Pola, jesteś już gotowa? Spóźnię się do szkoły! zawołała Wika, potrząsając ostatnią koszulą Kuby i wieszając ją na sznurku na balkonie. Ten balkon, zupełnie nieoszklony, z łuszczącą się białą farbą na ścianach, był jej ulubionym miejscem w całym mieszkaniu.
Wika stanęła przy barierce i jak zwykle zaniemówiła. Z siódmego piętra rozciągał się cudowny widok na Wisłę i zielone okolice. Już świtało i wszystko tonęło w wiosennym, miękkim słońcu. Wika zmrużyła oczy i zacisnęła chude palce na zimnym metalu poręczy. No i proszę życie! Jasne, piękne, kiedy wszystko przed tobą i aż boli od tej jasności! U niej też tak będzie. Wszystko dopiero się zaczyna, tylko trzeba załatwić sprawy i jakoś się ogarnąć wtedy na pewno się uda, tak jak chce!
Wtem przesunęła się chmura i słońce na chwilę zniknęło. Wika drgnęła i wróciła do rzeczywistości. Wszystko naraz wydało się szare i zwyczajne. Tyle bywa najpierw fantazje, a potem nagle bach codzienność. Chociaż… Jak mawiała ciocia Kasia? Że to, jak wygląda twoje życie, zależy wyłącznie od ciebie? Może ma rację mądra kobieta, skończyła studia, zawsze trzeźwo patrzyła na świat. Powtarzała nawet, że Wika spokojnie może się na studia dostać, tylko trzeba chcieć a to już nie takie proste. Tylko pragnienie to za mało, trzeba wszystko dobrze przemyśleć. Bo jak jest teraz tata sam sobie nie poradzi. Młodsi jeszcze mali, pieniędzy ledwo starcza. Wika nie ma wyjścia albo uczelnia, albo praca. Póki co, zostaje jej tylko iść do roboty i pomóc ojcu.
Spojrzała na mały zegarek, który ojciec dał jej w drugiej klasie podstawówki, i od razu się przeraziła. Dzieci się spóźnią! Chwilę później już była z powrotem w korytarzu, z pustą miską po praniu.
Polinka spała słodko wtulając dłoń pod policzek. Wika przez chwilę po prostu stała i patrzyła na siostrę. Taka ładna, te długie rzęsy aż opierały się o policzki! Rozbrykane, jasne loczki rozrosły się po całej poduszce. Niby same kłopoty z tymi włosami, ale Wika nigdy nie pozwoliłaby ich obciąć takie skarby trzeba chronić. Mama miała kiedyś takie same Zmarszczyła czoło. Myśleć o mamie nie lubiła o wiele można ludziom wybaczyć, ale zdrady się nie da. Mama je po prostu zostawiła. Pola była wtedy zupełnym bobasem, nawet tej mamy nie pamięta. Do tego stopnia, że czasem na placu zabaw nazywała Wikę mamą wtedy inne kobiety patrzyły dziwnie, a po kątach szeptały. Wika teraz już się z tego czasem śmiała, ale wtedy czuła się fatalnie.
Do tego bloku wprowadzili się już po tym, jak zmarła babcia i tata dostał w spadku jej mieszkanie. Wcześniej mieszkali w ciasnej dwupokojowej klitce na Pradze tam już ani dla dzieci, ani dla ojca nie było miejsca. Babcina czteropokojowa chałupa to była zupełnie inna bajka.
Babcia Zofia była wymagająca i trzymała wszystkich na dystans. Pracowała jako profesor na uniwersytecie i sąsiadów uważała za ludzi płytkich. Wika, gdy była mała, nie rozumiała jeszcze tego wszystkiego, ale potem coraz rzadziej przychodziła do babci. Nie podobał jej się sposób, w jaki babcia traktowała innych. Pomagała czasem ze sprzątaniem, milcząc tylko i zagryzając zęby.
Jesteś kopią swojej matki. I raczej nic z ciebie nie będzie. Chyba, że przebiją się nasze geny. Chociaż, na twoim ojcu natura odpoczęła, więc wątpię, by coś z tego wyszło. Tylko nauka cię może uratować. Ucz się, albo skończysz jak ona.
Wika nie odpowiadała. Nie było sensu. Babcia nigdy nie tolerowała sprzeciwu. Tata nie krzyczał na nią, gdy babcia skarżyła się na Wikę, ale wystarczyło spojrzeć, jak potem chodził przygaszony po domu. To było najgorszą karą. Dlatego starała się po prostu robić swoje, szybko kończyć robotę i uciekać.
Tylko raz nie wytrzymała.
Twój brat i siostra to pewnie nie dzieci twojego ojca. Nie chcę o nich słyszeć! Nic mnie z tymi bękartami nie łączy!
To mnie też tu więcej nie będzie! Wika zacisnęła pięści.
Słucham?
Ton babci był tak zdziwiony, że aż Wika ochłonęła. Przez sekundę miała ochotę rozwalić całą kolekcję porcelanowych figurek, których nie cierpiała co tydzień wycierać kurz z każdej, pod surowym okiem babci! Ale babcia nie pozwalała przyprowadzać do siebie młodszych dzieci. Mówiła wprost porcelana jest droga, a dzieci nie jej wnuki.
Więcej mnie tu nie będzie! Wika rzuciła tylko, wybiegła do korytarza i już po chwili wbiegła do domu. Pola baraszkowała w kojcu i Wika, nie zdejmując nawet płaszcza, przytuliła małą.
Ty jesteś MOJA! I Kuba też! Jesteśmy rodziną, nikt nam nie jest potrzebny!
Tata akurat szorował w łazience dziecięce ubranka. Wyjrzał i zaskoczony patrzył na płaczącą Wikę. Pola zdziwiona dotykała jej wilgotnych policzków, po chwili już obie ryczały. Kuba przyleciał z książkami.
Co jest z nimi?
Nie wiem
No kobiety! Kuba cmoknął i przytulił obie do siebie. Dobrze, robimy kolację? Z tatą zrobiliśmy makaron na obiad.
Telefon od babci zadzwonił godzinę później. Wika wstawiała właśnie talerz do zlewu. Głos taty z pokoju był najpierw zdziwiony, potem coraz bardziej zły i rozdrażniony. Wika usiadła cicho przy stole będzie kłótnia
Ale się pomyliła. Tata przyszedł później do kuchni, objął ją mocno i pocałował w skroń.
Nie musisz już chodzić do babci, Wiki.
Dlaczego?
Bo nikt cię nie ma prawa upokarzać i obrażać. Nawet rodzina.
Wika przytulając się do ojca poczuła ogromną ulgę. Koniec z tym ciągłym napięciem. Teraz może zająć się nauką i młodszymi.
Babcia odeszła po półtora roku. Przez ostatnie dwa miesiące Wika jednak ją odwiedzała, zwłaszcza po tym, jak była raz z tatą w szpitalu. Na szpitalnym łóżku do kołdry przykrywała się sucha i przygarbiona staruszka, niepodobna do tej dawnej postawnej babci. Tylko sposób bycia się nie zmienił. Wika, widząc jak babcia rozkazuje pielęgniarkom, chwytała tatę za rękę.
Zostanę.
Córciu
Tak trzeba.
Pielęgniarki odetchnęły nareszcie ktoś umiał przemówić babci do rozsądku. Wika była w szkole na popołudnie, więc rano, kiedy wszyscy się zbierali, mogła przyjść do szpitala. Jak tylko siadała na krześle, babcia natychmiast łagodniała i tłumek białych fartuchów mógł robić swoje.
Jesteś niezwykła dziewczynka mówiła starsza pielęgniarka, obejmując ją. A twoja babka nie miej do niej żalu, dziecko. Jak ktoś ma chorą duszę, to szczęścia nie zazna wcale. Straszne to. Człowiek odchodzi i niczego nie rozumie.
Ostatniego dnia, gdy Wika widziała się z babcią, tamta była dziwnie cicha. Leżała i patrzyła w szare niebo za oknem. Wika kończyła wypracowanie na kolanie i chowała zeszyt, gdy już szykowała się do wyjścia.
Muszę lecieć.
Zaczekaj babcia ledwo szepnęła. Przepraszam cię Za wszystko. Dajcie sobie radę z ojcem
Wika skinęła głową, podniosła plecak i wyszła. Już prawie na korytarzu cofnęła się i pocałowała babcię w policzek.
Odpoczywaj. Wpadnę wieczorem.
Jeszcze widziała, jak babcia odwraca się do ściany, a za chwilę wbiegła już na przystanek. Do szkoły miała całą godzinę, ledwo zdążyła.
Babcia umarła tego samego dnia. Wika wysłuchała wiadomości od ojca w ciszy, potem zabrała młodszych i zamknęła się z nimi w pokoju. To ona tak bardzo przeżywała sprawę babci, a ojciec przecież to była jego matka. Wiedziała, że będzie siedział całą noc w kuchni i gapił się w ścianę, a potem wstanie, otrze oczy i pójdzie zrobić śniadanie dla dzieci.
Przeprowadzka była ciężka. Pola dużo chorowała, Kuba wariował i nie chciał słuchać, tata latał między pracą a domem. Wika pakowała wszystko do kartonów i modliła się po cichu, żeby w nowym miejscu wszystko się ułożyło. Nie wiedziała nawet do kogo ta modlitwa ale jakoś czuła, że ktoś ją słyszy.
W nowym mieszkaniu każdy miał własny kąt i na początku zupełnie nie umieli być osobno. Szybko jednak Pola zaczęła w nocy przychodzić do łóżka Wici, bo ciągle źle spała, a Kuba nie wyłaził z kuchni, gdzie Wika spędzała większość czasu. Zrobili sobie iście rodzinny kącik wspólny stół, na którym od lekcji aż po układanie zakupów wszystko musiało się zmieścić.
Posól ziemniaki! Wika rozwiązywała zadanie z fizyki. Z naukami ścisłymi szło jej opornie.
Wiki, zagotował się rosół, co teraz?
Sekunda! rzucała długopis i szła kroić warzywa.
A mi się nie zgadza! Z tymi minusami nie mogę dojść! Wika, pomóż!
Dawaj, pokaż zeszyt.
Polinka siedziała przy malutkim stole obok i z zapałem kreśliła coś w zeszycie. Skoro starsi pracują to ona też!
Początki były trudne. Tata pracował, a opieka nad dziećmi spadła na Wikę. Z Kubą można się było dogadać, ale Pola ciągle chorowała i Wika musiała puszczać szkołę. Tak było aż do czasu, kiedy poznała panią Kasię sąsiadkę z klatki.
Zobaczyły się przypadkiem Wika wyszła z Polą na plac zabaw w pierwszym tygodniu po przeprowadzce. Akurat cieplej, więc na podwórku roiło się od dzieci i ich opiekunów: rodziców, babć, nianiek. Pola chciała na huśtawkę, ale była kolejka.
Mamo! Pola krzyknęła przez cały plac, a kobiety zaczęły szeptać.
Jaka z niej matka? Ile ona ma lat? Urodziła, wstyd Zaraz znalazła się starsza sąsiadka, najgłośniej komentująca całą sytuację.
Pola płakała, bo chciała na huśtawkę, a Wika była bezradna.
Co tu się dzieje? rozległ się zdecydowany głos.
Wika aż podskoczyła, bo przez sekundę wydawało się jej, że to babcia wróciła. Tylko ciocia Kasia, metaliczny ton od razu wszyscy zamilkli.
Proszę pań! Przyszła nowa sąsiadka, nie pasuje do naszego kurzu.
O co tu właściwie chodzi? Kasia spojrzała na zgromadzenie.
Zobacz, Kasieńka! Dziecko urodziła dziecko! Ty prawniczka, powiedz kara za to jakaś jest? Przecież to nie do pomyślenia, żeby dziecko wychowywało dziecko! Lepiej byłoby oddać do domu dziecka, jak rodzina nie daje rady!
To wszystko? Kasia spojrzała na kobietę i podniosła brew.
Ta coś tam jeszcze mruczała, ale w końcu zmyła się z placu zabaw.
Koniec spektaklu. Kasia wzruszyła ramionami Jak masz na imię, dziewczyno?
Wika, to Pola.
Mi Kasią możesz mówić, nie znoszę form grzecznościowych.
Wika sama nie wiedziała, jak to się stało, że zaprzyjaźniły się z Kasią. Dla kogoś z zewnątrz: nastolatka i kobieta przed czterdziestką gdzie tu wspólne tematy? Ale los tak chciał, potrzeba i już.
Zaraz widziała, czemu wszyscy się z Kasią liczą w bloku. Była prawnikiem, specjalizowała się w rodzinnych sprawach, do tego miała cięty język, umiała milczeć, kiedy trzeba.
Wyobrażasz sobie, ile ja o tych ludziach wiem? śmiała się, segregując z Wiką firanki do prania. Piękne, ale pranie to męka.
A czemu się ciebie trochę boją? Wika zagadała z ciekawością.
Bo każdy chce dobrze wypaść przed sąsiadami. A jak coś głupiego zrobią mają stracha, że ja im wyciągnę jakieś grzechy. Przecież nikt nie lubi, jak komuś zarzucają, że nie płaci alimentów, nie dba o rodziców, babcię oddał tylko po mieszkanie No, nikt nie chce zostać na językach.
Wika kiwnęła powoli głową. Tak, z tym się zgadzała. Właśnie dlatego tata przeprowadził ich tutaj żeby być daleko od plotek o mamie.
Kasi jako jedynej Wika potem opowiedziała wszystko o mamie. Była tak przyzwyczajona wszystko tłumić w sobie, że nie wiedziała nawet, że to złe. Bo żal zostaje, pytania dręczą. Co, jeśli babcia miała rację i ona naprawdę stanie się jak mama?
Pewnego dnia Kasia poprosiła ją o karmienie kota.
Mam sprawę w sądzie, może mnie przytrzymają. Wieczorem idę do lekarza, a potem spotkanie. Dasz radę? Bo będzie darł się po bloku, jak głodny.
To tylko kot, co w tym złego?
Kasia się śmiała.
Wielki problem, jak nie pozwoli mi spać w nocy. Będzie łapką trącał za każdym razem, gdy zasnę.
A zamknąć go w innym pokoju?
Kasia wzięła ją do kuchni i pokazała śpiącego na kanapie rudego Dyzia.
Patrz! szepnęła. Raz, dwa, trzy!
Nagle grzmot w drzwi, aż można podskoczyć. Wika aż sapnęła.
Widzisz! Tak jest, dopóki nie wypuszczę. To taki nasz domowy terrorysta śmiała się, tuląc kota. No już, nie złość się!
Pokazała jej, gdzie karma, i pobiegła.
Wikę w szkole zatrzymali, potem Pola długo wybierała czekoladkę w sklepie, a Kuba zawracał jej głowę matematyką. Do Kasi dotarła dopiero po ósmej.
Sorry, Dyziu, już lecę! wyciągnęła karmę, wsypała do miski.
Zatrzasnęły się drzwi i Kasia zmęczona opadła na krzesło.
Dzięki, że nie zapomniałaś.
Po chwili zaczęła szlochać, schowała twarz w dłoniach. Wika aż zdrętwiała. Kasia zawsze była twarda, a teraz łzy?
Cicho przysiadła i objęła ją. Pomiędzy szlochem Kasia ścisnęła jej dłoń.
Przepraszam, rozkleiłam się. Trudny dzień, nie mam z kim pogadać. Mamy już nie mam, a i tak zostałam sama.
No a ja? Ja nie człowiek? spojrzała jej w oczy.
Kasia roześmiała się przez łzy i pogłaskała Wikę po głowie.
Zawsze marzyłam o lokach. Kobiety zawsze chcą tego, czego nie mają. Ja chciałam loki i dziecko.
Kasia zamilkła.
Loki można zrobić, a dziecko? wymamrotała Wika.
Wbrew zasadom zaczęła dopytywać babcia już by ją zrugała, że grzebie się w cudzych sprawach, ale co zrobić, kiedy komuś ciężko, a pogadać nie ma z kim? Kasia tyle dla nich zrobiła pomagała przy Poli, z Kubą, u niej także sprzątała, gdy czasu zabrakło.
Kasia otarła łzy i wyciągnęła przezroczystą teczkę.
Dziecko? Proszę bardzo, wyrok na mnie. Nie będzie. Nigdy. Sama sobie winna. Czasem jeden błąd kosztuje bardzo drogo, zapamiętaj.
Okazało się, że Kasia bardzo szybko zaszła w ciążę ze swoim mężem Marcinem od zawsze się znali, wspólne dzieciństwo, długie przyjaźnie rodziców, bajkowy ślub. Długo marzyli o dziecku, ale zawsze jeszcze chwilkę, bo praca, bo mieszkanie, bo trzeba świata zobaczyć. I kiedy w końcu się zdecydowali, zajęcie się udało od razu.
Mieli lecieć do Grecji na urlop, już wszytko zarezerwowane.
No i co z podróżą? pytała Kasia męża.
Polecimy, jeszcze mały termin. Odpoczniemy nad morzem, potem przygotujemy się na powiększenie rodziny.
Lekarz pozwolił, pojechali. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie szalenie jadący Grek na skuterze. Kasia obudziła się już w szpitalu.
Straciła dziecko, miała połamaną nogę, żebra. Długo dochodziła do siebie.
Co ja mogę zrobić? Marcin był bezradny. Cały czas płacze i nie chce ze mną rozmawiać.
Oddalili się od siebie. Kasia ciągle tkwiła w żałobie, nie myślała o Marcinie w ogóle, chociaż to też był jego syn. Dopiero po czasie dotarło do niej, jak bardzo siebie zatracała. Rozwiedli się szybko. Po roku spotkali się przypadkiem w sądzie, przegadali noc i powoli znów się zbliżyli. Zaczęli rozumieć, że dalej już nic z tej ich dziecięcej beztroski nie wróci.
Kiedy Marcin znów się oświadczył, Kasia długo się zastanawiała.
Przemyślałam wszystko powiedziała, odsuwając teczkę. Ale nie mogę go tak skrzywdzić. On zawsze chciał mieć dzieci.
A jesteś pewna? Może to pomyłka? Wika delikatnie dotknęła teczki.
Lekarze nie widzą szans.
Ale lekarze też ludzie może jednak coś się zdarzy? Czasem cuda się zdarzają! Najwyżej potem się popłaczesz.
Kasia objęła ją.
Dziękuję ci! Skąd w tobie tyle mądrości, dziewczynko?
Nauczycieli miałam dobrych mruknęła Wika i sięgnęła po czajnik.
A opowiesz mi o swojej mamie? Czemu macie tylko tatę? Otworzymy się przed sobą. Odkrywanie tajemnic na tajemnicę.


