Byłem dziś świadkiem sceny, która dała mi do myślenia. W stołówce sanatorium w Sopocie, gdzie spędzaliśmy urlop, zobaczyłem coś, co przypomniało mi, jak ważny jest szacunek w związku.
Z tacą w rękach Ewa stała w niekończącej się kolejce po obiad. W końcu podeszła do okienka i szybko zamówiła:
– Trzy porcje żurku, trzy pierogi i trzy kompoty, proszę.
Nie zmieściło się na jednej tacy. Kilka razy rzuciła wzrokiem w stronę stolika, gdzie czekali jej mąż Tomek i syn Kuba. Kuba miał dopiero dziesięć lat, więc nie dziwiłem się, że nie pomyślał, by pomóc. Ale Tomek? Siedział z nosem w telefonie, nawet nie podniósł wzroku. Ewa musiała zrobić dwa kursy, przenosząc jedzenie pod ciekawskimi spojrzeniami innych gości.
Gdy w końcu usiadła, Tomek bez słowa przyciągnął do siebie talerz. Spróbował żurku i skrzywił się:
– Żurek? Mógł być barszcz. Mogłaś zapytać.
– Mógłbyś sam podejść i wybrać – odparła zmęczona Ewa. – Nie czytam w myślach.
– No co ty! Wystarczyło spytać!
Ewa zamilkła. Wiedziała, że szkoda energii. Tomek zawsze znajdzie powód do narzekania. Nawet Kuba zaczął go naśladować:
– Fuj, pierogi z mięsem? Nie lubię!
– Nasza mama myśli tylko o sobie – mruknął Tomek, nie odrywając wzroku od ekranu, ale i tak jadł ten „okropny” żurek.
Ewa tylko westchnęła i spojrzała na innych gości. W stołówce było tłoczno jak w metrze w godzinach szczytu. Wszyscy spieszyli się na plażę. Ewa też miała taki plan, ale nie była pewna, czy Tomek z nimi pójdzie. Wczoraj narzekał, że za daleko. Jak zwykle – jej wina. To ona wybrała ten ośrodek. Choć proponowała wspólne decyzje, Tomek tylko machał ręką: „Sam(a) nie możesz wybrać? Daj mi odpocząć po pracy!”. No i wybrała. I oczywiście – źle.
Gdy po śniadaniu zbierała naczynia, zobaczyła parę z sąsiedniego pokoju. Elegancka kobieta około pięćdziesiątki i jej uśmiechnięty mąż. Ona usiadła, on natychmiast ruszył po jedzenie, pytając: „Kochanie, jaki deser dziś wziąć?”.
Ewa aż się zatrzymała. Takich mężczyzn już nie ma… Chyba że są, tylko nie dla niej.
Kiedyś Tomek był inny. Przed ślubem dbał o każdy szczegół. Po pracy ją odbierał, gotowali razem, rozmawiali. Zmieniło się po urodzeniu Kuby. Wypadła z rynku pracy, a potem już nigdy nie wróciła do równowagi. Miała wrażenie, że Tomek przestał ją widzieć. Wszystko, co robiła, było dla niego oczywiste. A gdy wróciła do pracy? Nic się nie zmieniło. Dalej gotowała, sprzątała, zajmowała się Kubą. „Bo to kobiece obowiązki”.
Po obiedzie poszli nad morze. Tomek od razu zrzucił ubranie na kamienie i wskoczył do wody, zabierając Kubę. Ewa została z torbami. „Zapłać za leżaki i postaw parasol” – rzucił, zanim zniknął w falach.
I tak mijał ich urlop. Tomek narzekał na wszystko – na upał, na długą drogę, na niewygodne łóżko. Ewa organizowała wycieczki, a on potem jęczał, że nudne.
Ostatniego wieczoru, gdy Tomek i Kuba spali, Ewa wyszła na balkon. Myślała o tych siedmiu dniach. Co z nich zapamięta? Tylko gonitwę i wieczne niezadowolenie Tomka?
Wtedy usłyszała zapalającą się zapalniczkę. To sąsiadka, ta z „idealnym mężem”, paliła papierosa.
– Nie śpi się? – zapytała.
– Rano wyjazd. Pakuję się – odparła Ewa.
– Samotnie? A mąż?
– Śpi – powiedziała gorzko.
Kobieta wyczuła ton.
– Słuchaj, Ewuniu… – zaczęła. – Widziałam, jak on cię traktuje. Jesteś młoda, ładna. Ale twój mąż cię nie szanuje.
Ewa nie spodziewała się takiej szczerości. Ale w ciemności, nie widząc twarzy rozmówczyni, łatwiej było mówić.
– Nie zawsze tak było – przyznała. – Kiedyś był inny… Jak twój mąż.
Sąsiadka zaśmiała się cicho.
– Wierz lub nie, ale my się rozwiedliśmy. Na dwa lata. Wrócił dopiero, gdy zrozumiał, co stracił. Teraz jest inaczej, bo ja jestem inna. Kocham siebie – i on to widzi.
Ewa słuchała, zasłuchana.
– Nie mówię, że masz się rozwodzić – ciągnęła kobieta. – Ale… zdecyduj się na to w myślach. Zacznij od jutra: zamiast biec po jedzenie, usiądź. Niech on stoi w kolejce. Tak, będzie krzyczał. Ale twój syn patrzy i uczy się, że można traktować matkę jak służącą.
Gdy Ewa wróciła do pokoju, już wiedziała, co zrobi.
Następnego ranka wzięła tylko torbę i Kubę. Tomek musiał ciągnąć walizki. W drodze próbował jej podać jedną:
– Weź choć tę mniejszą.
– Nie chcę – odparła. – Jesteś mężczyzną, dasz radę.
W samolocie Tomek milczał. W domu Ewa położyła się spać, nie rozpakowując jego rzeczy. Gdy wrócił z pracy, nie było obiadu.
– Gdzie jedzenie?! – wrzasnął.
– W lodówce nic nie ma. Coś sobie znajdziesz – wzruszyła ramionami.
Następnego ranka Tomek włożył pogniecioną koszulę. Przez cały dzień czuł się dziwnie. Wieczorem Ewa wyszła – umalowana, w sukience, pachnąca perfumami.
– Gdzie?! – ryknął.
– Na spacer. Kuba u dziadków.
Wróciła późno. Tomek czekał przy oknie. Miała taki błysk w oku, jak dawno nie widział.
– Co się z tobą dzieje?! – krzyczał. – Obiadu nie ma, prania nie robisz…
– A ty co robisz? – spokojnie przerwała. – Po pracy leżysz przed telewizorem. Kiedy ostatnio coś dla mnie zrobiłeś? Albo dla Kuby?
Tomek oniemiał.
– Albo zaczynamy się dzielić obowiązkami, albo się rozwodzimy – powiedziała stanowczo.
To zdanie uderzyło go jak grom. Rozwód? Ona się nie boi?
Następnego roku znowu pojechali nad morze. Tym razem Ewa weszła do stołówki i usiadła. Tomek pochylił się nad nią:
– Kochanie, co ci podać?
Wziął Kubę i poszedł stać w kolejce. Ewa obserwowała ich z uEwa uśmiechnęła się i pomyślała, że czasem wystarczy odrobina odwagi, by wszystko zmienić na lepsze.



