Ogłaszam rozwód.

– Składam pozew o rozwód – ogłosiła Olga.

W tym momencie, Marek z zapałem oglądał mecz piłki nożnej i… w ogóle nie zareagował na słowa żony.

Olga podeszła i wyłączyła telewizor.

– Co robisz?! Oszalałaś?! – krzyknął Marek, po czym się opamiętał, wziął się w garść i pojednawczo powiedział:

– Przepraszam. Po prostu tam był ważny moment.

– Jestem pewna, że nie ważniejszy niż to, co powiedziałam.

– A co powiedziałaś? – zmieszał się mąż, zdając sobie sprawę, że jak zwykle przepuścił słowa żony mimo uszu.

– Składam pozew o rozwód.

Marek szeroko otworzył oczy:

– Jak to „o rozwód”? Dlaczego? Myślałem, że wszystko u nas dobrze.

– Tobie się tak wydawało.

– Poczekaj… Wczoraj byliśmy w teatrze, przedwczoraj przyniosłem kwiaty, w zeszłym tygodniu poszliśmy do kina. Wszystko, jak lubisz…

– Tak, ale to wszystko było pierwszy raz po siedmiu latach małżeństwa. I nawet wiem dlaczego.

– Dlaczego więc?! – Marek zaczął się złościć.

– Bo oddałam dzieci do przedszkola, podjęłam pracę, zaczęłam chodzić na siłownię, do salonu piękności, zmieniłam wizerunek, nawiązałam nowe przyjaźnie.

– Co to ma do rzeczy?

– A to, że nagle zobaczyłeś, że jestem interesująca dla innych, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę, że już nie potrzebuję cię jak dawniej.

– Bzdura…

– Nie, Marku, to nie bzdura. Inaczej nie przestraszyłbyś się, nie zacząłbyś kręcić wokół mnie, starać się, nie dawałbyś kwiatów. Nie mówiąc o kinie i teatrze. Z twojej strony to był prawdziwy wyczyn!

– Starałem się… Chciałem, żeby było miło… Poczekaj, nie zrozumiałem: z tego powodu chcesz się rozwieść?

– Tak. Nie chcę już tak żyć. Teraz udajesz kochającego męża, a gdzie byłeś, kiedy byłam w ciąży, kiedy rodziłam dzieci, kiedy nie spałam po nocach? Nigdy mi w niczym nie pomogłeś! Byłeś w naszym życiu jedynie symbolicznie. Przychodziłeś, jadłeś, spałeś. Mogę policzyć, ile razy wziąłeś dzieci na ręce!

– Pracowałem! – Marek aż się podniósł z oburzenia – żeby was utrzymać!

– Pracowałeś, nie zaprzeczę. Ale utrzymywałeś nie tylko nas – siebie też. Miałeś weekendy, ale wolałeś spędzać je z kolegami.

– Mam do tego prawo!

– Ja nie miałam weekendów – kontynuowała Olga, nie zwracając uwagi na uwagę męża – choć dzieci… są przecież także twoje. Ale ciebie to interesowało w ostatniej kolejności. Słyszę twoje słowa: oddałem ci pieniądze, czego jeszcze chcesz? A ja chciałam… chciałam, żeby obok był ktoś pewny, bliski. Ktoś, kto wesprze. Nie tylko materialnie, ale i moralnie. Ktoś, kto w końcu pocieszy.

Ale dla ciebie to nie miało znaczenia. Żyłeś swoim życiem, w którym nie było ani mnie, ani naszych dzieci…

– Nie przesadzaj.

– Nie przesadzam. Wiesz, do jakiego przedszkola chodzą? Dojeżdżamy tam, między innymi, czterdzieści minut rano! W komunikacji! A ty sam autem do pracy, jak pan. W dwadzieścia minut jesteś na miejscu. Ale nigdy nie zaproponowałeś, żeby zawieźć dzieci do przedszkola.

– Nie prosiłaś – burknął Marek.

– A dlaczego powinnam prosić? Są rzeczy, o które kochającego męża i ojca się nie prosi. To jest oczywiste. Ale nie w twoim przypadku, bo nie chodzi tu o miłość. Nigdy nie chodziło…

– Zrobiłaś ze mnie potwora…

– Nie, Marku, nie jestem potworem. Po prostu jesteś dla mnie zupełnie obcy. Stałeś się obcy… albo byłeś.

– A co z dziećmi? Co im powiesz? Jak wytłumaczysz?

– Och, nie przesadzaj! – roześmiała się Olga – oni zaczęli cię rozpoznawać na ulicy dopiero niedawno! Tak że z tym problemów mieć nie będę.

Marek nie wiedział, co odpowiedzieć. Po części Olga miała rację, ale także jego można zrozumieć: on – mężczyzna, ona – kobieta, powinna znać swoje miejsce, zajmować się domem i dziećmi. Ojciec Marka zawsze tak mówił. Mama się zgadzała. A Olga jakoś nie jest zadowolona…

– I jak zamierzasz żyć z jedną pensją z dwójką dzieci? – przeszedł do ofensywy Marek – co do mnie, to nie dam ani grosza!

– Dasz – spokojnie odpowiedziała Olga – alimentów nikt nie zlikwidował. I majątek, który zgromadziliśmy przez te siedem lat, podzielimy przez sąd. Chociaż nie ma zbyt wiele do podziału, to jednak. Lodówka, jakkolwiek to zabrzmi, nam z dziećmi jest bardziej potrzebna. A znając ciebie, jestem pewna, że właśnie o nią się upierasz, byle tylko zrobić mi na złość. Dlatego wszystko – tylko przez sąd. Na szczęście mieszkania nie mamy. Zresztą, możesz tu zostać. A dla nas z dziećmi wynajmę inne. (Wypowiadając ostatnie zdanie, Olga zrobiła małą pauzę, w głębi duszy mając nadzieję, że Marek odmówi, powie, że to on wynajmie inne mieszkanie, że żona i dzieci mogą żyć tam, gdzie się przyzwyczaili… Ale Marek nic takiego nie powiedział). Już obejrzałam odpowiednie, niedaleko przedszkola.

– No i wynoście się! – Marek nie mógł już spokojnie słuchać Olgi – myślisz, że tak prosto? Wszystko przemyślałaś?! Niczego nie pominęłaś?! A samochód? Jego ci nie oddam!

– Nie proszę – uśmiechnęła się Olga – nie jest mi potrzebny.

– Co takiego wspaniałomyślna nagle?! – Marek nie mógł przestać – nie potrzebujesz samochodu! Pewnie już jeździsz innym?! No, przyznaj się: jak długo mam rogi?! Stałaś się nagle nadmiernie odważna!

– Nie dziwię się – Olga była całkiem spokojna – wiedziałam, że usłyszę coś podobnego.

– W końcu zrozum, – Marek podszedł do żony, chwycił ją za ramiona, zaczął nią trząść – komu jesteś potrzebna z dwójką dzieci?! Zapomnijmy o tym wszystkim, co tu powiedziałaś? Będziemy żyli razem jak dawniej. Poprawię się, przysięgam!

– Jak dawniej? Nie, – odpowiedziała stanowczo Olga – nie da się.

– Ale dlaczego?! – Marek nawet nie krzyczał, on wręcz wrzeszczał.

– Bo już cię nie kocham…

Marek był zdezorientowany, wewnętrznie spanikował, a w końcu, jakby czując, że dalsze rozmowy są bezcelowe, zgodził się:

– Skoro tak, złóż wniosek o rozwód.

Rozwiedli się pół roku później. Wszystko potoczyło się tak, jak zaplanowała Olga.

Teraz razem z dziećmi mieszka niedaleko przedszkola i poranki w dni robocze są dla niej o wiele spokojniejsze.

A w weekendy jest całkowicie wolną kobietą! A wszystko dlatego, że były mąż zabiera dzieci do siebie! Chodzi z nimi po mieście, zostaje z nimi u siebie w domu, gra w różne gry. Nawet sam gotuje!

I kto zrozumie tych mężczyzn?

Kiedy są w związku, ani żona, ani dzieci nie są im potrzebni. Traktują to jako coś oczywistego.

Po rozwodzie nagle znajdują czas dla dzieci i niemal zostają najlepszymi ojcami na świecie…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + jeden =

Ogłaszam rozwód.