przed wejściem zatrzymał się.

Klucze w torebce? Ktoś jest w domu?

Mama.

To wpisz kod i poproś mamę, niech otworzy.

Windy nie mieliśmy, więc musiał mnie nieść na trzecie piętro. Oplotłam mu szyję ramionami, słyszałam jak ciężko oddycha. Lampka na klatce schodowej świeciła marnie, ale widziałam pot spływający mu po skroni. I dobrze ci tak, nie będziesz śmigał pod sklepem, pomyślałam przekornie.

Proszę mnie postawić, dalej dojdę poprosiłam przed drzwiami do naszego mieszkania.

Nie odpowiedział, tylko oddychał jeszcze ciężej. Wtedy nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich mama.

Kasia? Co się stało?

Mężczyzna niemal wtaranował się do mieszkania. Mama odsunęła się w bok. Ostrożnie postawił mnie na podłodze i wziął głęboki oddech.

Proszę przynieść krzesło, zwrócił się do spanikowanej mamy.

Mama przyniosła krzesło z kuchni, ulżyło mi, kiedy mogłam usiąść, wyciągając bolącą nogę przed siebie. Mężczyzna ukląkł przede mną.

Co tu się dzieje?, zawołała mama.

Nie zwracał uwagi, jedną ręką złapał moją nogę, drugą momentalnie zsunął zamek kozaka. Krzyknęłam z bólu.

Co pan robi? Przecież to boli! niemal jednocześnie ze mną wykrzyknęła mama, patrząc przerażona jak kostka robi się sina i puchnie.

Zadzwonię po karetkę, powiedziała mama.

To tylko skręcenie, jestem lekarzem. Proszę przynieść lód, szybko, zarządził spokojnie.

Bez oporu poszła do kuchni, wróciła z zamrożonym kurczakiem w reklamówce.

Przyłóżcie do kostki.

Mężczyzna wstał i podszedł do drzwi.

Pan wychodzi? wystraszona spytałam.

Zejdę po bandaż elastyczny, mam w aucie. Wrócę też z pani torebką, rzucił zza progu.

Ty zostawiłaś torebkę u niego w samochodzie? Kasiu, kto to w ogóle jest? mama uklękła u mojej nogi, przykładając zimnego kurczaka do kostki.

Syknęłam z bólu, zaczerpnęłam powietrza.

Zajechał autem pod sklep, przestraszył mnie. Przewróciłam się, zdążył tylko mnie przytachać do domu. Tyle wiem.

Może to naciągacz? Zaraz pójdzie z twoją torebką, masz tam kartę, pieniądze, klucze! Kasiu, dzwońmy na policję, póki nie uciekł! wyszeptała mama.

Jaką policję, mamo? Gdyby chciał mnie okraść, zostawiłby pod sklepem. Przynajmniej przytachał mnie do domu

Mama pokręciła głową.

Zadzwonił domofon.

To na pewno on. Mamo, otwórz mu.

Wszedł, uważnie popatrzył na mnie i na mamę, położył moją torebkę na komodzie.

Możecie sprawdzić, czy wszystko jest, powiedział, zdjął kurtkę, położył ją na dywan i klęknął na niej.

Będzie bolało. Muszę nastawić kostkę. Proszę się trzymać za krzesło.

Chwycił moją stopę jedną ręką, lekko zgiął. Zawyłam, wgryzając się w wargę.

Coś się pali, rzucił do mamy, patrząc w jej stronę.

Mama pobiegła do kuchni.

W tej samej chwili przez mój kręgosłup przeszedł ból, aż pociemniało mi w oczach.

Spokojnie, za chwilę będzie lepiej, szepnął.

Mama wbiegła z powrotem, przystanęła w progu widząc moje łzy.

Wszystko dobrze, już nic nie pali się, zaczęła roztrzęsiona, ale mężczyzna przerwał jej zdanie.

Już, nastawiłem. Parę dni będzie boleć, ale można chodzić. Tylko nie dociążać nogi, uprzedził, delikatnie opuszczając moją nogę, po czym założył kurtkę.

Dziękuję panu i proszę mi wybaczyć, co sobie o panu pomyślałam, powiedziała mama. Może zostanie pan z nami? Do północy niedaleko, nie zdąży pan do siebie na czas. Już wszystko gotowe.

Zamyślił się na chwilę.

Zostanę, jeśli nie będę przeszkadzał.

Ależ skąd. Szampana pomoże pan otworzyć!

Mamo! spojrzałam na nią z wyrzutem.

A co? Idę po mięso z piekarnika, a pan jeszcze odstawi Kasię do pokoju, zarządziła.

Oparłam się na jego ręce, skacząc na jednej nodze do wersalki. Próbowałam parę razy stanąć na stopie, bardzo bolało, ale był przyjemnie ciepły dotyk jego dłoni na mojej talii.

Dziękuję, szepnęłam, siadając na sofie.

Nie ma za co. To poniekąd moja wina, powiedział.

No coś ty. Sama się wystraszyłam, czy mogę znać pana imię?

Tomek. Może na ty?

Pewnie. Naprawdę jesteś lekarzem?

Chirurg. Chciałem tylko szybko zajechać do sklepu, tłumaczył, siadając ze mną.

Żona pewnie na ciebie czeka.

Odeszła pół roku temu. Miała dość, że nawet w święta i weekendy wiecznie jestem w szpitalu. Zabrała córkę, wyjechała do matki.

Muszę okropnie wyglądać, powiedziałam cichutko.

Wręcz przeciwnie.

Tak we trójkę przywitaliśmy Nowy Rok. Mówią: jaki sylwester, taki cały rok.

Gdy Tomek wyszedł, położyłyśmy się spać. Nie mogłam zasnąć. Czułam, jakby jego ręka dalej była na mojej talii. Przypominałam sobie, jak niósł mnie na rękach takich dotyków się nie zapomina.

Rano mogłam już stawać na nogę, choć bardziej spuchła i bandaż mocno ściskał. Ale dało się chodzić.

Nie kryłam radości, gdy następnego dnia Tomek znów nas odwiedził. Odwinął bandaż, obejrzał nogę, ponownie zabandażował.

Wszystko w porządku. Dasz radę chodzić?

Przecież wczoraj przeszliśmy na »ty«! Dam radę, odpowiedziałam.

Herbaty? zaproponowała mama.

Nie, następnym razem. Muszę na dyżur.

Jeszcze do nas zajrzysz? rzuciłam szybko.

Uśmiechnął się.

Po dwóch miesiącach przeprowadziłam się do niego.

On ciągle po rozwodzie nie jest. A jak wróci żona? kręciła głową mama, gdy pakowałam walizki.

Nie wróci. Tomek mówił, że ona już kogoś ma.

Wolałabym, żebyś nie szła tak szybko.

To był szczęśliwy rok. Denerwowałam się, gdy jeździł do córki. Wiedziałam, że widuje też żonę piękną kobietę, widziałam jej zdjęcie. Mieszkając z nim, zaczynałam rozumieć jego byłą. Tomka często wzywali do szpitala także w święta, na dyżury nocne. Są tam młode pielęgniarki. Trudno go nie polubić. Ale kiedy był blisko, promieniałam ze szczęścia.

Minął rok. Mimo wszystko najszczęśliwszy rok mojego życia. Jedyną rysą było to, że Tomek wciąż nie miał rozwodu. Mama nie ustawała w namawianiu, by postawić sprawę jasno. Ale ja zwlekałam.

31 grudnia krzątałam się w kuchni. W pokoju mieniła się lampkami piękna choinka, na łóżku leżała nowa sukienka. Sprawdziłam pieczeń w piekarniku i usłyszałam dzwoniący telefon. Weszłam, a Tomek rozmawiał, patrząc w okno.

Dobrze, już jadę, powiedział, odwracając się do mnie.

Znowu szpital? spytałam zrezygnowana.

Nie, żona dzwoniła. Mała płacze, nie chce zasnąć beze mnie. Podjadę tylko na chwilę, wrócę zaraz.

Tomku, do Nowego Roku zostały niecałe trzy godziny, głos mi się załamał.

Nadążę. Uspokoję córkę, dam prezent i wrócę. Szybko, pocałował mnie w policzek i wyszedł.

Wmawiałam sobie, żeby nie być zazdrosna. Założyłam sukienkę, dokończyłam przygotowania. Ale z każdą minutą coraz trudniej było mi opanować nerwy. Zegar zbliżał się do północy, ale Tomka nie było. Nie dzwoniłam mógł prowadzić. Napisałam SMS, nie odpisał.

Kiedyś się poddałam. Świecę zdmuchnęłam, spojrzałam żal na stół. Dopiero teraz rozumiałam jego żonę. A jeśli ona wróci? Co zrobić? Kocham Tomka

Wreszcie nie zniosłam tej samotności. Przypomniałam sobie o pani Jadzi z parteru. Mówił mi, że nigdy nie miała rodziny, że zawsze była sama. Ja też byłam sama w ten Sylwester. Wzięłam dwa pojemniki, nałożyłam sałatki i kawałek ciasta i zeszłam na dół.

Drzwi otworzyły się nie od razu. Wyjaśniłam, czemu przyszłam. W końcu zajęczała zamek, spojrzała na mnie.

Przyniosłam sałatkę, upiekłam też ciasto. Nie będzie pani miała mi za złe, jeśli się dołączę?

Wejdź, powiedziała cicho.

Była maleńka, chudziutka, cała się garbiła. Ale w mieszkaniu było czysto, przytulnie. Choinki nie dostrzegłam, stołu świątecznego też tylko malutki telewizor mrugał w ciszy.

O, tutaj kładę, postawiłam jedzenie na stole.

Dziękuję. Siadaj, zaraz wstawię wodę na herbatę.

Przy herbacie spytała: Ty mieszkasz z Tomkiem?

Tak.

Skinęła głową, jakby to ją ucieszyło.

Jego żona była wyniosła, nigdy się nie przywitała. Do roboty się nie brała. Ty nie jesteś taka. Jego znowu wezwali do szpitala?

Pojechał do córki

Znowu skinęła głową.

Wróci. Nie martw się. Dobry z niego chłop.

A pani sama jest?

Zawsze sama. Mogłam być matką, ale już po co to wspominać Była i u mnie miłość. Ale przyjaciółka mi go odbiła.

Jak to?

Po liceum poszłam do szkoły pielęgniarskiej w Krakowie, a mój Franek został na wsi. 31 grudnia po zajęciach ruszyłam do niego, chciałam razem przeżyć Nowy Rok. Po drodze autobus się popsuł, koło zeszło. Już się ściemniało, komórek nie było. Kierowca poleciał po pomoc do najbliższej wsi. Zostałyśmy w autobusie. Nowy Rok się zbliżał Więc ruszyłam pieszo, myślałam, że szybciej dojdę. Zaczęło sypać, potem zawiało, śnieżyca. Nowy Rok złapał mnie na szosie.

Doszłam do Franka, odmroziłam sobie twarz, palce. Cztery dni z gorączką przeleżałam. Potem przyjaciółka powiedziała mi, że Franek jest z nią, jest w ciąży. Nie wybaczyłam. Wyjechałam do Krakowa, więcej go już nie widziałam. Ale zapomnieć nie mogłam. Dopiero po latach dowiedziałam się, że ona skłamała, nigdy nie była w ciąży. A mój Franek pić zaczął, aż się zamarzł pod własnym domem. Straszna szkoda, porządny chłopak.

Tak zostałam sama, bo tylko jego kochałam. Gdybym wtedy porozmawiała, wybaczyła Wszystko byłoby inaczej, staruszka otarła łzę.

Patrzę przez okno na was Tomek przy tobie wygląda prawdziwie szczęśliwy. Jego żona nie dawała mu tego. Jeśli kochasz wybacz, nie zazdrość. Najlepiej wyjedź z nim, ona wam życia nie da. Nie popełniaj moich błędów. Słuchaj serca.

Wróciłam do mieszkania, posprzątałam stół i schowałam wszystko do lodówki. Tomek wrócił dopiero rano.

Przepraszam. Sam nie wiem, jak to się stało. Chyba coś mi dolała do herbaty. Kładłem córkę spać i padłem. Dopiero niedawno się obudziłem z bólem głowy.

Czemu się jeszcze z nią nie rozwiodłeś? Nadal ją kochasz?

Nie, głupstwo. Ty jej nie znasz Kocham tylko córkę. Kasiu, wiem, że czekałaś, pewnie sobie różne rzeczy wymyśliłaś. Nic takiego się nie stało, jesteś dla mnie najważniejsza. Wierzysz mi?

Przytuliłam się do niego, spojrzałam mu w oczy.

Wyjedźmy gdzieś. Gdziekolwiek, w każdym mieście są szpitale, a ty jesteś świetnym lekarzem

Nie mam teraz siły o tym rozmawiać. Może później. Kocham cię.

Zasnął. Siedziałam przy nim, przypominając słowa pani Jadzi.

Córka jeszcze mała, dzieci szybko zapominają. Oni już pół roku razem nie mieszkali. To ona wszystko knuje, może tylko liczy na to, że się wycofam. Niesłusznie Będę walczyć o nas. Porozmawiamy, jak się obudzi.

Wyłączyłam lampki na choince i położyłam się obok Tomka.

Kocham. To słowo nie wyraża wszystkiego. Kocham cię. KOCHAM. Można powiedzieć to na sto sposobów. Ale ja cię kocham

Kiedy się kocha, można wszystko wybaczyć Poza tym, gdy ktoś przestaje kochać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − 4 =

Oksana, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Chwilkę, mamo. Zaraz wyślę m…