Ojej, synu przyjechał cieszy się Jadwiga. Mikołaj ściska kapelusz przy drzwiach: Cześć, mamo. Ja, to zawaha się nie jestem sam. i popycha do przodu chudego chłopca w okularach z plecakiem na ramionach. O mój Boże, wnuczek mi przyniósł. To Jarek czy Jasio? Nie rozpoznaję bez okularów.
Mikołaj siada na krześle. Załóż więc. To Wasilek, mój nieślubny. Pamiętasz, że z Grażyną rozstaliśmy się na rok? Wtedy spotkałem Walkę i się ożeniłem. Tak powstał. Zapisałem go na własny rachunek wzdycha.
Jadwiga szarpnie go: Co tak mówisz przy dziecku? On jeszcze nie powinien wiedzieć o twoim życiu. Wasilek, idź do pokoju i obejrzyj telewizję, dopóki my z twoim ojcem się nie dogadamy.
Chłopiec milcząco wychodzi i idzie do pokoju. Jadwiga cicho pyta: A Grażyna o nim wie? Nie lubiła męża syna, kłótliwa i marudna.
Mikołaj drży: Co ty, mamo? Gdyby się dowiedziała, już dawno wyrzuciłaby mnie z domu. A mi żal. Buduję go własnymi rękami od podstaw.
Jadwiga wzdycha: Jesteś taki nieudacznik. Nie mężczyzna, a marionetka pod butem Grażyny całe życie. Jak mogłeś jeszcze po drugiej stronie mieć syna, to już cud. Po co mi go przyprowadziłeś? Grażyna się dowie i nie będzie ze mną dobrze.
Mikołaj, podnerwiony, tłumaczy: Walka, taka wąż, chciała wyjść za mąż. Z nowym chłopakiem pojechała na południe. Na miesiąc, wiesz? Dzwoni do mnie i mówi, że weź syna gdzie chcesz, nawet do domu. Ja jej mówię, że zwariowałam, mam żonę, ona nas razem wyrzuci. A ona, jak nie chcesz po dobrej, to po złej. Przyniosę twojej Grażynie akt urodzenia i sam się ogarniesz. To koniec dla mnie. Walka ledwo mnie wybaczyła, pół roku nie rozmawiamy. Dlatego postanawiam, niech zostanie u ciebie miesiąc, potem przyjadę i zabiorę mówi, nie patrząc na matkę.
Jadwiga kiwa głową: Taki był w dzieciństwie, taki już jest. Coby nie zrobił, pomogę ci, mamo. Dobra, gdzie go zostawić? Zostaw chłopca. Tylko on nie jest w naszej rodzinie waha się Czy naprawdę twój?
Mikołaj macha ręką: Mój, nie ma wątpliwości. Walka też nie jest słodyczą, ale babcia jest wierna.
Milczą. Jadwiga wstaje: Po co siedzę? Dajmy mu coś z drogi.
Mikołaj wstaje: Przepraszam, mamo, ale muszę jechać. Grażyna w domu czeka. I tak skłamałem, że jadę po części do miasta. Nakarm Wasilka, ja już idę.
Jadwiga obejmuje swojego nieudacznika i szepcze: Do zobaczenia, kochanie moje.
Wasilek je szybko, nie odrywając oczu od talerza. Może jeszcze? pyta Jadwiga ze współczuciem, widząc, jak szybko wszystko zjadł.
Nie, dziękuję wstaje z miejsca. Idź na dwór, pobaw się, a ja przygotuję obiad. Co masz w plecaku? pyta.
On mruczy: Rzeczy.
Jadwiga kiwa: Czy będziesz prał sam, czy pomogę?
Po raz pierwszy patrzy na nią przerażonymi oczami: Nie umiem. Mama zawsze prała.
Jadwiga podnosi lekki plecak: Idź, a ja go obejrzę i wypłuczę brudne.
Wychodzi, a ona sortuje proste rzeczy: dwie koszulki, szort i kilka bokserów. Niewiele mówi, potrząsając głową Nie wrzuciła nawet ciepłej koszuli. Widać, jaka to jeszcze mama. Namoczona w wiadrze, zaczyna robić wiśniowy placek.
Nagle z ulicy słychać krzyk. Jadwiga wybiega, nie otrząsając rąk od mąki. Co się stało?
Wasilek jęczy i trzyma się za nogę gęś mnie ukąsiła. Boli łzy strumieniują z oczu.
Dlaczego podszedłeś do gęsi? Pasą się tam, a ty w podwórku byłeś pyta, patrząc na czerwony plamę.
Chciałem je zobaczyć szlocha Wasilek.
Nie widziałeś ich od dziecka? dziwi się.
Widziałem, ale nie podchodziłem blisko szepcze.
Dobrze, chodźmy do domu, nałożę maść chwyta go za rękę.
Po kolacji kładzie go na kanapę i nie może zasnąć. Co to za życie? Nie wysłałby swojego Kłodyka do obcej babci. Matka chyba jeszcze jest twarda. Dziecko obok, spodDziecko obok, spod poduszki z ulgą zasnęło, a Jadwiga poczuła, że wreszcie znalazła spokój.



