Odszedł i chwała mu za to
Jak to abonent poza zasięgiem? Przecież rozmawiał z kimś pięć minut temu! Natalia stała w przedpokoju, przyciskając telefon do ucha.
Rzuciła okiem na komodę.
Szkatułka, w której trzymała biżuterię, stała na swoim miejscu. Ale coś się nie zgadzało wieczko było dziwnie uchylone.
Romek?! zawołała w głąb mieszkania. Jesteś w łazience?
Natalia wolno podeszła do komody. Gdy dotknęła wypolerowanego drewna, przeszedł ją zimny dreszcz środek szkatułki był zupełnie pusty. Idealnie pusty.
Nawet paragonu z jubilera, którego używała jako zakładki, nie zostało.
Razem z biżuterią zniknęły też pieniądze. No, akurat te sama mu dała…
O Matko… westchnęła, osuwając się na podłogę. Jak to możliwe?! Przecież jeszcze wczoraj kłóciliśmy się o tapetę… Obiecałeś, że w sierpniu jedziemy nad morze
A wszystko zaczęło się tak po polsku, banalnie. Rok temu, w czerwcu, w jej maluszku zaciął się tłok.
W serwisie wycenili to na chyba cały roczny budżet, więc wkurzona Natalia napisała na facebookową grupę Auto-Pomoc Małopolska.
Ludzie, pomożecie? Da się samodzielnie rozruszać zardzewiały tłok hamulcowy? Załączam fotkę brudnego koła.
Komentarze sypały się jak liście na cmentarzu w listopadzie. Jedni kazali nie pchać się baba w graty, inni proponowali wymianę na nową część.
I wtedy odezwał się użytkownik o nicku Roman85:
Proszę pani, niech się pani nie słucha tych domorosłych ekspertów. Kup spray WD-40 i zestaw naprawczy za stówkę.
Ściągnąć koło, lekko wypchnąć tłok pedałem hamulca, ale nie do końca.
Umyć wszystko płynem hamulcowym, nasmarować.
Jak powierzchnia cylindra nie zżarta, to jeszcze długo pojeździ.
Natalia zatrzymała się chwilę na tej odpowiedzi. Rzeczowa, zero napinki.
A jak będą ubytki? dopytała.
Wtedy wymiana. Ale patrząc na zdjęcie, zadbane auto wątpię, żeby tam był dramat. W razie pytań proszę śmiało na priv, pomogę.
No i jakoś się zaczęło.
Roman okazał się chodzącą encyklopedią motoryzacji.
W tydzień pilotował ją przez wymianę oleju, wybór świec, a nawet podpowiedział, jaki płyn do chłodnicy lać.
Natalia przyłapała się na tym, że wyczekuje jego wiadomości.
Wiesz, Romek, jesteś moim wybawcą napisała pod koniec lipca. Może byśmy się spotkali? Stawiam kawę. Albo coś mocniejszego, za te oszczędzone pieniądze!
Odpowiedź nie przyszła od razu. Minęły ze trzy godziny, aż ekran telefonu zabłysnął.
Natalia, chciałbym. Serio. Ale jestem w delegacji. Długiej. Za granicą, wręcz
O rany, daleko?
Dalej się nie da. Słuchaj, nie chcę cię okłamywać. Bardzo mi się podobasz jako człowiek. Ale to nie delegacja. Odsiaduję wyrok. Zakład karny nr 12, jeśli ci to coś mówi.
Natalia aż upuściła telefon na kanapę. W środku coś ją ukłuło.
Złodziej? Ona, szanowana księgowa w dużej firmie, od dwóch tygodni pisze do skazańca?!
Za co? wyskrobała drżącymi palcami.
Art. 286 kodeksu karnego. Oszustwo. Głupota, trochę mnie podpuścili, trochę sam zawiniłem. Zostało mi niecały rok. Jak chcesz usuń rozmowę, zrozumiem.
Natalia nie odpisała. Zablokowała go i przez trzy dni chodziła jak struta. Koleżanki w pracy pytały, czy chora.
A ona tylko myślała:
Dlaczego? Czemu taki sprytny, zdolny, wygadany facet i siedzi zamknięty?!
Tydzień później znalazła na mailu powiadomienie o nowej wiadomości kiedyś dała Romanowi adres. Nie skasowała go z kontaktów, zamknęła tylko czat.
Natalia pisał nie gniewam się. Naprawdę. Wiedziałem, że tak będzie. Jesteś za dobra na takich jak ja.
Chciałem tylko podziękować za rozmowy. To były moje dwa najlepsze tygodnie od trzech lat. Bądź szczęśliwa. Żegnaj.
Natalia czytała wiadomość przy kuchennym stole i nagle się rozpłakała. Strasznie jej się zrobiło żal i jego, i siebie, i tego paskudnego losu.
Jak jednemu wszystko się układa, to innemu tylko żonaci, maminsynki, a jedyny normalny to musi być pod kluczem? dumała.
I znowu nic nie odpisała
***
Natalia próbowała chodzić na randki, ale ciągle coś nie grało.
Jeden adorator pół wieczoru opowiadał o swojej kolekcji znaczków, inny przyszedł z czarnymi paznokciami i chciał dzielić rachunek w restauracji.
W marcu, na swoje 35. urodziny, Natalia czuła się wyjątkowo samotna.
Rano dostała powiadomienie.
Sto lat, Natalciu! pisał Roman. Wiem, że nie powinienem się odzywać, ale nie mogłem się powstrzymać. Bardzo ci życzę samych dobrych rzeczy.
Zasługujesz, żeby cię noszono na rękach.
Z chleba i drutu zrobiłem coś fajnego… Gdybym mógł, dałbym ci to.
Pomyśl, że gdzieś na Śląsku jeden facet dziś wznosi kubek fatalnej herbaty za twoje zdrowie.
Dzięki, Romek nie wytrzymała i odpisała. Bardzo mi miło.
Odpisałaś! aż czuła, jak się cieszy. Co u ciebie? Jak się ma twoja jaskółka? Daje radę na mrozach?
I znowu się zaczęło.
Od tej pory pisali do siebie codziennie. Roman telefonował, kiedy tylko mógł.
Okazało się, że ma głęboki, ciepły głos.
Opowiadał jej o swoim dzieciństwie: jak wychowywał się z bratem, jak brat teraz pilnuje jego siostrzeńców, jak marzy o tym, żeby zacząć nowe życie.
Do swojego miasta nie wrócę, Natalka mówił, kiedy ona mieszała zupę. Tam za dużo starych znajomych, wszyscy tylko wciągają w bagno.
Chcę wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Ręce mam sprawne, na budowie czy w warsztacie wszędzie znajdę zatrudnienie.
A gdzie byś chciał? pytała z bijącym sercem.
Do ciebie bym przyjechał. Wynająłby pokój, kawalerkę. Tylko żeby czuć, że jesteśmy w jednym mieście, oddychamy tym samym powietrzem.
Jak się ułoży to się zobaczy. Nie narzucam się, nie bój się
W maju Natalka była zakochana po uszy.
Znała grafik jego kontroli, wiedziała, kiedy wypada mu prysznic, a kiedy praca na hali.
Wysyłała mu paczki: herbatę, czekoladki, ciepłe skarpety, jakieś części do jego wynalazków.
Romku, tylko wytrzymaj spokojnie, proszę błagała. Nie pakuj się w żadne awantury.
Dla ciebie, kochanie, mogę być spokojny jak staw w listopadzie śmiał się. W kwietniu wychodzę.
Będę czekać.
***
W kwietniu Natalia pojechała pod bramę zakładu karnego. Kupiła mu nową kurtkę, dżinsy, adidasy.
Serducho biło jej tak, jakby zaraz miało wyskoczyć.
Gdy wyszedł niezbyt wysoki, krępy, z krótką siwizną na głowie na początku ją zamurowało.
Na zdjęciach wyglądał trochę inaczej.
Ale gdy się uśmiechnął i powiedział:
No cześć, gospodyni Natalia rzuciła mu się na szyję.
O Boże, żyjesz szeptała, wtulając się w jego kłującą brodę.
A gdzieżbym miał być przytulił ją mocno. Pięknie pachniesz. Jakieś perfumy… kwiatowe.
Pojechali razem do niej.
Przez pierwszy tydzień było jak w bajce. Roman od razu wziął się do roboty: naprawił cieknący kran, wymienił zamek w drzwiach, który się zacinał od pół roku.
Wieczorami siedzieli w kuchni, popijali półsłodkie, a on opowiadał anegdoty z poprzedniego życia, starannie omijając niewygodne wątki.
Słuchaj, Romek powiedziała dziesiątego dnia. Przecież mówiłeś, że chcesz wynająć mieszkanie.
Może niepotrzebnie? Ja mam miejsca aż nadto, razem raźniej.
Zaoszczędzisz kasę na narzędzia, może coś sobie kupisz.
Natalka, to się tak nie robi skrzywił się, mieszając cukier w kubku. To facet powinien zapewnić dach nad głową.
A ja tu na twoim garnuszku, jem za twoje…
Oj przestań! położyła mu dłoń na ręce. My już nie jesteśmy obcy. Wstaniesz na nogi, znajdziesz pracę i wszystko się ułoży.
Wczoraj dzwonił brat nagle powiedział, patrząc w bok. Siostrzeniec ciężko chory. Potrzebna mu operacja prywatna.
Prosi mnie o pożyczkę, a ja sama widzisz, biduję. Wstyd mi, Natalka. Rodzinie nie pomóc.
Ile potrzeba? zapytała cicho.
Sporo… sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Ale mówią, że część już uzbierali.
Myślę, może pójść na budowę do Warszawy na kontrakt? Wbijać tam, zarobię szybciej.
Natalia zamilkła. Dokładnie sto pięćdziesiąt tysięcy leżało u niej w szkatułce. Odkładała je trzy lata, odmawiając sobie wszystkiego.
Plany były wielkie: remont łazienki, wymiana kafelków, nowy prysznic z hydromasażem
Ja mam te pieniądze powiedziała cicho.
Roman aż podniósł głowę.
Nawet nie myśl! To twoje. Ja nie chcę.
Romku, to przecież rodzina. Wyjdziesz z długów, oddasz potem. Jesteśmy już razem.
Opierał się długo. Dwa dni chodził nadąsany, nawet znów zaczął palić na balkonie, choć obiecał rzucić.
W końcu Natalia wyciągnęła pieniądze i położyła na stole.
Weź. Zawieź bratu albo przelej.
Sam zaniosę powiedział, przytulając ją. Może się załapię na robotę w ich okolicy.
Na dwa dni, Natalka. Tam i z powrotem. W środę wracam
***
Natalia siedziała na podłodze już prawie godzinę. Nogi jej zesztywniały, ale nie czuła bólu.
Przypominała sobie wczorajszy wieczór. Oglądali jakąś głupią komedię, on śmiał się, obejmował ją ciasno i Natalia czuła się chyba najszczęśliwszą kobietą w Krakowie.
Może pojutrze wyjadę rano powiedział przed snem.
A uciekł o dzień wcześniej. Nawet nie słyszała, jak się ubierał.
Zdawało jej się tylko przez sen, że drzwi zatrzasnęły się za mocno, ale uprzedziła się, że to sąsiadka zza ściany.
O czternastej zadzwoniła do jego brata, na numer, który kiedyś podał jej na wszelki wypadek.
Halo? odpowiedział szorstki męski głos. Kto mówi?
Dzień dobry, tu partnerka Romana. Natalia. On dziś do was pojechał?
W słuchawce zapanowała cisza. Potem usłyszała ciężkie westchnienie.
Proszę pani, jaki Roman? Mój brat ma inne imię i do odsiadki mu zostało jeszcze pół roku. Wyjdzie w październiku.
Zrobiło się Natalii czarno przed oczami.
Jak to w październiku? Przecież wyszedł w kwietniu. Sama go odbierałam spod bramy ZK numer 12!
Proszę pani, mój brat siedzi w ZK numer 8. A ten cały Roman Roman to mój były współlokator z celi. Wyszedł dwa miesiące temu.
Ukradł mi telefon, gdy byłem jeszcze na wozie, i ściągnął wszystkie kontakty.
Chyba nie pierwsza pani dała się nabrać. Spryciarz, politechnika ukończona, potrafi gadać.
Natalia powoli odłożyła telefon. Przypomniały jej się wieczory, gdy tłumaczył, jak wymieniać świece.
Najważniejsze to nie przesadzić z dokręcaniem mawiał. Bo gwint zerwiesz i pozamiatane.
Zerwałam wyszeptała Natalia. Cały gwint na złom. Sama sobie robotę dołożyłam.
Nagle dotarło do niej, że nie wie o swoim ukochanym dosłownie nic. Nawet dowodu osobistego nie widziała, a żadnych papierków z wyjścia z więzienia też nie pokazywał.
Może nawet nie miał na imię Roman?!
***
Natalia oczywiście poszła na policję i złożyła zawiadomienie. Pokazała zdjęcie i wtedy dowiedziała się wyjątkowo ciekawych rzeczy o swoim domowniku.
Nazywa się naprawdę Roman i to była jedyna prawda, jaką jej powiedział.
Wyrok miał za ciężkie przestępstwo, pół życia przesiedział, Natalię poznał odsiadując już trzecią karę.
Natalia przeżegnała się, wymieniła zamki i stwierdziła, że właściwie to wyszła z tego całkiem nie najgorzej. Jak czytała o jego poprzednich narzeczonych…



