Odwiedziła mnie dawna przyjaciółka z dzieciństwa – nigdy nie miała dzieci i wybrała życie tylko dla …

Przyjechała do mnie dawna przyjaciółka, Zosia Kowalczyk, z którą dorastałam w Radomiu. Nigdy nie miała dzieci. Zdecydowała się na to świadomie zawsze mówiła, że chce żyć tylko dla siebie.

Dziś spotkałyśmy się po raz pierwszy od lat. Obie mamy po sześćdziesiąt lat. Kiedy skończyłyśmy studia na Uniwersytecie Warszawskim, Zosia natychmiast spakowała walizki i wyjechała z Radomia. Najpierw wysyłałyśmy sobie listy, potem kontakt urwał się na długie lata.

Od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że nieustannie podróżuje: raz mieszkała w Gdańsku, raz w Krakowie, potem rzuciła wszystko, by zwiedzać Europę. Od zawsze zmieniała partnerów w wieku pięćdziesięciu lat miała już trzeciego męża. Z żadnym nie została na dłużej. Dzieci nigdy się nie doczekała. Nie rozumiałam, dlaczego. W końcu większość Polek ma choć jedno dziecko. Jeśli z mężem nie wyszło, to pozostaje chociaż ta radość dzieci, wnuki, pełen dom.

Teraz Zosia wróciła do Radomia, by sprzedać swoje ostatnie mieszkanie i pozamykać ważne sprawy. Była niezależna finansowo, wynajmowała mieszkania, żyła na własnych zasadach.

Ubrałyśmy się ciepło i poszłyśmy do kawiarni na rogu Mazowieckiej. Z serdecznością dzieliłam się swoim życiem opowiadałam o synu, o wnuczce, o codziennych troskach i radościach. Ona mówiła o podróżach, inwestycjach, przygodach, nowych pasjach. Zapytałam wreszcie bez ogródek:

Zosiu, powiedz mi, dlaczego wybrałaś taką drogę? Dlaczego nigdy nie zdecydowałaś się na dzieci? Nawet dla siebie… Żeby miał ci kto podać szklankę wody, kiedy będziesz stara?

Roześmiała się głośno, aż pary uniosły się nad filiżanką kawy.

Haniu, jaka szklanka wody? Myślisz, że Twoje dzieci będą ci coś przynosić na starość? Spójrz wokół ile matek siedzi samotnie, bo dzieci wyemigrowały do Anglii, Niemiec albo mają po prostu własne życie? Łatwiej oszczędzać przez lata i wynająć dobrą opiekunkę, niż żebrać o uwagę dzieci.

Wiesz, ja nigdy nie pragnęłam być matką. Zawsze dbałam przede wszystkim o siebie. Nie miałam ochoty nikogo niańczyć, martwić się czyjeś choroby, dawać komuś pieniądze. Marzyłam, by podróżować, pracować, zobaczyć świat. Moi mężowie odeszli właśnie dlatego, że nie chciałam mieć dzieci.

Teraz żyję tak, jak chcę. Nie muszę opiekować się wnukami ani oszczędzać na emeryturze, żeby wspomóc dorosłe dzieci, które nie potrafią utrzymać się samodzielnie.

Wiesz, niczego nie żałuję. Wręcz przeciwnie współczuję tym, którzy wychowali gromadkę dzieci, a teraz zostali sami w domu. I wyrzucają swoim dzieciom, że wyjechały albo zapomniały. Ja nie mam takich zmartwień.

Zamilkłam na chwilę, patrząc na Zosię. Miała w oczach pewność i wolność, której zawsze jej zazdrościłam. Po tym spotkaniu zrozumiałam, że być może ma rację. Po co mieć dzieci, jeśli się ich naprawdę nie pragnie? Po co żywić nadzieję, że na stare lata znajdzie się pomoc, skoro to wcale nie jest takie pewne?

Wyszłam z kawiarni z nową refleksją Każda z nas wybrała własną drogę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + siedem =

Odwiedziła mnie dawna przyjaciółka z dzieciństwa – nigdy nie miała dzieci i wybrała życie tylko dla …