Ojciec w domu opieki: Gorzka decyzja Elżbiety — wyrzuty sumienia córki, przeszłość pełna przemocy i …

Co ty znowu wymyśliłaś? Jaki dom opieki? Nie ma mowy! Nie ruszam się stąd! ojciec Zofii Zielińskiej rzucił w córkę kubkiem, celując w głowę. Kobieta odsunęła się w ostatniej chwili, przyzwyczajona do takich zachowań.

To nie może tak trwać dalej. Prędzej czy później wymyśli, jak jej zaszkodzić, a ona nawet nie będzie wiedziała, skąd spodziewać się kłopotów. Załatwiając formalności związane z umieszczeniem ojca w domu opieki, Zofia czuła tylko wyrzuty sumienia. Bo wszystko, co dla niego teraz robi, jest znacznie ponad to, na co on kiedykolwiek zasłużył swoim zachowaniem wobec niej.

Wsiadając do samochodu, ojciec wrzeszczy, wyrywa się i przeklina wszystkich, którzy mają jakikolwiek związek z jego przeprowadzką.

Zofia stoi w oknie i patrzy na oddalający się samochód. Miała już taki moment w życiu. Wtedy była jednak jeszcze dzieckiem, nie mającym pojęcia, jak dalej potoczy się jej los.

Zofia była jedynaczką. Mama nie chciała mieć drugiego dziecka, wiedząc, jakim domowym tyranem jest jej mąż, który zamienił jej życie w niekończący się koszmar.

Ojciec Zofii Wojciech Zieliński był już w dojrzałym wieku, gdy urodziła mu się córka, miał ponad czterdzieści lat.

Ożenił się wyłącznie dla kariery. Nie miał zamiaru zakładać rodziny z miłości czy dla potomka. Nikogo nie kochał bardziej niż samego siebie. Chciał uchodzić za przykładnego obywatela i dla tzw. „dobrej postawy” musiał się ożenić. W gronie znajomych szybko znalazł „właściwą kandydatkę” młodziutką studentkę technikum Marysię, córkę robotników z pobliskiej fabryki. Idealna żona dla urzędnika. Ich rodzinie zaszczyt „spokrewnienia się” z tak ważną osobą wydawał się szczytem marzeń. Marysię nikt o zdanie nie pytał. Zorganizowano huczne wesele, ale rodziców panny młodej nie zaproszono zbyt niskie mieli stanowisko.

Po ślubie młoda żona przeprowadziła się do domu Wojciecha.

Aby Marysia szybciej weszła w rolę żony urzędnika, przydzielono jej osobę do nauki odpowiednich manier, umiejętności trzymania języka za zębami i bycia ślepą, jeśli tak kazał mąż.

I jak minął dzień? pytał Wojciech, siadając wieczorem w fotelu.

W porządku. Uczyłam się zasad nakrycia stołu, zaczęłam angielski. Marysia nauczyła się jednego: nie wolno dawać pretekstów mężowi do złości.

No i? Tylko tyle? A dom? Kto się zajmował domem?

Ja. Razem z kucharką ułożyłyśmy jadłospis na tydzień, zakupy zrobiłam sama i sprzątałam też.

No dobrze, nie najgorzej. Ale pamiętaj, żeby ręce mieć zawsze czyste i wyglądaj przyzwoicie, nie jak jakaś chłopka. Będziesz się dobrze prowadziła, zatrudnię ci kierowcę i pokojówkę. Ale póki co, nie zasłużyłaś jeszcze.

Jednak nawet największe starania Marysi nie wystarczały. Spokojniejsze dni zdarzały się rzadko. Zwykle wracał późno, zmęczony i rozdrażniony. Najłatwiej było wyżyć się na żonie. Przy służbie nie mógł, bo mogłaby odejść, jeszcze roznieść plotki. Marysia nie miała do kogo się poskarżyć, odejść także nie miała możliwości.

Pierwszy raz uderzył ją miesiąc po ślubie. Bez powodu, tak dla przykładu, żeby wiedziała, kto tu rządzi i czego się może spodziewać.

Potem bicie powtarzało się coraz częściej. Uderzał tak, by nie było śladów. Marysia ukrywała siniaki pod ubraniem, uśmiechając się gościnnie do kolegów i przyjaciół męża, których musieli podejmować.

Minął rok. Znajomi i koledzy Wojciecha zaczęli mu wypominać, że w młodym małżeństwie nie pojawiło się nadal dziecko.

Wojtek, jesteś zdrowy chłop, a młoda żona jeszcze nie w ciąży? Które z was ma problem? Może ją do lekarza czas wysłać, szkoda czasu na darmo!

Jeszcze nie planujemy dzieci. Żona się jeszcze uczy, odpowiedział Wojciech szorstko.

Uczy się? Na co jej to? Kobiecie się uczyć nie godzi! Dom, dzieci, mąż to jej świat. Niech rzuca szkołę i idzie do lekarza! Dzieci muszą być! Po co się wtedy żenić? Przykład musisz dawać!

I w życiu Marysi rozpoczął się czas nieustannych badań i kontroli. Wojciech przestał ją bić, by lekarz nie znalazł siniaków.

Mijały miesiące. Specjaliści nie znaleźli żadnych problemów zdrowotnych u Marysi. Była zdrowa. To Wojciech musiał być przyczyną problemów. Lekarz delikatnie mu to zasugerował, proponując badania.

Ja? Czyś pan zwariował? Wystarczy mi kilka telefonów, żeby pracował pan kiedyś jako weterynarz w jakiejś zapadłej wsi!

Nawet jeśli mnie pan zwolni, pana problem to nie rozwiąże, odpowiedział spokojnie lekarz.

I co mam niby robić?

Zacząć się badać.

Po pewnym czasie, po przejściu wszystkich badań, Wojciech usłyszał wyrok jego szanse na ojcostwo są bardzo małe. Pozostało mu liczyć na cud.

Na domiar złego, presja kolegów i widok młodej żony sprawiały, że Wojciech coraz mocniej się denerwował. Na żonie już złości nie mógł wyładowywać, bo przestała reagować na bicie. Już nawet nie płakała, po prostu znieruchomiała.

Z nudów Wojciech znalazł sobie kochankę, co na jakiś czas wyciszyło jego frustrację.

Minęły dwa i pół roku, zanim Marysia zaszła w upragnioną ciążę. Na świat przyszła Zofia wykapana ojciec. Wojciech jednak nie czuł do dziecka sympatii, ignorował je, a wychowaniem przez lata zajmowała się matka i niania.

Im starsza była Zofia, tym mocniej irytowała ojca. Coraz trudniej było mu się powstrzymać przed przemocą. Pierwszy raz uderzył córkę, gdy miała pięć lat. Wracał po nerwowym dniu w pracy, a ona zaczęła marudzić i domagać się czegoś. Rzucił nią przez pół pokoju. Dziewczynka z przerażenia nawet nie zapłakała. On spokojnie położył się wtedy na kanapie i włączył telewizor.

Zofia zapamiętała lekcję i starała się nie drażnić ojca. Niestety skoro raz już ją uderzył, przestał się powstrzymywać. Potrafił wyzwać, uderzyć czy poniżyć nawet przy gościach. Wtedy Wojciech miał już pozycję nie musiał nikomu niczego udowadniać. Przy ludziach wyśmiewał Zofię, z satysfakcją obserwując jej zawstydzenie i łzy.

Panie Wojciechu, słyszałam, że pańska Zosia świetnie gra na skrzypcach! Może nam coś zagra?

Skrzypaczka? Ta niezdara nawet nie potrafi trzymać instrumentu! Jak chcecie, możecie ją posłuchać, ale ja bym sobie darował. Zosia! Chodź, weź tę swoją graty i graj gościom!

Zofia, spalona ze wstydu, przynosiła skrzypce. Grać przed publicznością się bała, ale gniew ojca był straszniejszy.

Strach przed sceną miał ją prześladować całe życie choć miała talent, nigdy nie zrobiła kariery muzycznej. Po szkole muzycznej już nigdy nie wzięła do ręki instrumentu.

Wtedy żyła wśród swoich i nie rozumiała, czy wszyscy tak mają. Oglądając rysunki szczęśliwych rodzin w książkach, pytała siebie dlaczego ona musiała urodzić się u człowieka, który nienawidził wszystkich?

Mama nie była przykładem szczęśliwej żony i matki. Nie zdołała pokochać córki tyrana. Gdy Zofia miała trzynaście lat, matka zginęła w wypadku samochodowym. Tak mówiła oficjalna wersja. Co się naprawdę stało, dziewczyna nigdy się nie dowiedziała. Jeszcze bardziej zamknęła się w sobie.

Po maturze Zofia poszła na studia wybrane przez ojca. To była jedna z ostatnich decyzji, które podjął za nią. W pracy zaczęło mu się coraz gorzej układać, dlatego i od córki się oddalił. Gdy kończyła studia, jej ojciec stracił swoje wpływy i prawie cały majątek. Większość oszczędności wydał na ratowanie się przed więzieniem za przestępstwa, gdy pełnił wysokie stanowisko. Udało mu się wyciszyć sprawę i przejść na emeryturę, osiedlając się na działce. Zofia nie odwiedzała ojca; nie miała o czym z nim rozmawiać, nie chciała słuchać jego złośliwości.

Samotnie mężczyzna nie miał już na kim wyładowywać agresji, co odbiło się na jego psychice. Sąsiedzi coraz częściej dzwonili do Zofii, informując ją o niepokojącym zachowaniu ojca. W końcu zdecydowała się zabrać go do siebie.

Dzięki możliwości nawracania na córkę, Wojciech nawet trochę wyzdrowiał. Codziennie krzyczał, wszczynał awantury, wyrzucał rzeczy, tłukł naczynia. Zofia zamknęła go w jednym pokoju, montując zamek w drzwiach, by chociaż ograniczył swoje wybuchy. Niestety, stan ojca się pogarszał i w końcu musiała podjąć ostateczną decyzję dom opieki.

Nigdy nie założyła rodziny, nie wierzyła w siebie, ludzi się bała. Unikała kontaktów towarzyskich, nie nawiązywała więzi w pracy. Ale kiedy musiała oddać ojca do domu opieki, przeżywała ogromne poczucie winy.

Zostawienie ojca u siebie groziłoby jej zdrowiu i życiu badania wykazały postępującą demencję. Nie był świadomy swoich czynów, lecz nienawiść i uraza wobec córki pozostały, nawet gdy przestał ją rozpoznawać.

Odwiedziła wszystkie możliwe domy opieki w mieście. Ten, który uznała za najlepszy, kosztował dużo prawie całą jej pensję, a do tego musiała dorabiać, by starczyło jej na życie.

Po wyjeździe ojca, Zofia nie potrafiła dojść do siebie. Wspomnienia wracały przypominała sobie, jak kiedyś ona i mama próbowały uciec od Wojciecha. Ojciec znalazł je natychmiast, a niedługo potem matka zginęła.

Mimo wszystko, odwiedzając ojca w domu opieki, płakała z żalu do niego, do siebie, z poczucia winy, jakby to były jedyne uczucia, do których zdolni byli jej rodzice.

Poza nieustannym poczuciem winy, Zofia zaczęła poważnie podupadać na zdrowiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − 1 =

Ojciec w domu opieki: Gorzka decyzja Elżbiety — wyrzuty sumienia córki, przeszłość pełna przemocy i …